Te wybory to początek nowej brytyjskiej sceny politycznej
To rzeczywiście wyjątkowe wybory. Niezależnie od tego, ile mandatów Liberalni Demokraci zgarną w ostatecznym rozrachunku, żaden rząd nie będzie możliwy bez ich poparcia. A to przesuwa nas w kierunku modelu trzypartyjnej sceny politycznej. Oznacza, że brytyjscy politycy będą musieli nauczyć się nieznanej u nas trudnej sztuki negocjacji i kompromisów koalicyjnych.
Tak. Ale przykład wielu europejskich państw pokazuje, że koalicje czy rządy mniejszościowe wcale nie są takie złe. Weźmy na przykład powojenne Niemcy, gdzie aż do lat 80. trzecia siła FDP decydowała, kto zostanie kanclerzem i w którym kierunku będzie szedł kraj. Nikt przecież nie może zaprzeczyć, że był to dobry czas dla niemieckiej gospodarki i demokracji.
Wejście Lib Dem do poważnej politycznej gry może tylko odświeżyć brytyjską politykę. Widać to po zainteresowaniu wyborców. Po raz pierwszy od ponad dekady znów mamy polityczne widowisko. To nie zaszkodzi demokracji. Wręcz przeciwnie.
politolog z uniwersytetu Strathclyde w Glasgow
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu