Czeskie żądania najtrudniejszym sprawdzianem dla Brukseli
Brak podpisu czeskiego prezydenta pod traktatem lizbońskim grozi zahamowaniem europejskiej integracji
@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.010a.001.jpg@RY2@
Premier Czech Jan Fischer po rozmowie z szefem KE Jose Manuelem Barroso
AP
Żądania Vaclava Klausa renegocjacji traktatu lizbońskiego wywołały w Brukseli polityczną burzę. Po powtórzonym referendum w Irlandii wydawało się, że nic już nie stanie na przeszkodzie do przyjęcia dokumentu. Tymczasem stanowisko czeskiego prezydenta, które podziela część parlamentarzystów, a od którego nie odcina się rząd, nie tylko opóźnia cały proces, ale może ostatecznie pogrzebać Lizbonę. Jaki jest scenariusz dla UE, jeśli traktat przepadnie?
Podstawą działania UE będzie traktat nicejski wynegocjowany w 2000 r. Zdaniem analityków obowiązywanie tylko tego dokumentu oznacza ściślejszą współpracę wybranych grup państw, zahamowanie integracji europejskiej i zablokowanie rozszerzenia o nowe kraje, choćby takie jak Ukraina czy Turcja.
Twarde jądro zastąpi Lizbonę?
- Francja, Niemcy, Hiszpania czy Polska mogłyby spróbować zbudować ściślejszy system obrony europejskiej. Jego zalążkiem może być istniejący już od kilku lat Eurokorpus, do którego przystąpiło sześć krajów. Inny pomysł to stworzenie przez ograniczoną grupę państw wspólnego systemu podatkowego lub wspólnych norm socjalnych. O wprowadzenie minimalnych osłon socjalnych w Unii od lat zabiegała przede wszystkim Francja - komentuje w rozmowie z nami analityk Centrum Europejskiej Polityki Strategicznej Piotr Kaczyński.
Do tej pory budowa twardego jądra krajów, które myślą o głębszej integracji, była tylko jedną z mało realnych, pesymistycznych wizji ekspertów. Paryż, Berlin czy Rzym były przekonane, że ścisła integracja może odbywać się w obrębie całej UE, a podstawą do tego będzie dokument właśnie taki jak Lizbona.
- Na poziomie całej Unii zawsze ktoś blokował postęp integracji w danej dziedzinie. Brytyjczycy nie chcieli wspólnych podatków, Irlandczycy i Szwedzi odrzucali wspólną politykę obronną. Ale w węższym gronie te przeszkody zawsze znikają - dodaje Kaczyński.
Oprócz scenariusza ścisłej współpracy możliwe jest również nasilenie tendencji protekcjonistycznych w największych państwach UE.
Unii zagrożą ambitni gracze
- Nicolas Sarkozy chciał na własną rękę wspierać francuskie koncerny motoryzacyjne, nie zwracając uwagi na wspólne reguły równej konkurencji. Podobnie kanclerz Angela Merkel udzieliła Oplowi 5 mld euro dotacji, byle koncern zamknął fabryki wszędzie, ale nie w Niemczech. Bez Lizbony takie tendencje tylko się nasilą - komentuje Nicolas Veron, ekonomista Instytutu Breugla w Brukseli. - Widząc, że Czechom i innym eurosceptycznym krajom nie zależy na integracji, Niemcy i Francuzi poczują się zwolenieni z przestrzegania reguł europejskich - dodaje Kaczyński.
Próbką tego, jak może wyglądać w przyszłości Unia bez Lizbony i silnej biurokracji unijnej, było przewodnictwo Francji w Unii w zeszłym roku. Nicolas Sarkozy zepchnął w cień Komisję Europejską, która powinna teoretycznie bronić wspólnego interesu europejskiego. Francuski prezydent zwołał jesienią 2008 roku w Paryżu kilka szczytów, podczas których, bez udziału Brukseli, przywódcy największych państw UE uzgodnili, jak ma wyglądać plan ratowania europejskich banków i szerzej gospodarki. Zdaniem analityków bez Lizbony i jasnego określenia kompetencji unijnych instytucji Wspólnocie ton będą nadawać ambitni politycy tacy jak Sarkozy, a nie Bruksela.
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
ANALIZA
Klaus zaszachował Europę
Traktat lizboński nie zostanie pogrzebany, jeśli Vaclav Klaus zadowoli się przyjęciem na najbliższym szczycie Unii Europejskiej politycznej deklaracji, w której państwa "27" zobowiążą się, że Karta praw podstawowych nie będzie miała zastosowania w Czechach i nie będzie mogła być podstawą do zwrotu majątków Niemców sudeckich. Jeśli Klaus będzie chciał wprowadzić taki zapis do samego traktatu, Lizbony nie będzie. W przypadku zgody Klausa na deklarację polityczną traktat nie wymaga ponownej ratyfikacji w krajach Unii, bo jego treść nie została zmieniona. Wystarczy, że modyfikacja zostanie wprowadzona później i zatwierdzona przy najbliższej okazji. Nawet jednak ten optymistyczny scenariusz jest niełatwy do przeprowadzenia. Deklaracji sprzeciwiają się Niemcy i Austria. Jeśli w sprawie deklaracji (nawiązującej do obaw przed zwrotem majątków Niemców sudeckich - red.) uda się osiągnąć kompromis na zaplanowanym na 29 października szczycie brukselskim, traktat lizboński ma szansę wejść w życie przed końcem roku. To ważne, bo już 1 listopada wygasa mandat Komisji Europejskiej i przedstawiciela ds. zagranicznych UE Javiera Solany. Chodzi więc o to, aby uniknąć prawnej próżni i powołać nowe instytucje, o których mówi Lizbona. W takim przypadku, jeśli nie na październikowym, to na grudniowym szczycie przywódcy Unii mianowaliby nowego przewodniczącego Rady UE i europejskiego ministra spraw zagranicznych. Inaczej będzie wyglądała jednak sytuacja, jeśli Vaclav Klaus będzie domagał się zmiany traktatu i zapisu, że Karta praw podstawowych nie ma zastosowania w Czechach. Co prawda w takim układzie Czesi od razu uzyskają żądane gwarancje prawne na wzór tego, co w 2007 roku dostali Brytyjczycy i Polacy. Ale to wymaga ponownej ratyfikacji traktatu we wszystkich stolicach UE. A na to Bruksela się nie zgodzi. Wówczas jedyną szansą na uratowanie traktatu jest zmiana czeskiej konstytucji i pozbawienie prawa Vaclava Klausa do ratyfikowania traktatów międzynarodowych. Jest to jednak niemal niemożliwe. Czeskie partie polityczne na to się nie zdecydują, gdyż popularność prezydenta czeskiego wciąż jest na wysokim poziomie.
Antonio Misseroli, dyrektor European Policy Center w Brukseli
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu