Czas na odwrót z Afganistanu
W 2014 r. rząd w Kabulu przejmie odpowiedzialność za kraj. Wtedy będzie już trwało wycofywanie oddziałów NATO
NATO szykuje się do zakończenia misji w Afganistanie. W 2014 władze w Kabulu przejmą odpowiedzialność za bezpieczeństwo w kraju. W tym samym czasie będzie trwał odwrót zagranicznych żołnierzy. Taki jest finał wczorajszej konferencji szefów MSZ państw Sojuszu w afgańskiej stolicy.
Polska swój udział w wojnie chce zmienić już za dwa lata. - Chcielibyśmy pod koniec roku 2012 wycofać naszą brygadę i wspierać Afgańczyków w innej formie: poprzez szkolenie sił bezpieczeństwa i urzędników - mówił w Kabulu Radosław Sikorski.
W Ghazni trwają też przygotowania do rozmowy o pojednaniu między lokalnymi władzami a rebeliantami skłonnymi złożyć broń. W kwietniu gubernatorem prowincji został były generał i Pasztun Mohammad Musa Ahmadzai. - Ahmadzai nie jest wolny od powiązań z rebeliantami - mówił w rozmowie z "DGP" afgański analityk z kabulskiego Center for Strategic Studies Waliullah Rahmani. Przy negocjowaniu pokoju z rebeliantami te powiązania mogą się okazać zaletą.
W deklaracji końcowej konferencji kabulskiej szefowie MSZ państw NATO po raz pierwszy od szczytu Sojuszu w Rydze w 2006 r. w miarę jasno zdefiniowali cele dalszej wojny. Kluczowe jest pojawienie się terminarza ich realizacji. "Afgańskie siły narodowe mają przejąć operacje wojskowe we wszystkich prowincjach kraju do końca 2014 roku" - czytamy w komunikacie. "Uczestnicy witają z zadowoleniem i popierają zasady Programu na rzecz pokoju i pojednania w Afganistanie, który jest otwarty na wszystkich afgańskich członków zbrojnej opozycji (...), którzy wyrzekną się przemocy i nie mają powiązań z międzynarodowymi organizacjami terrorystycznymi" - napisano.
Przyznano oficjalnie, że podobnie jak w Iraku bez rozwiązania politycznego - skłonienie talibów do udziału w rządzeniu państwem - o pokoju nie ma mowy. Nad Tygrysem i Eufratem uniknięto wojny domowej, bo Amerykanom udało się przekonać sunnitów do złożenia broni i włączenia się do oficjalnej polityki. Dopiero po tym rozpoczęto redukcję liczby żołnierzy USA.
Do tej pory zagranicznym wojskom w Afganistanie udało się zrealizować tylko część zadań. Amerykanie i NATO odsunęli od władzy opresyjny reżim talibów i pozbawili Al-Kaidę bezpiecznej przystani (żaden z zamachów w Europie po 11.09.2001 r. nie był sterowany z Afganistanu, w USA nie doszło do żadnego spektakularnego ataku terrorystycznego). Nie udało się jednak zbudować w Azji Centralnej w miarę stabilnego i demokratycznego państwa (na południu kraju trwa rebelia, a demokracja jest fikcją, czego dowiodły przeprowadzone w stalinowskim stylu wybory prezydenckie latem ubiegłego roku). Jak pisze amerykański ośrodek analityczny Stratfor, ostateczna ocena misji będzie możliwa jednak dopiero po zakończeniu tego, co media amerykańskie nazywają "surge" - czyli zwiększeniu kontyngentu w Afganistanie do 140 tys. żołnierzy. Cele takiej strategii są klarowne: agresywną polityką siły osłabić talibów i zmusić ich do rokowań pokojowych, rozbić pozostałości baz Al-Kaidy w Afganistanie i rozpocząć zmniejszanie liczby wojsk USA już w 2011 roku.
"Wojna afgańska jest najdłuższą w historii USA. Trwa trzy dekady (od 1980 r., kiedy to CIA zaczęła wspierać mudżahedinów - red.). Rozpoczęli ją Demokraci, kontynuowali Republikanie i znów przejęli Demokraci (...) To niekończąca się obsesja Ameryki" - pisze w swojej analizie szef Stratforu George Friedman. Jego zdaniem zostały dwa, trzy lata, by ostatecznie rozstrzygnąć o jej rezultacie.
@RY1@i02/2010/140/i02.2010.140.000.009a.001.jpg@RY2@
Państwa ISAF przekazały 40 mld dol. na odbudowę Afganistanu
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu