Dziennik Gazeta Prawana logo

Finansiści chcieliby w Wielkiej Brytanii wielkiej koalicji

27 czerwca 2018

Brytyjski i międzynarodowy biznes coraz bardziej niepokoi się perspektywą nierozstrzygniętych wyborów parlamentarnych 6 maja.

Zdaniem finansistów najlepszym rozwiązaniem dla gospodarki w takiej sytuacji byłaby wielka koalicja laburzystów i konserwatystów.

Według najnowszych sondaży obecnie praktycznie nie ma szans, by którakolwiek z partii zdobyła w Izbie Gmin bezwzględną większość. Taka sytuacja po II wojnie światowej miała miejsce tylko raz - w 1974 r. Skończyło się to kilkoma miesiącami słabego rządu mniejszościowego i rozpisaniem kolejnych wyborów jeszcze w tym samym roku.

Nie dziwi zatem wynik badania przeprowadzonego przez Brytyjską Izbę Handlową (BCC) - 65 proc. pytanych przedsiębiorstw jest zaniepokojone lub bardzo zaniepokojone perspektywą parlamentu bez bezwzględnej większości. - Firmy instynktownie wolą jasny mandat do rządzenia. W sytuacji gdy gospodarka jest wciąż wrażliwa, a finanse publiczne w opłakanym stanie, panuje powszechna obawa o to, czy parlament bez bezwzględnej większości podejmie zdecydowane działania w celu ograniczenia deficytu - mówi David Frost, sekretarz generalny BCC.

Przy takim układzie powstanie albo mniejszościowy rząd konserwatystów bądź laburzystów, który ucieka się do wsparcia Liberalnych Demokratów, albo weszliby oni do koalicji z którąś z dwóch głównych partii. W każdym wypadku radykalna redukcja deficytu budżetowego - która Wielkiej Brytanii jest niezbędna - byłaby bardzo trudna. Liberalni Demokraci są postrzegani przez londyńskie City jako partia nieco populistyczna - zamiast redukcji wydatków budżetowych mówią o podnoszeniu podatków dla najbogatszych i ostrzejszych regulacjach dla sektora bankowego.

Dlatego rynki finansowe wolałyby wielką koalicję dwóch głównych partii. Sugestię taką wysunął w poniedziałek szwajcarski bank UBS. Jak podkreślają jego analitycy, zarówno ugrupowanie premiera Gordona Browna, jak i szefa opozycji Davida Camerona zgadzają się co do tego, że cięcia wydatków są potrzebne. Deficyt budżetowy Wielkiej Brytanii przekracza 12 proc. PKB i należy do najwyższych w Unii Europejskiej, zaś dług publiczny sięga astronomicznego poziomu ponad 850 mld funtów. Partie różnią się przede wszystkim tym, od kiedy zacząć te oszczędności - Partia Konserwatywna uważa, że natychmiast, laburzyści twierdzą, że zbyt gwałtowne zaciskanie pasa zdławi wzrost gospodarczy.

Faktem jest, że po tym jak po pierwszej telewizyjnej debacie Liberalni Demokraci niespodziewanie wyszli na prowadzenie w sondażach, zarówno Brown i Cameron ostrze swoich ataków skierowali przeciwko nim. - Taka koalicja nie wydaje się możliwa. W Wielkiej Brytanii w ogóle nie ma tradycji rządów koalicyjnych, a drugą trudnością jest to, że od czasów II wojny światowej obie partie postrzegają siebie jako zdecydowanych wrogów. Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest mniejszościowy rząd konserwatystów bądź laburzystów z nieformalnym wsparciem Liberalnych Demokratów - mówi "DGP" Tony Travers, politolog z London School of Economics.

Pewnym pocieszeniem dla finansistów jest to, iż agencja ratingowa Moodys zapowiedziała w zeszłym tygodniu, że nawet w przypadku nierozstrzygniętych wyborów nie odbierze Wielkiej Brytanii najwyższego ratingu AAA.

@RY1@i02/2010/083/i02.2010.083.000.0013.001.jpg@RY2@

Fot. AFP/East/News

Kampania wyborcza w Zjednoczonym Królestwie wyszła na ostatnią prostą

@RY1@i02/2010/083/i02.2010.083.000.0013.002.jpg@RY2@

Liberalni Demokraci czarnym koniem wyborów

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.