Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Van Rompuy skontroluje budżety

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Mimo szumnych zapowiedzi na jutrzejszym szczycie w Brukseli przywódcy Unii Europejskiej nie ustalą żadnego skutecznego mechanizmu zapobiegania nadmiernym deficytom budżetowym w krajach Wspólnoty.

Zmiany blokuje Londyn. Analitycy jednak uspokajają: euro nie powinno z tego powodu słabnąć. W ciągu ostatniego tygodnia kurs wspólnej waluty wzmocnił się z 1,19 do 1,23 dol.

Wstępna wersja deklaracji, która zostanie jutro przyjęta, jest już gotowa. Ujawnił ją Reuters. Zakłada ona rozszerzenie systemu kar za brak równowagi finansów publicznych. Sankcje miałyby dotyczyć już nie tylko tych państw, które mają deficyt budżetowych większy niż 3 proc. PKB, ale również tych krajów, które mają nadmierny dług lub które nie starają się zbilansować wydatków i przychodów. Kary mają być dwojakiego rodzaju - przede wszystkim finansowe, ale także polityczne, włącznie z odebraniem prawa głosu w Radzie UE.

Wiele wskazuje jednak na to, że deklaracja pozostanie jedynie papierowym straszakiem. - Komisja Europejska będzie zalecała wprowadzenie kar. Jednak ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Rada UE, czyli ministrowie finansów - przyznaje "DGP" Jesus Carmona, rzecznik szefa Rady UE Hermana van Rompuya. - Odebranie prawa głosu w Radzie UE wymagałoby natomiast zmiany traktatu lizbońskiego, a to na razie jest nierealne - dodaje.

Zdaniem Carmony nowością jest natomiast żółta kartka - ostrzeżenie dla krajów Unii, którym za chwilę może grozić kara. Miałaby je wydawać sama Komisja Europejskiej, bez oglądania się na Radę UE.

Rzecznik Van Rompuya przekonuje, że innym nowym rozwiązaniem jest zobowiązanie przywódców Unii do zmiany prawa krajowego. Każdy z nich ma wpisać do konstytucji (bądź jak w Wielkiej Brytanii, uchwalić ustawę o podobnym znaczeniu) zakaz zaciągania nadmiernego długu publicznego i dopuszczania do rozrostu deficytu budżetowego. Jednak Carmona przyznaje: wprowadzenie w życie tego prawa nie będzie łatwe, bo do jego uchwalenia konieczne będzie zgromadzenie w każdym z krajów UE konstytucyjnej większości w parlamencie.

Niewielkie szanse na urzeczywistnienie ma także inny pomysł Van Rompuya: by przed uchwaleniem budżetu każdy kraj UE przedstawiał do oceny jego projekt Komisji Europejskiej i Radzie UE. Szef brytyjskiej dyplomacji William Hague już zapowiedział, że za nic nie zgodzi się na takie rozwiązanie.

Herman Van Rompuy w październiku ma przedstawić ostateczne szczegóły planu wzmocnienia paktu stabilności. Już teraz widać jednak, że zapowiedź powołania europejskiego rządu ekonomicznego jest nierealna.

Eksperci mimo to nie spodziewają się paniki na rynkach finansowych po czwartkowym szczycie. - Dla rynków najważniejsze są działania Unii na krótką metę, a nie zmiany instytucjonalne. Inwestorzy przyglądają się przede wszystkim oszczędnościom budżetowym ogłoszonym przez Niemcy, Francję i kilka innych krajów strefy euro. Miłym zaskoczeniem było dla nich także sprawne ustanowienie mechanizmu finansowego, który ma ratować kraje Eurolandu przed ewentualnym bankructwem. To właśnie z tych powodów kurs euro ostatnio pnie się do góry - tłumaczy "DGP" Nicolas Veron, główny ekonomista brukselskiego Instytutu Breugla.

Negatywnej reakcji rynków po czwartkowym szczycie nie spodziewa się także Karel Lannoo, prezes Centrum Europejskich Studiów Politycznych (CEPS) w Brukseli. - Nikt poważny nie mógł liczyć na to, że reformy unijnych instytucji zostaną wprowadzone w krótkim czasie. Tu w grę wchodzą ogromne interesy. System ustalania budżetu dotyka sedna suwerenności narodowej i demokracji. Tylko w krytycznej sytuacji rządy narodowe ograniczą tu swoje kompetencje na rzecz Brukseli - tłumaczy "DGP".

@RY1@i02/2010/115/i02.2010.115.000.012a.001.jpg@RY2@

Fot Reuters/Forum

Nie wszyscy liderzy godzą się na propozycje szefa Rady Europejskiej

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.