Cenzus uderza w Obamę
WYNIKI SPISU POWSZECHNEGO pokazują, że układ sił coraz bardziej przesuwa się w kierunku Południa i Zachodu, czyli stanów w większości głosujących na Republikanów
Nawet demografia działa na niekorzyść Baracka Obamy. Nie dość, że populacja Stanów Zjednoczonych wzrasta w najwolniejszym tempie od ponad 70 lat, co jest tłumaczone jako przejaw kryzysu, to jeszcze największy wzrost zanotowały stany tradycyjnie głosujące na Republikanów. A to będzie miało bezpośrednie przełożenie na następne wybory prezydenckie.
1 kwietnia tego roku USA liczyły 308 745 538 osób - taką informację podał wczoraj Robert Groves, szef US Census Bureau, prezentując pierwszą część wyników przeprowadzonego w tym roku spisu powszechnego. Oznacza to, że w stosunku do poprzedniego spisu ludności z 2000 r. populacja Amerykanów zwiększyła się o 9,7 proc. - to duże tempo w porównaniu z państwami zachodniej Europy, lecz zarazem najwolniejsze od czasów Wielkiego Kryzysu. - Część historyków twierdzi, że w latach 30. wzrost spowolnił z powodu Wielkiego Kryzysu i teraz też dość atrakcyjnie będzie brzmiała teza, że recesja wpłynęła na stopę wzrostu - powiedział Groves.
Co jednak znacznie ważniejsze, wzrost rozkłada się bardzo nierównomiernie i demograficzny układ sił coraz mocniej przesuwa się na korzyść stanów południowych i zachodnich. Zmiany te widać najlepiej, gdy porówna się stopę wzrostu w czterech wielkich regionach USA - na Północnym Wschodzie, Środkowym Zachodzie, Południu i Zachodzie. Ludność pierwszych dwóch w ostatniej dekadzie zwiększyła się o 3,2 oraz 3,9 proc., podczas gdy dwóch ostatnich - o 14 i 13,8 proc.
Demografia ma bardzo wymierne przełożenie na politykę, bo Północny Wschód i Środkowy Zachód to w większości stany tradycyjnie głosujące na Demokratów, większość stanów Południa i Zachodu jest republikańska. Demokraci odczują tę zmianę już za dwa lata podczas wyborów prezydenckich i kongresowych. Ponieważ zgodnie z amerykańską konstytucją wszyscy kongresmeni mają reprezentować podobną liczbę wyborców (obecnie ok. 710 tysięcy), po każdym spisie powszechnym koryguje się liczbę miejsc w Izbie Reprezentantów przypadających każdemu stanowi. A ta z kolei wpływa na liczbę głosów w kolegium elektorskim, które wybiera prezydenta.
Największym zwycięzcą tegorocznego spisu jest republikański Teksas, który zyska aż czterech kongresmenów, a także będąca zwykle polem bitwy Floryda - dwóch. Największymi przegranymi - Nowy Jork i Ohio, które przed dwoma laty głosowały na Obamę, a teraz stracą po dwa miejsca. Spośród ośmiu stanów, które zyskają przynajmniej jedno miejsce, pięć przed dwoma laty głosowało na Republikanina Johna McCaina, z dziesięciu, które stracą, osiem wybrało Baracka Obamę.
Za dwa lata, gdy Obama, będzie się ubiegał o reelekcję już na starcie będzie miał mniejsze szanse niż jego republikański przeciwnik.
@RY1@i02/2010/249/i02.2010.249.000.009a.001.jpg@RY2@
O ile wzrosła populacja Stanów Zjednoczonych między 2000 a 2010 rokiem
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu