Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Świat nie ma pomysłu, co zrobić z piratami porywającymi statki u wybrzeży Afryki

3 lipca 2018

Rosyjscy komandosi, którzy 6 maja odbili z rąk Somalijczyków porwany tankowiec "Moskowskij Uniwiersitiet", zostawili pojmanych piratów na pastwę losu na środku morza - potwierdziły wczoraj władze w Moskwie.

Statek, który płynął z Sudanu do Chin z 86 tys. ton ropy wartej 52 mln dol., został zaatakowany 5 maja. Już następnego dnia odbili go komandosi z okrętu "Marszał Szaposznikow". Siedem rosyjskich jednostek wojennych od wielu miesięcy patroluje północno-zachodnią część Oceanu Indyjskiego. Ten niebezpieczny akwen stanowi zarazem najkrótszą drogę Azja - Europa. Trasa wokół południowego rogu Afryki jest o dwa tygodnie dłuższa i znacznie droższa.

Pierwotnie Rosjanie planowali urządzić pokazowy proces w Moskwie. Ostatecznie jednak porywacze zostali wysadzeni na łódkę pozbawioną zapasów wody, jedzenia oraz przyrządów nawigacyjnych i pozostawieni na pewną śmierć 550 km od brzegu. Według ministerstwa obrony Rosji pozostawiony na pokładzie nadajnik zamilkł po dobie, co świadczyłoby o jego zatonięciu.

- Podejrzewam, że piraci zostali umieszczeni na łódce i rozstrzelani - mówi nam Michaił Wojtienko, kierujący pismem "Morskoj Biulletień", który od lat zajmuje się analizowaniem piractwa. - Nie mamy informacji, aby dobili oni do brzegów Somalii - przyznał ambasador tego kraju w Moskwie Maxamed Maxamuud Xandule.

Dlaczego nie doszło do procesu? - Nasza flota nie zajmuje się walką z piratami, tylko zabezpieczeniem bezpieczeństwa żeglugi. Los piratów nas nie interesuje - mówi Wojtienko. Poza tym "Moskowskij Uniwiersitiet" został zaatakowany na wodach somalijskich, a zgodnie z prawem Rosja może sądzić piratów tylko wtedy, gdy jej obywatele zostają zaatakowani na wodach międzynarodowych. - Poza tym niektóre państwa nie mają w ogóle przepisów dotyczących ścigania piractwa. Te zaś, które mają, nie są często w stanie udowodnić schwytanym winy - mówi nam Cyrus Mody z Międzynarodowego Biura Morskiego. Piraci regularnie twierdzą, że zostali siłą zmuszeni do wzięcia udziału w grabieży.

Dlatego do takich krajów jak USA czy Niemcy trafiło do tej pory zaledwie kilku podejrzanych. Kilkuset innych zostało na podstawie umów przekazanych Kenii i Seszelom do osądzenia na miejscu. Do Somalii nie można ich wysłać, ponieważ jej rząd nie kontroluje terytorium kraju.

Eksperci wzywają do opracowania globalnych procedur - piraci porywają bowiem kilkadziesiąt statków rocznie. Nie tylko w Somalii, groźne są także wody Indonezji czy Zatoki Gwinejskiej. Dlatego ONZ dyskutuje nad utworzeniem trybunału ds. piractwa. - To jednak trochę potrwa, ponieważ uzgodnienie jego siedziby, składu czy obowiązującej jurysdykcji nie będzie proste - twierdzi Cyrus Mody. Nawet gdyby się udało, trudno będzie dotrzeć do mocodawców piratów. Tymczasem to właśnie do nich trafia nawet 90 proc. okupu. Najłatwiej walczyć z wykonawcami i dlatego ONZ zezwoliła w 2008 r. na stosowanie wobec nich siły.

Specnaz z "Marszała Szaposznikowa" zastosował najbardziej brutalny sposób rozprawy z piratami. - To najgorsze, co mogli zrobić. Do tej pory piraci unikali mordowania załóg porwanych jednostek, żaden z marynarzy "Moskowskiego Uniwiersitietu" nie został nawet ranny. Teraz zostali potraktowani jak psy, więc w kolejnych atakach będą bardziej agresywni - przewiduje Michaił Wojtienko.

@RY1@i02/2010/091/i02.2010.091.000.014a.001.jpg@RY2@

Trudna walka ze światem piratów

@RY1@i02/2010/091/i02.2010.091.000.014a.002.jpg@RY2@

Fot. Forum

Akcja odbicia tankowca "Moskowskij Uniwiersitet" przez komandosów, 6 maja

współpraca Marta Kucharska

Michał Potocki

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.