Manifest w obronie Brukseli
ZIELONI I LIBERAŁOWIE - przedstawią jutro w Parlamencie Europejskim program walki z dyktatem dużych graczy w Unii. Ich zdaniem zarówno PE, jak i Komisja Europejska zostały zmarginalizowane
Zieloni i liberałowie w Parlamencie Europejskim od jutra rozpoczynają kampanię sprzeciwu wobec arbitralnego decydowania o kształcie UE jedynie przez najbardziej wpływowe państwa. Według tzw. grupy Spinellego (od nazwiska włoskiego polityka, promotora federalizmu), której liderami są Daniel Cohn-Bendit i Guy Verhofstadt, instytucje wspólnotowe są zbyt uległe albo największym państwom: Francji i Niemcom, albo największym płatnikom do budżetu: Holandii. W efekcie Komisja Europejska straciła na swoim znaczeniu. Marginalizacja grozi również Parlamentowi Europejskiemu.
Z punktu widzenia Polski walka o wzmocnienie biurokracji kosztem koncertu państw jest korzystna. Poprzez Brukselę znacznie skuteczniej udaje się blokować pomysły takie jak niedawna propozycja powołania sekretariatu do zarządzania gospodarczego strefą euro, która sankcjonowała unijną integrację dwóch prędkości.
- Unia Europejska stała się zakładnikiem interesów narodowych - mówi "DGP" jeden z inicjatorów manifestu w PE Daniel Cohn-Bendit. - Zbieramy grupę wybitnych autorytetów ze świata polityki, gospodarki, kultury i nauki dla poparcia naszego pomysłu. Przed szczytami europejskimi chcemy proponować własną agendę spraw, którymi powinni zająć się przywódcy UE - dodaje.
Nazwa grupa Spinellego jest nieprzypadkowa. Założony przez federalistę Altiero Spinellego nieformalny Klub Krokodyla (nazwę zawdzięcza strasburskiej restauracji Au Crocodile) składał się z posłów do PE. I dał początek Jednolitemu Aktowi Europejskiemu. Efektem spotkań w Au Crocodile było uchwalenie JAE oraz poprzez traktat z Maastricht powołanie do życia UE.
Umniejszanie roli unijnej biurokracji i parlamentu Europejskiego rozkwitło w czasach kryzysu. Wielcy gracze tłumaczyli, że należy podejmować szybkie decyzje, a nie bawić się w długotrwałe procedury. Bo prędzej dojdzie do bankructwa UE niż wypracowania kompromisowych posunięć. Argument jest trudny do obalenia. Problem jednak w tym, że jego uwzględnienie to pozwolenie na budowanie UE wg projektu Niemiec, Francji czy Holandii.
Tak było w przypadku Europejskiego Funduszu Walutowego czy podatku bankowego. Podobnie z sekretariatem strefy euro czy zasadą wynagradzania bankierów. Pierwszy i drugi pomysł lansuje Berlin. Drugi Paryż. Trzeci obie stolice wspólnie. Gdy o europejskim podatku od transakcji finansowych, który miałby sfinansować budżet UE na lata 2013 - 2020, mówił komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski, balansował na granicy wyśmiania. Temat podatku bankowego promowany przez Angelę Merkel i Wolfganga Schaeublego podchwycili Francuzi, Hiszpanie, a nawet Brytyjczycy. Podobne reguły gry obowiązują przy obsadzie powoływanych przez Lizbonę instytucji. Tzw. unijne MSZ (Europejska Służba Działań Zewnętrznych) jest wypadkową interesów najsilniejszych. Promowany przez PE pomysł ustalenia stałych kryteriów dochodzenia do równowagi geograficznej - czyli obsadzenia tej instytucji z uwzględnieniem wielkości poszczególnych krajów - tkwi w Parlamencie.
Ludzie tacy jak Cohn-Bendit mogą jednak koncert państw poważnie ograniczyć. Dla przykładu: PE na mocy Lizbony ma prawo blokować budżety nowo powoływanych instytucji takich jak unijne MSZ. Taka groźba pojawiła się ze strony Zielonych przy obsadzie ESDZ.
@RY1@i02/2010/180/i02.2010.180.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. Wiktor Dąbkowski/PAP
Inicjatorem kampanii w Parlamencie Europejskim jest Daniel Cohn-Bendit (w środku)
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
WSPÓŁPRACA JBIE
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu