Rosja ma szansę na przezbrojenie
Rosyjsko-amerykański traktat rozbrojeniowy podpisany. Moskwa - w odróżnieniu od USA - nie zamierza jednak rezygnować z modernizacji arsenałów. W ciągu dekady 60 procent starych jednostek broni zostanie zastąpionych nowoczesnym sprzętem
Prezydenci Barack Obama i Dmitrij Miedwiediew złożyli w Pradze podpisy pod 16 artykułami nowego porozumienia post-START. Dla Kremla nowy układ to świetna okazja do zastąpienia przestarzałych arsenałów nowymi bez obaw o utratę równowagi sił z USA. Dla rosyjskich generałów rozwijanie nowoczesnych rodzajów broni strategicznej jest o wiele ważniejsze od utrzymywania zimnowojennych arsenałów.
"Stany Zjednoczone nie powinny płacić za coś, co dostają za darmo. Liczba rosyjskich głowic będzie spadać zarówno z traktatem, jak i bez niego. Rosja potrzebuje tego traktatu bardziej niż USA. Desperacko stara się zablokować Amerykanów na dotychczasowym poziomie nuklearnym" - głosił dokument przygotowany jesienią 2009 r. przez komisję ds. polityki Partii Republikańskiej.
Administracja Obamy pozostała jednak głucha na wątpliwości prawicy. Zgodnie z nową doktryną wojenną Amerykanie nie tylko ograniczą zasoby broni strategicznej, ale także nie będą ich modernizować. Rosjanie nie mają zamiaru iść w ich ślady. Przeciwnie: plany zakładają największą w historii wymianę starego sprzętu na nowy. Udział nowoczesnej broni - jak zapewniał Miedwiediew w marcu 2009 r. - wzrośnie z 10 proc. obecnie do 30 proc. w 2015 r. i 70 proc. w 2020 r.
Arsenały jądrowe zostaną w tym czasie zmodernizowane w całości. - Najbardziej perspektywicznym projektem w tej kwestii są termonuklearne międzykontynentalne pociski balistyczne RS-24 Jars, choć na razie nie podjęto decyzji o wdrożeniu ich do produkcji seryjnej - mówi "DGP" płk w st. spocz. Igor Korotczenko, który dawniej służył w sztabie generalnym ZSRR i Rosji.
Układ post-START, który zmusza Moskwę do rozmontowania części uzbrojenia, może jej tylko pomóc w osiągnięciu celu. - I tak musimy rozmontować większość rakiet pamiętających jeszcze czasy sowieckie, nasz arsenał bardzo się zestarzał - przyznaje Korotczenko.
Rosyjskie nakłady na obronę rosną nieprzerwanie od 1998 r. Nawet kryzys nie zmusił Moskwy do cięć w budżecie ministerstwa obrony. Co więcej, z roku na rok coraz wyższy odsetek tego budżetu jest przeznaczany na nowe inwestycje. W błyskawicznym tempie rosną zamówienia wojskowe. O ile w 2007 r. armia wydała na sprzęt 303 mld rubli (30 mld zł), o tyle w 2009 r. było to już 4 bln rubli (390 mld zł). Na 2010 r. prezydent Miedwiediew zapowiedział wyposażenie sił zbrojnych m.in. w 30 rakiet balistycznych, pięć kompleksów rakietowych krótkiego zasięgu typu Iskander, 30 śmigłowców, 28 samolotów, wreszcie trzy atomowe łodzie podwodne i jeden okręt klasy Korabl. To technika dorównująca zachodniej. Wciąż trwają również prace nad Buławą, nowoczesną rakietą balistyczną wystrzeliwaną z okrętów podwodnych. Rosyjscy wojskowi analizują właśnie jej plany techniczne, ponieważ zbyt wiele prób prototypu Buławy (sześć z 13) zakończyło się fiaskiem. Specjalnie dla Buław do 2017 r. powstanie osiem okrętów klasy Boriej. Każdy z nich pomieści od 16 do 20 Buław.
Siły strategiczne Rosji po latach niedoinwestowania zaczynają odczuwać efekty wzrostu nakładów. Najbardziej dopieszczane są okręgi wojskowe graniczące z państwami NATO - moskiewski i leningradzki. To tam trafia najwięcej sprzętu prosto z fabryki. W rosyjskiej doktrynie wojennej Zachód wciąż jest bowiem traktowany jako najpoważniejsze zagrożenie. A według nowo opracowanej doktryny Moskwa nie wyklucza użycia broni jądrowej nawet przeciwko państwu, które samo tej broni nie posiada.
@RY1@i02/2010/069/i02.2010.069.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP/East News
Barack Obama i Dmitrij Miedwiediew w czwartek w Pradze
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu