Chiny chcą powrotu do negocjacji
Podczas weekendowego szczytu poświęconego kryzysowi na Półwyspie Koreańskim Chiny praktycznie storpedowały pomysł nałożenia oenzetowskich sankcji na Koreę Północną.
Chiński premier Wen Jiabao, przemawiając wczoraj na zakończenie dwudniowego regionalnego szczytu z przywódcami Korei Południowej i Japonii, nie pozostawił wątpliwości: napięcie między oboma Koreami, jakie zapanowało w ostatnich dniach, musi zostać rozładowane. Jednak pośrednio podkreślił też, że jakakolwiek próba obłożenia Phenianu międzynarodowymi sankcjami nie przyniesie efektów.
Oznacza to, że próba przeforsowania embarga w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jest skazana na niepowodzenie. Pekin jako stały członek Rady ma prawo weta i najwyraźniej zamierza się do niego odwołać. Incydent, który przyczynił się do wybuchu nowego konfliktu - zatopienie dwa miesiące temu przez północnokoreański okręt podwodny południowokoreańskiego okrętu wojennego - nie ma tu większego znaczenia.
Zamiast sankcji chiński premier chce, żeby strony konfliktu wróciły do negocjacji. - Należy stopniowo rozładować napięcie i unikać potencjalnych konfliktów - mówił w Seulu Wen. - Chiny będą kontynuować negocjacje z każdym krajem i współpracować w utrzymywaniu pokoju i stabilności w regionie - podkreślał.
Eksperci zastrzegają, że Pekin ma do stoczenia bardzo trudną batalię. Z jednej strony nie może narazić na szwank swoich relacji handlowych z Koreą Południową, która w ostatnich latach stała się jednym z najważniejszych partnerów handlowych Państwa Środka. Z drugiej jednak nie poprze międzynarodowych prób ukarania Północy, ponieważ tamtejszy reżim wciąż jest w pewnej mierze uzależniony od Chin, a możliwość wpływania na politykę pozornie niedającego się kontrolować Phenianu jest atutem chińskiej dyplomacji na scenie międzynarodowej.
Takich obiekcji nie ma za to Seul. W ubiegłym tygodniu Korea Południowa zerwała wszelkie kontakty handlowe z Północą, wznowiła emisję propagandowych audycji radiowych oraz zorganizowała zakrojone na szeroką skalę manewry marynarki wojennej u zachodnich wybrzeży Półwyspu Koreańskiego. Być może jest to jednak tylko demonstracja siły. - Nie boimy się wojny, ale nie chcemy jej - powiedział w niedzielę południowokoreański prezydent Lee Myung-bak japońskiemu premierowi Yukio Hatoyamie.
Mariusz Janik, new york times
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu