Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Wielkie oszustwo w Ghazni. Jak fałszowano wybory prezydenckie

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Tuż przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta polską prowincję uznano za jedną z trzech, gdzie najbardziej fałszowano wybory

Polscy żołnierze, którzy ochraniali sierpniową elekcję w Ghazni, tak naprawdę ryzykowali bezpieczeństwo dla wielkiej farsy wyborczej. Tuż przed zaprzysiężeniem prezydenta Hamida Karzaja obserwatorzy wyborów ujawnili, że zamieszkana przez nieco ponad 140 tys. mieszkańców prowincja jest jedną z trzech, w których doszło do największych fałszerstw. Relacje świadków, obserwatorów organizacji pozarządowych i wnioski afgańskiej komisji, która zbierała skargi na manipulacje i fałszerstwa, nie pozostawiają złudzeń: gubernator prowincji Usman Usmani konsekwentnie realizował zlecenie władz w Kabulu, które chciały, by zwycięzcą w Ghazni już w pierwszej turze został walczący o reelekcję Karzaj. Równie źle w skali całego Afganistanu wypadły tylko prowincje: Kandahar i Paktika. Ustaliliśmy, jak wyglądało fałszerstwo w Ghazni.

W Ghazni fałszowali wszyscy: Pasztuni i Hazarowie

- Ghazni to jedna z trzech prowincji Afganistanu, gdzie manipulowano wynikami wyborów na największą skalę. Szacujemy, że co trzeci z oddanych tam głosów jest fałszywy. Z doniesień naszych obserwatorów wynika, że w proceder zaangażowani byli zarówno lokalni oficjele, jak i sami kandydaci - mówi nam David Avery, dyrektor afgańskiego biura Democracy International, niezależnej amerykańskiej organizacji monitorującej przebieg wyborów.

Przed sierpniowymi wyborami prezydenckimi i lokalnymi w Afganistanie w Ghazni zarejestrowano największą, po stołecznym Kabulu i położonym na zachodzie kraju Heracie, liczbę wyborców. Wydawało się, że jeśli tylko głosowanie przebiegnie spokojnie, będzie można mówić o prawdziwym zwycięstwie kruchej afgańskiej demokracji. Wybory pod względem liczby ataków rebeliantów były spokojne. Fałszerstwa natomiast przerosły nawet najgorsze obawy tych, którzy spodziewali się nadużyć.

Miejscowi Afgańczycy zagłosowali "jednomyślnie". W co najmniej dwóch punktach wyborczych w Ghazni za reelekcją urzędującego prezydenta Afganistanu oficjalnie opowiedziało się 100 proc. wyborców. Tuż po wyborach w górskim dystrykcie Zana Chan niezależni obserwatorzy sprawdzili dziewięć losowo wybranych urn z głosami. W stosach kart wyborczych znaleziono tylko trzy głosy oddane na rywali Hamida Karzaja. Pełno było natomiast wielokrotnie pokreślonych blankietów przypisanych prezydentowi (skreślano kandydata, na którego w rzeczywistości oddano głos, i zaznaczano Karzaja).

Gubernator "robił" wynik dla Karzaja

Jak przekonują nasi informatorzy, fałszerstwa w Ghazni miały błogosławieństwo lokalnej administracji, kierowanej przez Mohammeda Usmana Usmaniego, wyznaczonego na początku 2008 roku przez prezydenta Karzaja na gubernatora prowincji. Usmani odwdzięczył się swojemu protektorowi, "robiąc wynik" i przykładając cegiełkę do jego reelekcji.

Jego zabiegi nie wszędzie wypadły jednak rewelacyjnie. Ostatecznie Karzaj zdobył w Ghazni "tylko" 46,9 procent poparcia. I to wcale nie z powodu pluralizmu politycznego. Wszystko przez to, że w czasie wyborów w dystryktach zamieszkanych przez Hazarów (Ghazni zamieszkują mniej więcej w równych proporcjach dwie grupy etniczne: Pasztuni i Hazarowie) lokalni działacze fałszowali na rzecz... hazarskiego kandydata - Ramazana Baszardosta (ostatecznie zajął drugie miejsce z wynikiem 42,5 procent głosów).

Jak wyglądało "robienie wyniku" po afgańsku? Wioskowa starszyzna głosowała w imieniu całych miejscowości, mężczyźni wypełniali blankiety za kobiety, urzędnicy osobiście "poprawiali" flamastrami "niewłaściwie" oddane głosy. Manipulację ułatwił panujący analfabetyzm (trzech na czterech mieszkańców Afganistanu nie potrafi czytać i pisać) oraz plemienna tradycja. - (Starszyzna - red.) uwolniła wszystkie kobiety od problemu pójścia do głosowania. Nam trudno byłoby głosować. Kobiety, i większość mężczyzn również, nie potrafią pisać - przyznawała reporterom agencji AFP Gulu Jan z Adżristanu dystryktu w prowincji Ghazni.

Na tym jednak nie koniec. W magazynach w stolicach dystryktów, dokąd napływały urny wyborcze z terenu, podkomendni gubernatora mieli przerzucać głosy oddane na rywali Karzaja do stosów kart wyborczych z zakreślonym nazwiskiem prezydenta. Jeszcze przed 20 sierpnia zarejestrowanych zostało o połowę więcej wyborców, niż powinien wynosić stan rzeczywisty. Martwe dusze zagłosowały oczywiście zgodnie z wolą władz.

Fałszerstwa nagrane telefonem komórkowym

Standardową metodą polepszania wyniku Karzaja było dorzucanie do urn wcześniej przygotowanych i wypełnionych kart wyborczych. Z kolei afgańska telewizja Tolo (w dosłownym tłumaczeniu "świt, jutrzenka") opublikowała nagranie - najprawdopodobniej zarejestrowane za pomocą telefonu komórkowego, na którym widać, jak w Ghazni na takich ostemplowanych kartach zaznaczane jest nazwisko Karzaja. W niektórych dystryktach wybory w ogóle się nie odbyły. Najgorzej było w Nawie i położonym na północny zachód od stolicy prowincji - miasta Ghazni - Adżristanie.

Podsumowaniem tego, jak naprawdę wyglądały wybory w polskiej prowincji, może być rozmowa przytoczona przez obserwującą wybory w Ghazni Ellen Bork z Freedom House. Konwersacja między dwoma obserwatorami elekcji nie pozostawia złudzeń: "Wybory odbyły się w domu gubernatora i w budynkach podlegających Usmaniemu".

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.011a.001.jpg@RY2@

reuters/forum

Co trzeci z oddanych głosów w Ghazni był fałszywy

Karzaj: zwycięstwo zapewnili mu gubernatorzy

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.011a.002.jpg@RY2@

reuters/forum

Hamid Karzaj

52-letni Pasztun wykształcony w Indiach, w latach 80. osiadł w Pakistanie, gdzie reprezentował interesy mudżahedinów walczących w ojczyźnie z sowiecką inwazją. W 1992 roku na krótko został wiceministrem spraw zagranicznych w rządzie Rabbaniego. Od grudnia 2001 roku przewodniczący prowizorycznej administracji afgańskiej, rok później został obrany tymczasowym prezydentem kraju. Karzaj zwyciężył w pierwszych wyborach prezydenckich w Afganistanie w 2004. W sierpniu wierne mu władze dokonywały masowych fałszerstw, by zwyciężył już w pierwszej turze.

Opozycjonista dosypujący głosów do urn

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.011a.003.jpg@RY2@

zuma/forum

Abdullah Abdullah

Ten 49-latek pochodzący z mieszanej rodziny pasztuńsko-tadżyckiej wyrósł w ostatnich miesiącach na głównego rywala Karzaja i przywódcę afgańskiej opozycji. Z wykształcenia okulista, spędził młodość w pracy w szpitalu dla uchodźców z Afganistanu w Peszawarze, a później leczył rannych bojowników Sojuszu Północnego. Po obaleniu talibów został ministrem spraw zagranicznych Afganistanu u boku Karzaja. Dziś zarzuca mu fałszerstwa, choć wierni mu Tadżycy również pracowali na jego wynik wyborczy.

Hazar masowo fałszujący w prowincji Ghazni

@RY1@i02/2009/194/i02.2009.194.000.011a.004.jpg@RY2@

reuters/forum

Ramazan Baszardost

Ten 44-letni hazarski działacz i polityk urodził się w rodzinie urzędników państwowych z Ghazni. W latach 80. wyemigrował do Francji, gdzie przebywał przez 20 lat zdobł tytuł doktora prawa na uniwersytecie w Tuluzie. W 2002 roku powrócił do ojczyzny W ostatnich wyborach Baszardost, prowadzący kampanię z namiotu, zajął trzecie, miejsce. Głosy dla niego zapewnili popelcznicy z hazarskich dystryktów prowincji Ghazni. W ten sposób pokrzyżował plany Karzaja w prowincji.

Zbigniew Parafianowicz

zbigniew.parafianowicz@infor.pl

Jaromir Kamiński

jaromir.kaminski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.