Premier musi umieć rozpychać się łokciami
W Azji i Ameryce Południowej polityk toruje drogę biznesowi. Są jednak dwa warunki: wyjazd musi być dobrze przygotowany, a wizyty częste. Podróże Donalda Tuska nie zawsze spełniają te warunki.
W takie wyprawy przywódcy Niemiec czy Francji zabierają kilkudziesięciu szefów koncernów. - U nas, choć biznes nie lata z premierem, to jest obecny podczas wizyt. Odwiedziny w Indiach mają na celu ściągnięcie inwestycji, a w Wietnamie ułatwienia naszego eksportu - mówi wiceszef MSZ Jacek Najder.
Jednak na spotkaniu polskiego premiera z przedstawicielami indyjskiego biznesu pojawili się dwaj prezesi dużych przedsiębiorstw. Jednym z nich był przedstawiciel Bumaru, który jest bliski sfinalizowania kontraktu na dostawy broni dla tamtejszej armii.
Jaki będzie ostateczny wynik wizyty w Indiach i Wietnamie, przekonamy się w najbliższych miesiącach. Najder zapowiada, że premier w Wietnamie podpisze kontrakt zbrojeniowy.
Szczególnymi względami państw UE cieszą się Chiny. Niemal wszyscy zabiegają o względy tego światowego giganta. Polska obecność wzrasta tam od kilku lat. Systematycznie rośnie wartość naszych inwestycji. Po 2008 r., kiedy premier pojechał do Pekinu, chińskie firmy zainteresowały się budową w Polsce autostrad. W program weszła firma COVEC, która buduje autostradę A2. Także wówczas Polski Kopex sprzedał tam maszyny górnicze.
Nie udało się - co było innym celem wizyty - znieść barier w eksporcie naszych artykułów spożywczych do Chin, zwłaszcza wieprzowiny. Choć wprowadzono ułatwienia, to sprawa jest finalizowana teraz. - Obie strony porozumiały się w sprawie świadectw weterynaryjnych dotyczących mięsa wieprzowego - mówi rzeczniczka resortu rolnictwa Małgorzata Książek.
Jednoznacznego sukcesu premier nie odniósł też na Bliskim Wschodzie. W Katarze Tusk podpisał umowę na dostawy do Polski gazu skroplonego. Był to krok w kierunku dywersyfikacji dostaw tego paliwa. Kontrakt ostatecznie przesądził o budowie w Świnoujściu terminalu na gaz LNG.
Międzynarodowym skandalem zakończyła się natomiast zapowiedź sprzedaży polskich stoczni. Nie spełniły się też zapowiedzi o zainteresowaniu tych krajów prywatyzację giełdy czy uzdrowisk. Nawet teraz, gdy resort skarbu prowadzi forsowaną prywatyzację, szejkowie trzymają się z daleka od polskich firm.
Najsłynniejszą pozaeuropejską podróżą premiera Tuska był wyjazd do Ameryki Południowej. Ten dynamicznie rozwijający się kontynent może być szansą dla polskich firm. Tymczasem leży odłogiem.
- W takich krajach pojawienie się biznesu u boku ministra czy premiera buduje wiarygodność biznesu - mówi Wężyk z Krajowej Izby Gospodarczej.
Ale podróż do Peru i Chile okazała się największą porażką pod względem gospodarczym. Została zorganizowana przy okazji szczytu państw Ameryki Południowej i UE.
W zasadzie miała charakter kurtuazyjny i rozmowy o sprawach gospodarczych były jedynie dodatkiem do oficjalnych spotkań. W Polsce stała się słynna dzięki zdjęciom Donalda Tuska w inkaskiej twierdzy Machu Picchu i otrzymaniem orderu Słońca Peru. Co więcej sam premier przyznał, że była to podróż jego życia.
- Powinien częściej podróżować, niepotrzebnie dał się wówczas zastraszyć. Mam nadzieję, że polski biznes promował będzie też prezydent Komorowski, bo na świecie trzeba się rozpychać łokciami - mówi Janusz Steinhoff, były wicepremier.
@RY1@i02/2010/176/i02.2010.176.000.0004.001.jpg@RY2@
Podróże po świecie premiera Tuska
Grzegorz Osiecki
grzegorz.osiecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu