Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Kulisy wymiany Anny Chapman

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Przyznałem się do szpiegowania, bo taka była umowa Obamy z Miedwiediewem. Musieli to zrobić wszyscy, i ci złapani w USA, i ci w Rosji - Igor Sutiagin zdradza, jak wyglądała wymiana szpiegów, dzięki której odzyskał wolność

Dziennik Gazeta Prawna" dotarł do Igora Sutiagina, który został wymieniony na rosyjską agentkę Annę Chapman. To bohaterka najgłośniejszej wpadki szpiegowskiej ostatnich lat. Szpiegowała w USA na rzecz Rosji. Została zatrzymana wraz z dziewięcioma innymi osobami pod koniec czerwca i dwa tygodnie później, w ramach wymiany szpiegów, wróciła do Moskwy.

Sutiagina aresztowano w 1999 roku w Rosji. Według rosyjskiej FSB zajmował się szpiegostwem przemysłowym na rzecz zarejestrowanej w Londynie firmy współpracującej z brytyjskim wywiadem. Miał zbierać dane m.in. o rosyjskiej atomistyce i koncernach zaangażowanych w konstruowanie łodzi podwodnych. Pięć lat później został skazany na 15 lat więzienia za zdradę stanu. Mimo interwencji obrońców praw człowieka i braku dowodów współpracy z MI6 spędził za kratkami 10 lat.

Szczerze: nie byłem.

Chyba przede wszystkim za to, że zbyt konsekwentnie próbowałem udowodnić, że jestem niewinny. Wielokrotnie dawano mi do zrozumienia, że jeśli się przyznam, dostanę mniejszy wyrok.

FSB. Przed rozpoczęciem drugiego procesu w 2003 roku rozmawiałem z oficerem, który powiedział mi wprost: W ciągu kilku miesięcy możesz być wolny. Wystarczyło zrezygnować z adwokata, nie czytać akt sprawy i nie próbować udowadniać, że jestem niewinny.

W czasie śledztwa siedziałem w celi z jednym takim, co się zgodził na układ. Obiecywali mu, że dostanie dwa lata. Dostał 10. Właśnie dlatego się nie zgodziłem.

Zostałem oskarżony o zdradę stanu. Polegała ona na tym, że dla pewnej brytyjskiej firmy inwestycyjnej sporządzałem raporty dotyczące kondycji tej czy innej gałęzi przemysłu. W raportach miałem rzekomo zdradzać tajemnicę państwową. Problem w tym, że te "tajemnice państwowe" czerpałem z rosyjskich gazet i czasopism.

A pan koniecznie chce udowodnić, że jednak byłem szpiegiem? Mówi pan tak, jakby nie znał sprawy Chodorkowskiego. A ja już mam dość ciągłego przeliczania argumentów, które świadczą o mojej niewinności. Jestem tym zmęczony i nie mam ochoty pana przekonywać.

Dlatego że tym razem wyraźnie mi powiedziano, że jest umowa między Obamą i Miedwiediewem. Nie jakieś obietnice FSB, tylko coś dużo bardziej wiarygodnego. Warunkiem wypełnienia tej umowy było przyznanie się do winy wszystkich: zarówno tych, którzy zostali złapani w USA, jak i tych, którzy siedzieli w więzieniach w Rosji. Jedyne, co musiałem zrobić, to podpisać prośbę o ułaskawienie. Gdybym tego nie zrobił, musiałbym siedzieć kolejne cztery i pół roku.

Żeby było jasne: odmówiłem współpracy z FSB nie dlatego, że jestem bohaterem. Po prostu im nie wierzyłem. Gdyby ich propozycja była wiarygodna, natychmiast bym się na nią zgodził. Byle tylko wyjść z więzienia. A jeśli chodzi o żal... Szczerze mówiąc, to nie czułem żalu. Czułem radość, że wreszcie spotkam się z rodzicami, żoną i córkami. Podpisując prośbę o ułaskawienie, nie tylko sam odzyskiwałem wolność, ale kończyłem ich kilkuletnią gehennę. Nie stałem się przez to szpiegiem. A więzienie nauczyło mnie jednej rzeczy: skazywanie się na towarzystwo pewnej kategorii ludzi tylko ze względu na przekonania jest bezsensem.

Powinien pan zapytać o to Amerykanów. Mnie się po prostu wydaje, że moja sprawa zbyt długo pozostawała w centrum uwagi światowej opinii publicznej. W końcu byłem pierwszym obywatelem postsowieckiej Rosji, którego Amnesty International uznała za więźnia politycznego. Amerykanie pewnie uznali, że tylko w ten sposób mogą mi pomóc.

O negocjacjach nie wiem nic. Jeśli chodzi o umowę - tylko to, co 6 lipca powiedzieli mi przedstawiciele władz rosyjskich i wysłannicy amerykańscy. Umowa przewidywała, że wszyscy, którzy mają być zwolnieni z więzień, muszą przyznać się do winy i prosić o ułaskawienie. Wszyscy bez wyjątku. Anna Chapman mogła na przykład odmówić. Wówczas siedziałaby w więzieniu w USA, a ja pozostałbym w Lefortowie. Ja też mogłem odmówić, a wtedy Anna Chapman nie wróciłaby do Rosji. Nie odebrano nam obywatelstwa i zapewniono, że będziemy mogli wrócić do kraju. Chociaż coraz bardziej wątpię w wypełnienie tego ostatniego punktu. Mój adwokat wciąż nie może wyciągnąć od władz moich papierów o ułaskawieniu.

Zna pan poloneza Ogińskiego? No więc czułem to co Polacy na emigracji, kiedy go słuchali. Ciężar rozłąki z rodziną i swoim krajem.

Z jednej strony oczywiście się cieszyli. Z drugiej - martwili, bo wciąż nie jesteśmy razem. Kiedy pozwolono mi na krótkie widzenie z rodziną, mama ledwo powstrzymywała się od łez. Było jej przykro, że muszę lecieć do Anglii. Brat też nie był w skowronkach. Żona i dwie córki robiły dobrą minę do złej gry. Kiedy po trzech dniach dzwoniłem do małżonki z Londynu, nie mogła rozmawiać. Łkała do słuchawki. Tylko tata żartował. Mówił, że dobrze zrobiłem.

Mieszkam u znajomych we wschodnim Londynie. Próbuję szukać pracy i nadrobić w miarę możliwości stracony czas i brak kontaktów z rodziną. Codziennie przez wiele godzin rozmawiam z żoną i rodzicami przez telefon. No i wreszcie odetchnąć fizycznie. Więzienie to nie jest jednak miejsce, którego klimat służy zdrowiu.

Chciałbym wrócić do swojej ojczyzny. Z tego jednak co mówią znajomi, Rosja na tyle się w ciągu ostatnich lat zmieniła, że już jej nie poznaję.

Z końcem zimnej wojny działalność tradycyjnych szpiegów, zajmujących się wykradaniem militarnych sekretów, osłabła. Czas odwilży nie trwał jednak długo i wywiady znów zaczęły działać. Ale teraz koncentrują się na gospodarce.

Z dokumentów amerykańskiego Kongresu wynika, że jeszcze w 1996 roku prezydent Borys Jelcyn nakazał rosyjskiemu wywiadowi "wspomożenie wysiłków państwa w celu technologicznego dogonienia Zachodu". Jedną z metod miało być szpiegostwo przemysłowe. Amerykanie oceniają roczne straty swojej gospodarki z powodu działania rosyjskich oraz chińskich agentów nawet na 60 mld dol. Podobnie jak w Niemczech czy Szwecji, także w Ameryce szpiedzy wysłani przez Kreml koncentrują się na branżach związanych z nowymi technologiami. Kilka miesięcy temu FBI zatrzymało byłego pracownika koncernu Du Pont, który pracował przy produkcji Kevlaru. Agencja podejrzewa, że wyniesione przez niego sekrety trafiły m.in. w ręce Rosjan.

Szpiegostwo przemysłowe przybiera czasami bardziej wyrafinowane formy. W ostatniej chwili koncern GM odmówił sprzedaży Opla rosyjsko-kanadyjskiemu konsorcjum. Z nieoficjalnych przecieków wynikało, że za transakcją stoi rosyjski wywiad, bo za niewygórowaną cenę można było przejąć technologie i patenty niemieckiego producenta aut.

Amerykańscy szpiedzy działają też w Rosji. W marcu 2008 roku Kreml oskarżył dwóch Rosjan, mających także obywatelstwo USA, pracujących dla firmy TNK-BP o "gromadzenie informacji" mających dać zachodnim koncernom energetycznym przewagę w rywalizacji z rosyjskimi firmami.

pc

@RY1@i02/2010/177/i02.2010.177.186.0014.001.jpg@RY2@

Fot. Corbis FotoChanels

Igor Sutiagin został aresztowany w 1999 roku. Został oskarżony o zdradę stanu. Twierdzi, że jedyne, co robił, to raporty dla brytyjskiej firmy o kondycji rosyjskiej gospodarki na podstawie informacji z gazet

z Igorem Sutiaginem rozmawia Stanisław Rajewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.