Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukaszenka kontra byli czekiści i biznesmeni

27 czerwca 2018

Aleksander Łukaszenka jest typem podejrzliwego przywódcy, który pozbawia stanowiska każdego, kto może mu zagrozić.

Prezydent Białorusi nie przewidział tylko jednego: że zdymisjonowanych urzędników znających sekrety Mińska przygarnie Rosja, dając im zarobić w państwowych firmach. W razie konieczności Kreml sięgnie po nich jako nową elitę władzy do walki z coraz bardziej nieposłusznym Moskwie prezydentem.

Wielu byłych ludzi prezydenta już dziś szuka kontaktów z najbardziej perspektywicznymi opozycjonistami na Białorusi. Podobnie biznesmeni, którzy zbiegli do Rosji. Pieniądze od przyjaciół z Moskwy, a zarazem "białoruskich patriotów", dostaje najpewniej prężnie działający ruch Mów Prawdę!

Gen. Faryd Kancerau, dawny szef kontrwywiadu wojskowego, i gen. Walery Kiez, były zastępca szefa KGB, pracują razem w rosyjskim Gazprombanku. Wiceprezes Kancerau ściągnął Kieza w charakterze doradcy prezesa, ten zaś załatwił pracę w okolicach Gazpromu gen. Waleremu Paułauowi, gdy zbankrutowała jego firma. Cała trójka uciekła z Białorusi z przyczyn politycznych. - Rosją rządzą ludzie wywodzący się ze służb, więc emigranci z bratnich resortów mają szansę na najlepszą pracę - mówi nam żyjący w Moskwie białoruski publicysta Pawał Szaramiet.

Inne źródła wskazują, że dawni ludzie reżimu nawiązują kontakty z prorosyjską opozycją. Pośrednikiem w nich jest Wiktar Rachmańko, dawny dyrektor białoruskich kolei, obecnie menedżer średniego szczebla w Gazpromie, który uciekł z ojczyzny, gdy wytoczono mu sprawę korupcyjną. W ostatnich latach miał się spotykać z Siarhiejem Kalakinem, liderem lewicowego Sprawiedliwego Świata (SŚ). - Spotkałem go kilka razy, ale nie utrzymujemy stałego kontaktu - mówi nam Kalakin.

W Moskwie mieszka też wszechwładny niegdyś szef MSW, gen. Uładzimier Nawumau. Zanim w 2009 r. popadł w niełaskę, był człowiekiem do zadań specjalnych. Według dobrze poinformowanych ludzi w Mińsku miał haki na każdego. Nic dziwnego, że zaopiekował się nim sam premier Rosji Władimir Putin. Nawumau doradza dziś dyrektorowi Rostiechnołogii Siergiejowi Czemiezowowi. To dawny znajomy Putina, razem służyli na placówce sowieckiego KGB w Dreźnie. Jak twierdzi Szaramiet, eksminister nie utrzymuje kontaktów z białoruską diasporą.

- Ludzie służb dysponują wieloma ciekawymi dla Rosjan informacjami, a Moskwa z nich korzysta - mówi nam emerytowany oficer białoruskiego KGB Waler Kostka.

W takich okolicznościach pojawiła się nowa fala opozycji. Poeta Uładzimier Niaklajeu rozpoczął w lutym kampanię Mów Prawdę! (KP), która jako pierwsza spróbowała działać w obszarach rzeczywiście interesujących zwykłych ludzi. Otoczenie ruchu to częściowo ludzie powiązani z Kalakinem z SŚ. Sam Niaklajeu, zanim stworzył swój ruch, wzywał do poparcia Alaksandra Kazulina, prorosyjskiego kandydata opozycji w 2006 r.

Kampania została najpewniej sfinansowana z zewnątrz. - Mamy poparcie finansowe ze strony Białorusinów mieszkających w Rosji - przyznaje nam wiceszef KP (a przy okazji ważny działacz SŚ) Siarhiej Waźniak. Czy są wśród nich dawni funkcjonariusze reżimu? - Na to pytanie nie mogę odpowiedzieć - mówi nam drugi wiceszef ruchu Andrej Dźmitryjeu. - Mogę tylko powiedzieć, że tu nie ma pieniędzy tych, którzy uczestniczyli w zbrodniach reżimu - dodaje. A wsparcie dla Mów Prawdę! było solidne. KP było stać, aby w krótkim czasie otworzyć niemal 40 dobrze wyposażonych biur w całym kraju, wydrukować kilkaset tysięcy ulotek, a także płacić wolontariuszom. Wszystko bez kwitów, których zawsze wymagają zachodnie instytucje grantodawcze.

- Z tego co wiem, Niaklajeua finansują biznesmeni o nieznanych nazwiskach. Do Rosji uciekło ich znacznie więcej niż urzędników. Nie ma powodu, by doszukiwać się udziału Kremla czy FSB, bo Moskwa nie podjęła decyzji, by obalić Łukaszenkę - przekonuje Szaramiet. - Nigdy nie było mowy o żadnym konkretnym wsparciu dla naszej partii ze strony białoruskiej emigracji w Rosji - dodaje Kalakin. Reakcja władz - masowe zatrzymania w maju i groźba delegalizacji KP - świadczy jednak o tym, że otoczenie Łukaszenki boi się Mów Prawdę!. Jak ustaliliśmy, funkcjonariusze podczas przesłuchań szczególnie interesowali się finansową stroną przedsięwzięcia. Ostra reakcja odstraszyła od KP wielu wolontariuszy, utracono wiele komputerów, ruchowi grozi delegalizacja. Nie wszyscy się tym przejęli. - W ciągu doby władza zrobiła dla Mów Prawdę! więcej niż oni sami przez całe miesiące. To wielki sukces - mówił w maju Kalakin.

@RY1@i02/2010/117/i02.2010.117.000.010a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Łukaszenka boi się, że Rosja wykorzysta jego dawnych współpracowników przeciw niemu

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.