Chiny ruszają na morza
Morska ekspansja Pekinu jest wynikiem rozwoju gospodarczego Państwa Środka. Flota ma chronić szlaki handlowe i przesyłu surowców. Ekonomiczny boom zaowocował militaryzacją Pacyfiku
Skromny incydent z chińskim kutrem na wodach wokół niezaludnionych wysepek doprowadził do konfliktu dyplomatycznego między Pekinem a Tokio. Sprawa, pozornie błaha, jest jednak więcej niż poważna. Chiny bowiem nie tylko rozbudowują flotę wojenną, lecz także coraz śmielej wypuszczają się na akweny, od których do tej pory trzymały się z daleka. Morska ekspansja jest skutkiem ubocznym burzliwego rozwoju gospodarczego Państwa Środka, a flota chroni szlaki przesyłowe surowców i eksportu chińskich towarów. Ekonomiczny boom zaowocował militaryzacją Pacyfiku.
Chiński kuter rybacki zderzył się 7 września z dwoma japońskimi jednostkami straży przybrzeżnej, które usiłowały go zablokować. Kapitan statku został zatrzymany, w ubiegłym tygodniu sąd w Tokio przedłużył mu areszt do końca października. Wybuchła dyplomatyczna awantura, oba państwa zerwały kontakty na wysokim szczeblu. Mało tego, Chiny cofnęły tysiące japońskich turystów jadących na wystawę Expo do Szanghaju.
W 1976 r., kiedy Tokio i Pekin znormalizowały stosunki dyplomatyczne, ich handel wynosił około miliarda dolarów, dziś - prawie 300 mld dol. rocznie. Japończycy zainwestowali w Chinach prawie 70 mld dol., a Chińczycy w Japonii - 670 mln dol. Japonia jest trzecim partnerem handlowym Chin po Unii Europejskiej i USA, natomiast w wypadku Japonii Chiny to numer jeden, Ameryka plasuje się na drugiej pozycji.
Liczby te imponują, ale pokazują jednocześnie, że w Azji Wschodniej handel i inwestycje nie sprzyjają łagodzeniu napięcia. To świat rosnących gospodarek, które postrzegają się wzajemnie bardziej jako zagrożenie niż partnerów.
Chiny - a także Tajwan, Korea, Japonia i Wietnam - ślą na sporne wody statki cywilne, które są w rzeczywistości jednostkami rozpoznawczymi. W tym wypadku chodziło o wyspy Senkaku (po chińsku Diaouyo) położone między Tajwanem a japońską Okinawą. Roszczą sobie do nich pretensje chińscy komuniści z kontynentu, chińscy republikanie z Tajwanu i Japończycy. Podobne incydenty mają miejsce także w innych rejonach Pacyfiku, np. wokół wysp Spartly, o które spierają się Chiny, Wietnam i Filipiny. Niemal zawsze zatargi inicjuje Pekin.
Kiedy spojrzymy na mapę regionu, awantury układają się w logiczną całość. Nie chodzi wyłącznie o złoża surowców energetycznych, głównie gazu, leżące pod spornymi wodami, ale o strategiczne położenie tych obszarów. Pekin jest zdeterminowany, by kontrolować szlaki morskie, którymi płynie jego import i eksport. A to głównie morza Wschodniochińskie i Południowochińskie do cieśniny Malakka i południowa część Oceanu Indyjskiego.
W marcu i lutym tego roku chińska flota wojenna dwa razy wypłynęła w rejsy, które można uznać za historyczne. Po raz pierwszy bowiem przekroczyła tzw. pierwszy łańcuch wysp, czyli pas ciągnący się od Aleutów poprzez Wyspy Kurylskie, Wyspy Japońskie, archipelag Riuku, Okinawę, Tajwan, Filipiny i Borneo. Stany Zjednoczone uznają go za swoją linię obrony na Pacyfiku. Dlatego w Japonii właściwej i na Okinawie utrzymują bazy wojskowe, Tajwanowi gwarantują bezpieczeństwo militarne, na Filipinach mają oddziały komandosów, a z Wietnamem rozpoczęły współpracę wojskową.
Chińskie flotylle przepłynęły na południe od Okinawy, opłynęły Tajwan od wschodu (dotychczas ograniczały się do cieśniny między wschodnim brzegiem wyspy a lądem), potem skierowały się ku Filipinom i skończyły rajd w rejonie spornych wysp Spartly. Ich wycieczka postawiła na nogi siły morskie Japonii, Tajwanu i Wietnamu. Była także uważnie obserwowana przez VII Flotę Stanów Zjednoczonych z bazą w Yokosuce. Okręty przepłynęły dokładnie szlak, którym idzie chiński handel z Europą, Bliskim Wschodem i Azją Południową. Trudno o bardziej wymowny znak, że Pekin zamierza w razie potrzeby bronić go przy użyciu siły.
Chiny konsekwentnie zwiększają budżet obronny, w tym kwoty przeznaczone na rozbudowę marynarki, w roku 2010 wydadzą na flotę - według danych oficjalnych - 26 mld dol. (według szacunków amerykańskich prawie dwa razy tyle). Siłom morskim komunistów wciąż daleko do potencjału USA. Nie mają szans na przełamanie amerykańskiej obrony na pierwszej linii wysp, potem VII Floty w Japonii i wreszcie III Floty bazującej w Kalifornii, ale Chińczycy robią tak znaczące postępy, że sprowokowali wzrost wydatków zbrojeniowych Wietnamu, Singapuru i Filipin. Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (IISS) w swoim rocznym raporcie na temat zbrojeń wskazał właśnie na Azję Południowo-Wschodnią jako rejon najszybciej zwiększający wydatki na obronę.
Chiny mają na Pacyfiku trzy floty: Północną (bazującą naprzeciw Okinawy), Wschodnią (naprzeciw Tajwanu) i Południową (naprzeciw Wietnamu), dozbrajają je w szybkie katamarany atakujące przy wykorzystaniu taktyki wilczych stad, okręty podwodne z rakietami balistycznymi, fregaty i niszczyciele, modernizują jedyny lotniskowiec "Varyag" kupiony z postsowieckiego demobilu. Rozbudowują ponadto przydatny flocie chiński system nawigacji satelitarnej konkurencyjny do amerykańskiego GPS. Na razie będzie obejmował tylko Azję.
Chiński wzrost gospodarczy w 2010 r. sięgnie 9 proc. Władze w Pekinie nie ukrywają, że zamierzają konsekwentnie korelować przyrost PKB ze zwiększaniem wydatków na armię. W najbliższych latach możemy się zatem spodziewać rozbudowy baterii rakiet ziemia-morze, zakupów kolejnych okrętów, w tym prawdopodobnie lotniskowców i niewykrywalnych dla radarów katamaranów, i rozszerzenia zasięgu systemu nawigacji satelitarnej. W 2010 r. flota chińska wyszła poza pierwszy łańcuch wysp, w 2011 r. będzie swobodnie manewrować po Oceanie Indyjskim, w kolejnych zaś latach zdominuje morza Wschodniochińskie i Południowochińskie oraz południowy akwen Oceanu Indyjskiego.
Wzrost PKB, rozwój handlu i inwestycji mają się w dalekiej Azji nijak do politycznej i militarnej stabilizacji. Im tamtejsze państwa bardziej się bogacą, tym więcej wydają na zbrojenia i kontrowanie wpływów swoich konkurentów. Nie zmieni tego promoanie przez Pekin strefa wolnego handlu w Azji Południowo-Wschodniej. Handel i biznes w tamtym rejonie świata to nie ideologia czy sposób organizacji społeczeństw jak na Zachodzie, ale narzędzie zwiększania siły swojego kraju wobec innych państw. Europa doświadczyła podobnego wyścigu pod koniec XIX w. Niemcy z roku na rok zwiększały produkcję przemysłową, powstawało coraz więcej lokomotyw, maszyn przędzalniczych, ale też armat. Aż zaczęły się dławić własnym sukcesem. Kilkanaście lat później kontynent pogrążył się w rzezi zwanej pierwszą wojną światową. PKB Chin, Indii i Wietnamu rośnie z roku na rok, podobnie przyrastają wydatki na broń, w tym floty. Tamtejsze morza stają się gorące nie tylko z powodu tropikalnego klimatu. Biznes ma również ciemną stronę - incydenty z kutrami rybackimi i rajdy chińskich flot za pierwszy pierścień wysp. A w przyszłości? Lepiej nie prorokować.
@RY1@i02/2010/187/i02.2010.187.186.0016.001.jpg@RY2@
Budżet chińskiej marynarki wojennej
@RY1@i02/2010/187/i02.2010.187.186.0016.002.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Chiny budują okręty podwodne, uzbrajają się w katamarany atakujące taktyką wilczych stad, fregaty, niszczyciele. Modernizują też jedyny lotniskowiec kupiony z postsowieckiego demobilu i rozwijają własny system GPS
@RY1@i02/2010/187/i02.2010.187.186.0016.003.jpg@RY2@
Andrzej Talaga
Andrzej Talaga
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu