Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie lubię wojaka Szwejka

1 lipca 2018

Kim naprawdę jest największy przeciwnik traktatu lizbońskiego?

Jest wyjątkowo pewny siebie, jak mówią zwolennicy lub jak wolą przeciwnicy - skrajnie arogancki. Zakochany w sobie. Nie bez powodu mówi się o nim "Jajinek" (ja i tylko ja) i opowiada dowcipy. Pierwszy: "Od czego ma Klaus doradców? - Żeby miał komu doradzać?", i drugi: "Jaka jest różnica między Vaclavem Klausem a Panem Bogiem? - Pan Bóg nie uważa, że jest Vaclavem Klausem" - opowiada nam anonimowo jeden z urzędników czeskiej administracji.

Sobota, 3 października. W Dublinie właśnie ogłoszono, że Irlandczycy w powtórzonym referendum zdecydowaną większością głosów poparli traktat lizboński. - Problem ratyfikacji jeszcze nie istnieje. Dopóki trybunał konstytucyjny nie podejmie decyzji, mam związane ręce - mówi tymczasem w Pradze Klaus. Czeski prezydent "zapomniał" dodać, że złożony dwa dni wcześniej wniosek - zresztą już drugi - o zbadanie, czy traktat przypadkiem nie narusza konstytucji, trafił do trybunału z jego inicjatywy.

Kim jest człowiek, który dziś dla euroentuzjastów stał się wrogiem publicznym numer jeden, i jakimi motywami się kieruje? To 68-letni konserwatywny pragmatyk, właściwie zaprzeczenie stereotypowego wyobrażenia o Czechu. Ostatnią rzeczą, jaką o nim można powiedzieć, to to, że ma poczucie humoru czy dystans do siebie. I bardzo możliwe, że gdyby cała Unia była przeciw Lizbonie, to on sam by ją popierał - mówi nam czeski politolog Jirzi Pehe. Jego zdaniem, choć Vaclav Klaus jest prowokatorem i lubi konfrontację, w ostatecznym rachunku broni swojego interesu. A to oznacza, że traktat jednak podpisze, ale targować się będzie do końca.

Siwowłosego dystyngowanego pana w eleganckiego garniturze, z fularem lub dobrze dobranym krawatem, podpierającego się laseczką ze srebrną główką, prędzej można spotkać na stokach lodowców w Austrii czy Francji lub partyjce tenisa niż w gospodzie. Profesor ekonomii, którego lista tytułów i wyróżnień na oficjalnej stronie ciągnie się dłużej niż jego życiorys, a pokój jest obwieszony dyplomami, prezentuje się jako wielbiciel jazzu i szachów. Nie waha się też publicznie przyznać, że nie lubi Haszka i Szwejka. - Nigdy nie był szczególnym zwolennikiem integracji europejskiej. Jako wyznawca liberalizmu gospodarczego a la Milton Friedman i niewidzialnej ręki rynku, fan Margaret Thatcher, zawsze uważał Unię za zbyt zbiurokratyzowaną i zbyt socjalną. Ale rozumiał, że Czechy ze swoim położeniem geopolitycznym po prostu nie mają innego wyjścia - mówi nam Roman Joch, dyrektor praskiego Instytutu Obywatelskiego. - Eurosceptycyzm Klausa jasno wynika z jego poglądów gospodarczych. A wzmocnione to zostało doświadczeniem życia w Czechosłowacji, które jasno pokazało, że nie jest możliwe istnienie jednego ponadnarodowego tworu - potwierdza w rozmowie z nami Petr Mach, były doradca Klausa ds. gospodarczych. Poza tym prezydent uznał, że będąc w Unii, ma większe możliwości jej krytykowania. A to mu nigdy nie sprawiało trudności. "UE kontrolują dziś wielkie mocarstwa, tak samo jak kontrolowały Europę w 1938 r.", "UE to podmiot upadły i bankrutujący", "Unia jest takim samym zagrożeniem dla wolności, jakim niegdyś był Związek Sowiecki" - to tylko mała próbka poglądów.

W latach 80. Klaus - ekonomista z wykształcenia - na potajemnych seminariach przekonuje do klasycznej wolnorynkowej gospodarki. Agenta komunistycznej bezpieki, który go obserwował, bardziej niż wygłaszane tam "herezje" - z punktu widzenia marksizmu - zafrapowała pewność siebie, wręcz arogancja, prowadzącego. - Jego zachowanie i postawa zdradzają, że uważa się za niedocenionego geniusza. Każdy, kto się z nim nie zgadza, jest w jego opinii głupi i niekompetentny - napisał w swoim raporcie agent. Przez następne ćwierć wieku nie zmienił się ani trochę.

Kiedy coś mu się nie podoba, bez skrupułów daje temu wyraz. Kiedy wybierano Mirka Topolanka na jego następcę w partii, którą założył - ODS, był wściekły. Jako jedyny nie klaskał po ogłoszeniu nazwiska wygranego. A dziennikarze jednego z tablidów przyłapali go na tym, jak wysyłał SMS- że: "Topolanek jest pusty i fałszywy".

Szczególnie cięty jest właśnie na dziennikarzy. Niezadowolony z zadawanych mu pytań potrafi też wyrzucić reportera z wywiadu. Chciał przerwać rozmowę dla "Le Figro", kiedy poruszono niewygodne dla niego kwestie. A po pewnym programie w czeskiej telewizji następnego dnia zwolniono moderatora, który prowadził z nim wywiad. Klaus, wówczas jeszcze jako premier, wysłał tylko list wyrażający niezadowolenie ze sposobu prowadzenia rozmowy.

W Czechach znana jest też niechęć Klausa do swojego poprzednika Vaclava Havla. Klaus nie uczestniczy w działalności opozycyjnej, lecz pracuje na spokojnej posadzie w banku. Jesienią 1989 r., w drugim tygodniu aksamitnej rewolucji, przychodzi do siedziby Forum Obywatelskiego, aby zaproponować pomoc. Doświadczenie ekonomiczne, dobra znajomość angielskiego i obycie w kontaktach z zagranicznymi mediami otwierają mu drogę do kariery. Po upadku reżimu zostaje ministrem finansów. Szybko jednak okazuje się, że dawni opozycjoniści nie podzielają jego ultraliberlanych poglądów. Na dodatek zupełnie nie pasują do siebie osobowościowo. Podczas gdy Havel i jego otoczenie ubierają się nieformalnie i przy piwie oraz papierosach dyskutują o polityce i filozofii, Klaus zawsze zakłada garnitur i krawa, i ma starannie przystrzyżony wąs.

- On ma bardzo wybujałe ego i zawsze był zazdrosny o popularność Havla. Obydwaj byli z dwu różnych bajek, on ekonomista, z ascetycznym podejściem do życia, Havel - należący do bohemy artysta. Eurosceptycyzm świetnie się nadawał do tego, by stać się bardziej rozpoznawalnym - mówi nam Joch. Aby wzmocnić efekt, dodał do tego jeszcze walkę z mitem globalnego ocieplenia. - Ekologizm jest niebezpieczną ideologią zagrażającą ludzkiej wolności, jest współczesnym odpowiednikiem komunizmu - oświadczył dwa lata temu. ("Żadnego niszczenia planety nigdy nie widziałem i nikt rozsądny na pewno w to nie wierzy" - twierdzi). Z pewnością mu się to udało - dziś Klaus jest jednym z najbardziej znanych - choć niekoniecznie lubianych - polityków w Europie.

Co tak Czechów przyciąga do Klausa? - Ludzie albo go kochają, albo nienawidzą - uważa była wicepremier Petruska Sutrova. - Wiele kobiet przyciągała jego uroda i charyzma. Kiedy pierwszy raz kandydował na prezydenta, niektóre kobiety go uwielbiały. Twierdziły, że jest szalenie przystojny - tłumaczy. Te tezę potwierdza także fakt, że kiedy wyszło na jaw, że ma o ponad dwadzieścia lat młodszą kochankę Klarę Lohinską, nie tylko mu to nie odebrało z popularności, ale wręcz dodało męskości. Nic dziwnego, Klara, którą Klaus poznał jako stewardesę w drodze do Nowego Jorku, później publicznie wyznała, że jest on geniuszem, a ona czuła się nim jak Ulrika w związku z Goethem. Zresztą wiele osób uważa, że Klaus specjalnie "dał się złapać" bulwarówce na czułych spotkaniach. - Chce uciąć plotki, że jest gejem - mówi "DGP" jeden z urzędników.

Inne wytłumaczenie jego popularności ma Petr Uhl. - To tęsknota Czechów za monarchią powoduje takie przywiązanie do Klausa. Dla nas prezydent na Hradczanach jest królem. A króla się szanuje - uważa Petr.

Jednak nie tylko to sprawia, że Czesi tak lgną do Klausa. On, w odróżnienu od swojego poprzednika Vaclava Havla, wyzwala rodaków od poczucia winy i uwalnia od kompleksów. Kompleksów kraju poza dużą historią, kraju ludzi, którzy niespecjalnie wsławili się swoją walecznością, ani w czase II wojny światowej, ani podczas reżimu komunistycznego.

@RY1@i02/2009/198/i02.2009.198.186.0009.001.jpg@RY2@

AFP East news

68-letni prezydent Czech nie przepada za dziennikarzami

współpraca Klara Klinger

Bartłomiej Niedziński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.