Prawa człowieka w Rosji nie obchodzą już Ameryki
Amerykanie nie będą już otwarcie krytykować Rosji za łamanie praw człowieka. USA wolą skupić się na realpolitik: wspólnych działaniach w sprawie budowy systemu obrony antyrakietowej czy uzgodnieniu sankcji wobec Iranu.
Na taką zmianę tonu ze strony Waszyngtonu Rosjanie czekali od lat. Wczoraj, w drugim dniu oficjalnej wizyty szefowej dyplomacji USA Hillary Clinton w Moskwie - Amerykanie spełnili te oczekiwania.
W wywiadzie dla dziennika "Kommiersant" doradca Baracka Obamy Michael McFall nie pozostawił złudzeń: stan demokracji w Rosji nie jest tematem, który interesuje Waszyngton.
- Reset stosunków, rezygnacja z poprzedniego podejścia, które zaostrzało nasze partnerstwo, są nam potrzebne także i w tym aspekcie (praw człowieka) - oświadczył McFall, który w Białym Domu odpowiada za relacje z Moskwą. Nie trzeba było długo czekać, by jego słowa potwierdziła w praktyce sama Clinton. Podczas wczorajszych spotkań w Moskwie nie padła żadna deklaracja na temat deficytu demokracji w Rosji. Jak mówił Interfaksowi po spotkaniu z amerykańską szefową dyplomacji znany obrońca swobód obywatelskich Lew Ponomariow, nie było nawet "oceny sytuacji w dziedzinie przestrzegania praw człowieka".
To istotna zmiana. Już w czasach ZSRR Amerykanie stosowali kwestię praw człowieka jako główny powód nacisku na Moskwę. To właśnie dzięki presji Waszyngtonu Leonid Breżniew zgodził się w 1975 r. na wpisanie do aktu końcowego KBWE zobowiązania do przestrzegania swobód obywatelskich. To otworzyło drogę do powstania w państwach bloku wschodniego (w tym w ZSRR) komitetów helsińskich, które w wielu przypadkach stały się zalążkiem demokratycznej opozycji. Po upadku komunizmu ze szczególnie ostrą krytyką Rosjanie spotykali się w czasie wojny w Czeczenii. Sekretarz stanu w administracji Billa Clintona Madeleine Albright grzmiała: "Wojna w Czeczenii zrujnowała wizerunek Rosji i prowadzi do jej izolacji na arenie międzynarodowej".
Dziś Amerykanie mają nadzieję, że przymknięcie oczu na stan rosyjskiej demokracji ułatwi im pertraktacje z Moskwą w innych dziedzinach. - Od wiosny tego roku, kiedy nasi prezydenci zdecydowali się na nawiązanie strategicznego dialogu, wiele udało nam się osiągnąć - mówiła wczoraj Clinton. Zgodnie ze słowami szefa MSZ Rosji Siergieja Ławrowa poczyniono m.in. istotny postęp w sprawie umowy post-START, która - zawarta przed 5 grudnia - ma ustalić limity rozbrojenia obu państw. Clinton zaproponowała też Rosjanom współpracę w kwestii obrony przeciwrakietowej.
McFall z kolei potwierdził zbliżenie stanowisk w sprawie Iranu. - Jeszcze do niedawna tę kwestię można było nazwać głównym cierniem w relacjach. Ale w porównaniu z październikiem ubiegłego roku Rosja jest znacznie bardziej skłonna do współpracy - tłumaczył "Kommiersantowi" amerykański urzędnik. Skąd ta zmiana nastawienia? Rosjanie coraz częściej traktują zbrojenia reżimu ajatollahów jako zagrożenie także dla siebie. Kreml rozważa nawet zerwanie wartego 1 mld dol. kontraktu na dostawy rakiet S-300. Według Michaela McFalla jedyną poważną różnicą na linii Moskwa - Waszyngton pozostaje teraz kwestia uznania przez Rosję niepodległości Abchazji i Osetii Płd.
Zdaniem rosyjskiego politologa Stanisława Biełkowskiego Obama już dawno dawał do zrozumienia, że USA odejdą od promowania demokracji na świecie. Pierwszą zapowiedzią takiej reorientacji polityki Białego Domu było wrześniowe przemówienie prezydenta USA, wygłoszone na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. - Każde państwo powinno szukać swojej własnej ścieżki (do demokracji - red.), żadna z nich nie jest jedynie słuszna - tłumaczył wówczas prezydent Obama.
@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.011a.001.jpg@RY2@
Hillary Clinton nie będzie już patrzeć Rosji na ręce
Reuters/Forum
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu