Kolizja gigantów z Azji
Niedawna wizyta premiera Donalda Tuska w Indiach przeszła w Polsce niemal bez echa, niedługo jednak wyjazdy europejskich polityków do Delhi będą śledzone przez media z równą uwagą, jak peregrynacje do Waszyngtonu czy Moskwy. W ciągu najdalej kilkunastu lat Indie staną się supermocarstwem, zarówno pod względem gospodarczym, politycznym, jak i militarnym. Na razie przegrywają z Chinami wyścig o potęgę, ale robią szybkie postępy. Interesy obu państw zaczynają być tak rozbieżne, że nieuchronnie wkraczają na kurs kolizyjny.
Stany Zjednoczone i reszta Zachodu postrzegają subkontynent jako geostrategiczną przeciwwagę dla Chin. Dzielą z nim podstawowe wartości - Indie są konstytucyjną demokracją z rządami prawa. Dlatego Waszyngton rozwija współpracę wojskową z Delhi, a w 2008 roku zawarł z indyjskim rządem porozumienie o współpracy nuklearnej, choć Hindusi nie podpisali układu o zakazie rozprzestrzeniania broni nuklearnej (NPT) i gdyby tylko chcieli, mogą bezkarnie sprzedawać ją lub przekazywać innym państwom. W tym wypadku jednak potrzeby geopolityczne przeważyły nad literą prawa. W Pekinie porozumienie wywołało burzę, Chińczycy uznali je za część strategii okrążania ich przez Amerykanów.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.