Słoweńcy zadecydują, czy Unii Europejskiej uda się rozszerzyć
Gdy w niedzielę Słoweńcy będą w referendum głosować w sprawie porozumienia, które ma zakończyć 18-letni spór graniczny z Chorwacją, przy okazji rozstrzygną los ostatniego na wiele lat rozszerzenia Unii Europejskiej.
Konflikt o przebieg granicy morskiej od 2008 r. blokuje rozmowy akcesyjne między Zagrzebiem a Brukselą i może ostatecznie pogrzebać ostatnie pomysły na rozszerzenie Wspólnoty.
Sondaż opublikowany pod koniec maja przez największy słoweński dziennik "Dnevnik" wskazuje na to, że Słoweńcy są podzieleni: 37,6 proc. ma zamiar głosować przeciw, 37 proc. chce poprzeć umowę. Nie ma wątpliwości, że liczba przeciwników umowy rośnie. Teoretycznie porozumienie zawarte w listopadzie ubiegłego roku zakłada, że spór graniczny rozwiąże specjalna międzynarodowa komisja złożona z prawników. Jej werdykt ma być wiążący dla obu państw. W ramach umowy Lublana zobowiązuje się też do odblokowania negocjacji akcesyjnych Chorwacji, które skutecznie wstrzymywała od dwóch lat.
Rozstrzygnięcie sporu jest w interesie obu krajów. Słoweńcy spodziewają się, że wskutek międzynarodowego arbitrażu uzyskają pełną kontrolę nad Zatoką Pirańską oraz połączenie z wodami międzynarodowymi. Z kolei Zagrzeb liczy na to, że koniec blokady pozwoli przyspieszyć rozmowy akcesyjne, które miały się skończyć jeszcze w 2009 r. - Chorwaci muszą się spieszyć, bo zapowiadana na 2011 r. akcesja niemal na pewno się opóźni, a z każdym miesiącem w Brukseli topnieje liczba zwolenników dalszego rozszerzania Wspólnoty - podkreśla w rozmowie z "DGP" James Ker-Lindsay, specjalista od spraw Bałkanów z London School of Economics. - Również w Zagrzebiu maleje liczba osób wierzących w to, że ich kraj rzeczywiście wejdzie do UE. Optymiści mówią dziś o roku 2012, realiści - o 2014, a pesymiści twierdzą: nigdy - dodaje.
Zdaniem Kera-Lindsaya jedyne kraje, które dziś mają jeszcze szanse na wejście do Unii Europejskiej, to Chorwacja i Islandia. Pozostałe państwa zachodnich Bałkanów szanse na integrację ze Wspólnotą przegapiły. - Chorwacja ma inną specyfikę niż Bośnia czy Serbia - podkreśla brytyjski ekspert. - Zagrzeb nie ma już poważniejszych problemów ze stabilizacją polityczną czy z konfliktami etnicznymi. Jest postrzegany jak Islandia: jako państwo rozwinięte, do którego Bruksela nie będzie musiała nadmiernie dopłacać - dodaje.
Jednocześnie jednak każdy tydzień opóźnienia stawia ostatnie z możliwych na dziś rozszerzeń pod coraz większym znakiem zapytania. Poparcie dla akcesji kolejnych krajów spada wraz z pogłębianiem się kryzysu w strefie euro. Okazuje się, że nawet prochorwaccy Niemcy tracą zapał do popierania akcesji Zagrzebia. Co prawda podczas środowego spotkania z przedstawicielami krajów regionu szef dyplomacji przewodniczącej pracom UE w tym półroczu Hiszpanii Miguel Angel Moratinos zapewnił, że Bałkany Zachodnie wciąż mają szanse na akcesję, ale wiary w te zapewnienia nie daje już nikt.
@RY1@i02/2010/107/i02.2010.107.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
@RY1@i02/2010/107/i02.2010.107.000.009a.002.jpg@RY2@
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu