Amerykański cios w finanse ludzi Osamy bin Ladena
Ośmioletnia kampania Waszyngtonu, której celem było zablokowanie źródeł finansowania Al-Kaidy, przynosi rezultaty.
Organizacja Osamy bin Ladena wpadła w kłopoty finansowe, które osłabiły możliwości działania ekstremistów.
Podobnego sukcesu nie udało się jednak osiągnąć w walce z talibami w Afganistanie. Rebelianci doskonale radzą sobie ze zdobywaniem pieniędzy na wojnę. - Al-Kaida jest w najgorszej kondycji finansowej od lat. W rezultacie jej wpływ gaśnie. Ten sukces jest istotny. To znak, że idziemy w dobrą stronę - mówił David Cohen z Departamentu Skarbu USA.
Po 11 września 2001 r. Waszyngton rzucił cały sztab agentów do walki z finansowym zapleczem Al-Kaidy. Ich zadaniem było odcięcie terrorystów od milionowych datków z krajów arabskich i islamskiej diaspory. Konsekwentnie prowadzona kampania przyniosła skutek - ludziom bin Ladena nie udało się w ostatnich czterech latach przeprowadzić na Zachodzie żadnego spektakularnego zamachu.
Wojna z datkami dla Al-Kaidy
Sukces amerykańskiej strategii polegał na uderzeniu w pośredników kwestujących na rzecz Al-Kaidy na całym świecie. To z datków bogatych muzułmanów pochodzi lwia część dochodów organizacji. W przepływie pieniędzy do fundamentalistów pomagały instytucje finansowe, takie jak choćby działający w Szwajcarii Al-Taqwa Bank należący do Ahmeda Idrisa Nasreddina, jednego z mózgów operacji finansowych Al-Kaidy. Zanim pieniądze trafiły do terrorystów, przechodziły długą drogę przez konta fikcyjnych firm. Amerykanie, zamrażając rachunki związanych z Nasreddinem biznesmenów, a także 50 organizacji udających instytucje dobroczynne, tylko w ciagu roku po zamachu na WTC skonfiskowali 115 mln dol. Na efekty nie trzeba było długo czekać: z roku na rok finanse organizacji bin Ladena topniały.
Tylko w tym roku najwyżsi rangą członkowie Al-Kaidy aż czterokrotnie apelowali do swoich sympatyków rozsianych po całym świecie o nadsyłanie pieniędzy, bez których grupa nie jest w stanie prowadzić działalności. Ostatni i najbardziej dramatyczny z apeli wystosowano w lipcu, gdy organizacja przyznała, że brak funduszy krzyżuje jej plany i odcina ją od nowych rekrutów.
Amerykanie przestrzegają jednak, że sukces nie jest ostateczny. Wciąż nie udało się poskromić przepływu pieniędzy przez system hawali - podziemną, islamską wersję Western Union, gdzie transakcje nie zostawiają śladów na papierze. - Nie udało nam się jeszcze odwieść wszystkich fundatorów od samej chęci (wspierania Al-Kaidy - red.) - mówił Cohen.
Talibowie, czyli biznesmeni doskonali
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja afgańskich talibów, którzy przed 2001 r. chętnie udzielali gościny bin Ladenowi i jego ludziom. Talibscy watażkowie walczący z NATO, choć teoretycznie podlegający mulle Omarowi, działają w systemie zdecentralizowanym, z dużą dozą swobody i zdobywają pieniądze na wiele sposobów, z których opodatkowanie przemytu opium to tylko jeden i wcale nie najbardziej znaczący.
ONZ szacuje, że talibowie czerpią rocznie 300 mln dol. z upraw i przemytu afgańskiej heroiny. Do ogromnych sum za narkotyki dochodzi zwykła działalność przestępcza, jak np. porwania dla okupu czy przemyt towarów.
Na południu i wschodzie kraju talibowie uruchomili własną administrację, która działa równolegle z wspieranymi przez Zachód władzami w Kabulu. Talibscy "gubernatorzy" zbierają od lokalnej ludności podatki - tzw. zakat (datek na działalność dobroczynną). Zwyczajowo to 10 proc. dochodów. Pod parasolem rebeliantów działa też zwykły, legalny biznes. - Samo wykrzewienie upraw opium nie wystarczy, by uderzyć ich po kieszeni. Dopóki kontrolują wsie i mają wpływy w miastach, dopóty będą skutecznie zbierać "podatki" na rzecz rebelii - mówi nam specjalista do spraw finansów talibskich Antonio Giustozzi.
Z tysięcy dolarów, które trafiają do kieszeni np. dowodzącego w Nuristanie Dosta Mohammeda czy rodziny Hakkanich, watażkowie opłacają swoje oddziały, kupują samochody, broń, sprzęt i amunicję. Za miesiąc walki u boku islamistów ochotnik może otrzymać nawet 300 dol., choć większość stanowi walczące za darmo pospolite ruszenie. Szeregowy rządowej armii afgańskiej zarabia miesięcznie 70 dol.
Alians z mafiami azjatyckimi
Analitycy nie mają złudzeń: bez pozbawienia talibów funduszy nie ma mowy o pokonaniu rebelii. Dlatego Amerykanie pod koniec lipca wyznaczyli specjalną grupę zadaniową złożoną z agentów FBI, CIA i urzędników Departamentu Skarbu, która ma zatrzymać dopływ funduszy pod Hindukusz, podobnie jak wcześniej zatrzymano strumień pieniędzy dla organizacji bin Ladena. Według ekspertów walka z finansistami talibskimi będzie jednak o wiele trudniejsza. - Talibowie to nie scentralizowana organizacja jak Al-Kaida, tylko luźno powiązany ruch. Lokalni komendanci nie są uzależnieni od dotacji z zagranicy i potrafią potrzeby zorganizować pieniądze pochodzące np. od okolicznych wieśniaków czy lokalnych biznesmenów. By pozbawić ich funduszy, należy działać bardziej kompleksowo i wziąć na celownik mafijne organizacje z Azji Środkowej, z którymi współpracują przy przemycie drogocennych kamieni i narkotyków - mówi nam politolog z USA Fabrice Pothier.
dolarów zarabiają rocznie talibowie na opodatkowaniu produkcji heroiny
dolarów kosztuje roczne utrzymanie siatki terrorystycznej Al-Kaidy
@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.012c.001.jpg@RY2@
Osama bin Laden
Reuters/Forum
Jaromir Kamiński
jaromir.kaminski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu