Opozycja za pieniądze z Rosji i z poparciem Zachodu
Przed niedzielnymi wyborami na Białorusi Moskwa i Bruksela wspierają ruchy, które mogą realnie zmiękczyć system władzy Aleksandra Łukaszenki. Później podzielą się wpływami w tym kraju
Od objęcia władzy przez Aleksandra Łukaszenkę 16 lat temu nie było jeszcze na Białorusi wyborów, które budziłyby tyle emocji. I tylu sprzecznych opinii co do ich wyniku. Niby wszystko jest jasne: jak zwykle wygra Łukaszenka, bo to jego ludzie liczą głosy. Jest tylko jeden problem: pojawiło się co najmniej dwóch graczy, którzy równocześnie cieszą się sympatią Rosji i Zachodu. Pierwszy - Uładzimir Niaklajeu - wypracował nowy system finansowania opozycji, w którym główny strumień pieniędzy płynie ze Wschodu. Drugi - Andrej Sańnikau - to były wiceszef MSZ z doskonałymi kontaktami w Moskwie i na Zachodzie. Obaj ze sobą ściśle współpracują. I obaj mają wielką chęć wejść do systemu władzy. Nieważne za czyje pieniądze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.