Flamandowie coraz głośniej mówią o niepodległości
Belgia szykuje się do jednego z najpoważniejszych kryzysów politycznych w 180-letniej historii.
Z najnowszych sondaży wynika, że przeszło 40 procent Flamandów deklaruje przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi poparcie dla jednej z dwóch partii nacjonalistycznych: NVA i Vlaams Belang. Domagają się one przekształcenia kraju w luźną konfederację, a jeśli taki system nie będzie działał, to żądają pełnej niepodległości. Pod wpływem takich nastrojów także bardziej umiarkowane ugrupowania flamandzkie - chadecy i liberałowie - zapowiadają, że będą się domagać odebrania belgijskiemu rządowi federalnemu kolejnych kompetencji, przede wszystkim w sprawach gospodarczych.
Eksperci spodziewają się, że wypracowanie kompromisu między francuskojęzycznymi ugrupowaniami z Walonii i Brukseli a Flamandami będzie trwać wiele miesięcy, być może aż do końca tego roku. Tymczasem już 1 lipca Belgia przejmuje przewodnictwo w UE. Zajmie się tym p.o. premier, dotychczasowy szef rządu Yves Leterme, który jednak może jedynie rozstrzygać bieżące sprawy, a nie podejmować strategiczne decyzje.
W przeszło 50-letniej historii Unii Europejskiej jeszcze żaden kraj członkowski się nie rozpadł. Gdyby tak się stało, niepodległa Flandria musiałaby ponownie wystąpić o członkostwo w Unii.
j.bie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu