O co martwią się Amerykanie
NAJNOWSZE REWELACJE WIKILEAKS ilustrują podejście Stanów Zjednoczonych do bezpieczeństwa. Część ekspertów mówi o gotowej liście celów dla terrorystów, na której znajdują się zakłady przedstawiające realną wartość
Najnowszy dokument ujawniony przez WikiLeaks jest może mało efektowny. Ale jego znaczenie jest większe niż depesz opublikowanych do tej pory zawierających głównie rozwinięcie tez obecnych od dawna w zachodniej prasie. Tym razem wyciekł spis obiektów kluczowych dla amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego.
Wiadomość z lutego 2009 r. przedstawia efekt pracy departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego. Spis, nazwany szumnie Narodowym Planem Ochrony Infrastruktury, zawiera kilkaset obiektów, których utrata mogłaby narazić na szwank bezpieczeństwo USA. Niekoniecznie stricte związanych z sektorem zbrojeniowym.
- To synteza tego, co Amerykanie, zgodnie z duchem czasu, uważają za istotne dla własnego bezpieczeństwa. Stąd niewielka liczba obiektów militarnych, a znacznie więcej fabryk istotnych z punktu widzenia zabezpieczenia właściwego poziomu opieki zdrowotnej - komentuje w rozmowie z "DGP" brytyjski ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego Dave Clemente.
Wśród kluczowych instalacji znalazły się m.in. europejskie fabryki produkujące insulinę, leki na zatrucie cyjankiem czy plutonem, a nawet australijski zakład wytwarzający antytoksyny jadu grzechotnika, będący jedynym dostawcą specyfiku na rynek USA. Na liście są też podoceaniczne kable telekomunikacyjne, ważniejsze porty czy katarski park przemysłowy Ras Laffan, na którego terenie powstał terminal LNG. W 2012 r. właśnie Katar będzie największym dostawcą gazu w stanie ciekłym do Ameryki.
Nie wszystkie obiekty zostały stworzone ludzką ręką. Na liście są też cieśniny najważniejsze dla transportu morskiego, wśród nich azjatycka Malakka, Cieśnina Gibraltarska czy Ormuz, będący wejściem do Zatoki Perskiej. Mniejszość stanowią obiekty wojskowe. Wśród nich kanadyjska fabryka dostarczająca elektronikę dla pojazdów wojskowych czy niemiecki zakład produkujący komponenty do rakiet Patriot. Tylko jeden obiekt znajduje się w Polsce: chodzi o rurociąg Przyjaźń.
Dziennik "The Times", pisząc o wycieku, uznał go za "spis celów dla terrorystów". Rzeczywiście lista może pomóc ekstremistom, wyraźnie podkreślając, które zakłady przedstawiają realną wartość. Choć większość można samemu znaleźć w internecie, ich znaczenie dla bezpieczeństwa USA nie było do tej pory oczywiste, a zatem również ich ochrona nie musi stać na najwyższym poziomie. Sam dokument określa wymienione obiekty jako takie, których zniszczenie lub naruszenie mogłoby zagrozić szeroko rozumianemu bezpieczeństwu narodowemu. - To jest ten rodzaj informacji, które terroryści chcieliby znać - mówił były brytyjski szef dyplomacji i resortu obrony Malcolm Rifkind.
● Każdy dzień przynosi nowe rewelacje. Wczoraj portal WikiLeaks ujawnił m.in. treść rozmowy amerykańskiej sekretarz stanu Hillary Clinton z ówczesnym premierem (obecnym szefem MSZ) Australii Kevin Ruddem. Rudd, który może się pochwalić sinologicznym wykształceniem, nie wykluczył użycia siły wobec Chin, "jeśli wszystko pójdzie źle", to jest jeśli nie uda się "skutecznie zintegrować Chin ze społecznością międzynarodową i skłonić do podjęcia większej odpowiedzialności" - czytamy w depeszy z marca 2009 r. Rudd przyznał jednocześnie, że australijski wywiad uważnie analizuje modernizację chińskich sił zbrojnych.
● Pekin z kolei który kilka dni temu zablokował własnym internautom możliwość surfowania po zasobach WikiLeaks, może fałszować część danych gospodarczych, w tym tych o robiącym wrażenie wzroście PKB (9,1 proc. w 2009 roku). Chiński wicepremier Li Keqiang, typowany na kolejnego szefa rządu, w rozmowie z ambasadorem USA przyznał (z uśmiechem - podkreśla autor depeszy), że dane dotyczące PKB są sztuczne, a co za tym idzie niewiarygodne i mogą służyć wyłącznie celom informacyjnym.
● Ciekawe informacje dotyczą również Bliskiego Wschodu. Kaszmirscy terroryści z organizacji Laszkar-e Taiba, odpowiedzialni m.in. za zamach na hotele w Bombaju w 2008 r., byli finansowani nie tylko z Pakistanu - jak do tej pory podejrzewano - ale także Kuwejtu i Arabii Saudyjskiej. Z tego ostatniego kraju, mimo bliskich związków z USA, płynie też szeroki strumień pieniędzy dla innych sunnickich ugrupowań ekstremistycznych.
mwp
@RY1@i02/2010/237/i02.2010.237.000.008a.001.jpg@RY2@
USA: Tych obiektów nie wolno nam utracić
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu