To nie Rosja i Stany Zjednoczone zagrażają światu bronią atomową
Najpoważniejszym zagrożeniem dla bezpieczeństwa świata są dziś arsenały takich krajów, jak Pakistan, Izrael czy Korea Północna.
Państw, których nie dotyczy praskie porozumienie o redukcji broni strategicznej. Ich zasoby nuklearne są niewspółmiernie mniejsze, ale regionalne napięcia i konflikty, w które się angażują, stanowią olbrzymie zagrożenie.
Poza państwami tzw. atomowej wielkiej piątki, czyli USA, Rosji, Chin, Francji i Wielkiej Brytanii, bronią "A" zdatną do użycia dysponują Indie, Izrael i Pakistan, a być może również Korea Płn. Te kraje nawet nie myślą o redukcji własnych zasobów. "Pekin, Islamabad i Delhi systematycznie powiększają arsenały pod względem jakości i ilości" - pisał ostatnio "Bulletin of the Atomic Scientists".
Zwłaszcza Pakistan - państwo toczone przez ekstremistyczną rebelię - spędza sen z powiek ekspertów od bezpieczeństwa. Nieoficjalnie wiadomo, że Amerykanie mają plan na wypadek, gdyby miejsca składowania broni jądrowej zostały zagrożone przez talibów. Wówczas każde z ośmiu takich miejsc - a jedno znajduje się w okolicach Kwetty, uznawanej za bastion ekstremizmu - miałoby być opanowane przez amerykańskich komandosów. To jednak niejedyna groźba ze strony Islamabadu. Właśnie to państwo najintensywniej współpracowało w dziedzinie atomu z krajami uznawanymi za szczególnie niebezpieczne. Ojciec pakistańskiego atomu Abdul Kadir Chan utrzymywał ścisłe kontakty z Iranem, Libią i Koreą Płn.
Scenariusz, w którym jedno z państw spoza wielkiej piątki sięga po atom, jest realny. - Część ekspertów jest zdania, że podczas wojny Jom Kippur w 1973 r. Izrael zamierzał uderzyć na Egipt z użyciem broni "A", gdyby Arabowie zajęli Tel Awiw - mówi nam amerykańska ekspert Jacqueline Shire. Z kolei po zakończeniu zimnej wojny najbliżej rozpętania wojny z użyciem atomu były Pakistan i skłócone z nim Indie. Gdy w 2002 roku doszło do kolejnego wzrostu napięcia w Kaszmirze, przywódca Pakistanu Perwez Muszarraf ostrzegł, że "nie należy oczekiwać wojny konwencjonalnej z naszej strony". - Gdy odpowiemy na taki atak, Pakistanu więcej nie będzie - odpowiadał minister obrony Indii George Fernandes. - Islamabad jest najmniej obliczalny, ponieważ indyjski potencjał konwencjonalny uważa wręcz za zagrożenie dla swojej egzystencji, podobnie jak Izrael traktuje kraje arabskie - mówi nam Ian Anthony ze Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem.
Co więcej, klub atomowy może się w przyszłości powiększyć. Własny program jądrowy rozwija Iran, a zapewne również Birma i Syria. Państwa te utworzyły swego rodzaju międzynarodówkę pariasów i wspierają się wzajemnie w rozwoju własnych programów atomowych. O ile te państwa napotykają jednak na poważne problemy, o tyle dla dowolnego kraju rozwiniętego skonstruowanie własnej bomby to kwestia miesięcy. I tak np. gdyby gwałtownie wzrosło napięcie na Półwyspie Koreańskim, atomowy program błyskawicznie mogłaby wdrożyć Japonia, choć najpierw musiałaby znieść konstytucyjny zakaz. Taki krok z kolei mógłby wywołać prawdziwy wyścig zbrojeń - odpowiednią technologią dysponują w regionie także Korea Południowa i Tajwan.
Wszystko to podważa nadzieje Waszyngtonu na świat bez atomu. - Broń atomowa jest najgroźniejszym dziedzictwem zimnej wojny - mówił przed rokiem prezydent USA Barack Obama. Ogłoszona przedwczoraj strategia obronna zakłada, że Amerykanie nie użyją atomu nawet w razie ataku z wykorzystaniem broni chemicznej bądź biologicznej. Obamie udało się przekonać Rosjan do ograniczenia arsenałów. W przypadku innych jest to jednak niemożliwe.
@RY1@i02/2010/068/i02.2010.068.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Irańskie kobiety tworzą łańcuch pokoju przed kompleksem atomowym w Isfahanie
mogą użyć broni jądrowej tylko w sytuacji, gdyby zostały zaatakowane przez kraj nią dysponujący. Niewykluczone jest prewencyjne uderzenie na Iran i Koreę Płn.
nawet w konflikcie o skali regionalnej, także wobec krajów, które nie mogą odpowiedzieć tym samym.
Doktryna Pekinu przewiduje możliwość ataku z użyciem broni jądrowej, tylko gdyby ChRL została w ten sposób zaatakowana.
z tą różnicą, że Londyn i Paryż dopuszczają możliwość odpowiedzi tego typu na atak konwencjonalny, a Francja dodatkowo na atak obcego państwa przy użyciu środków terrorystycznych.
Ocena stosowności użycia broni "A" należy do dowództwa.
, jednak w doktrynie tego kraju występuje tzw. opcja Samsona - w sytuacji krytycznej starcia napastnika z powierzchni ziemi za pomocą wszelkich dostępnych środków. - Izrael ma być jak wściekły pies, zbyt niebezpieczny, by go ruszyć - mówił gen. Mosze Dajan.
mwp
współpraca Marta Kucharska
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu