Bułgaria zrywa z Rosją
Bułgaria nie jest już najwierniejszym sojusznikiem Moskwy w Unii Europejskiej. Prawicowy rząd Bojko Borisowa zrezygnował ze wspólnych przedsięwzięć energetycznych, a zawarte już umowy gazowe zaskarżył do prokuratury.
Wczoraj z interwencją do Sofii przylecieli rosyjski wicepremier Wiktor Zubkow i szef Gazpromu Eksport Aleksandr Miedwiediew. To reakcja na informacje telewizji bTV o skierowaniu do prokuratury wniosku o sprawdzenie podpisanych przez poprzednie, lewicowe władze kontraktów z Gazpromem.
Wskutek zawartych w 2006 r. umów Sofia płaci dziś wysoką cenę za rosyjski surowiec (339 dol. za 1 tys. m sześc. w III kwartale tego roku, czyli o 25 proc. więcej niż w poprzednich miesiącach). Umowa ma obowiązywać aż do 2030 r. Wcześniej znany z ostrego języka Borisow ostrzegał, że urzędnicy odpowiedzialni za podpisanie niekorzystnych kontaktów usłyszą zarzuty. Konkrety nie zostały podane, m.in. dlatego że Gazprom nie zgodził się na ujawnienie treści umów.
To kolejny element energetycznej ofensywy Bułgarii. Przed miesiącem wiceszef MSZ Marin Rajkow oświadczył, że dla Sofii udział w rosyjskim projekcie South Stream stracił rangę priorytetu na rzecz współpracy przy unijnym, a omijającym Rosję projekcie Nabucco. Z kolei dzień wcześniej Borisow ogłosił rezygnację z budowy naftociągu Burgas - Aleksandropolis, dzięki któremu rosyjska ropa mogłaby ominąć wiecznie zakorkowane tureckie cieśniny. Nie powstanie też elektrownia atomowa w Belene, którą Bułgarzy mieli zbudować do spółki z Rosatomem.
- Rurociąg do Grecji nie przyniesie nam korzyści ani pod względem politycznym, ani gospodarczym, a co gorsza, jest wątpliwy ekologicznie - mówi nam Ognjan Minczew, szef sofijskiego instytutu IRMI. - Z kolei elektrownia nie daje gwarancji zwrotu z inwestycji, więc jej zamrożenie jest w pełni logiczne - dodaje.
Jeśli Moskwa pójdzie wobec Sofii na ustępstwa (wyeliminowanie pośredników w handlu gazem, obniżka ceny surowca i wzrost stawki za tranzyt), Borisow może zmienić zdanie w sprawie South Stream. Los pozostałych projektów wydaje się przesądzony.
Dla Rosjan utrata strategicznie położonej Bułgarii to poważny cios. Choć Moskwa natychmiast rozpoczęła rozmowy z Rumunią o zmianie trasy gazociągu South Stream, to konkurencyjny szlak przekreśliłby dotychczasowe przygotowania. Jeszcze gorzej przedstawiają się perspektywy naftociągu do Grecji: w tym przypadku alternatywy nie ma.
Zdaniem ekspertów Moskwa płaci cenę za ubiegłoroczny konflikt gazowy z Ukrainą, w wyniku którego Bułgaria ucierpiała szczególnie mocno. Od tej pory Sofia konsekwentnie szuka sposobu na dywersyfikację dostaw gazu. W grę wchodzi zacieśnienie współpracy z Azerami. Obecnie 95 proc. błękitnego paliwa pochodzi z Rosji.
Sprawę komplikuje też obecność pośredników w handlu gazem, z których Rosjanie najpewniej zgodzą się zrezygnować. Jest ich w sumie trzech, wszyscy powiązani z Gazpromem. Ich obecność podbija cenę gazu dla odbiorców detalicznych nawet do 576 dol. za 1 tys. m sześc.
@RY1@i02/2010/130/i02.2010.130.000.010a.001.jpg@RY2@
Projekty energetyczne w Bułgarii
@RY1@i02/2010/130/i02.2010.130.000.010a.002.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Premier Bojko Borisow
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu