Kirgiska rewolucja zjada swoje dzieci
Opozycja, oburzona aresztami i drastycznymi podwyżkami cen prądu, wszczęła rozruchy, żądając odejścia skompromitowanego prezydenta Bakijewa
Kirgistan przeżywa drugą od 2005 roku krwawą uliczną rewolucję. Opozycja twierdzi, że przejęła władzę w kraju, z którego miał uciec prezydent Kurmanbek Bakijew, niegdysiejsza nadzieja demokratów.
- Premier Danijar Usienow podpisał rezygnację i przekazał ją na moje ręce. Cała władza w kraju należy teraz do opozycji - powiedziała jedna z liderek buntu, była szefowa MSZ Roza Otunbajewa.
Agencja Ria Novosti podaje, że zaczęły się już rozmowy przedstawicieli dawnej władzy z opozycją mające położyć kres dwudniowym zamieszkom. W starciach zginęło co najmniej 47 osób, a ponad 400 zostało rannych.
Według opozycji prezydent Bakijew jeszcze wczoraj uciekł z kraju. Ale tym informacjom zaprzecza otoczenie głowy państwa.
Kurmanbeka Bakijewa wyniosła do władzy w 2005 roku tulipanowa rewolucja. Ale po pięciu latach jego rządów poziom demokracji jest niższy niż za obalonego Askara Akajewa, który dawał swoim obywatelom relatywnie wysoki zakres wolności.
Obecnie wybory są fałszowane, niezależni dziennikarze mordowani przez kirgiskie specsłużby nawet za granicą (w ten sposób w Kazachstanie zginął ostatnio popularny komentator Giennadij Pawluk), a poziom korupcji osiągnął nienotowane poziomy.
Sam Bakijew szykował na następcę swojego syna Maksima, który jako szef Centralnej Agencji ds. Rozwoju, Inwestycji i Innowacji zawiaduje aktywami spółek państwowych i zagranicznymi kredytami. Według opozycji Bakijew junior jest de facto osobą numer dwa i dysponuje alternatywnym budżetem.
Niezadowolenie w Kirgistanie osiągnęło punkt kulminacyjny, gdy wzrosły ceny energii. Od Nowego Roku prąd podrożał dwukrotnie, zaś od lipca będzie kosztował pięć razy więcej niż w 2009 r. Opozycja podejrzewa, że to rezultat sprzedaży zakładów energetycznych spółce powiązanej z klanem Bakijewa. Zamieszki zaczęły się we wtorek, gdy partie przeciwne władzy rozpoczęły przygotowania do regionalnych kurułtajów, czyli zgromadzeń obywatelskich. Gdy rozeszły się pogłoski o aresztowaniach, rozpoczęto wiece.
Rewolucja wybuchła we wtorek w 33-tys. Tałasie. Ponadtysięczny tłum zwolenników opozycji opanował budynki lokalnej administracji. Milicja aresztowała m.in. szefa antyrządowej partii Ojczyzna Omurbeka Tekebajewa. Do miasta przybył szef MSW Mołdomusa Kongantijew, aby dowodzić tłumieniem rozruchów. Kongantijew został przechwycony przez tłum i dotkliwie pobity. Początkowo podawano nawet, że zmarł w drodze do szpitala. Inny ważny polityk, wicepremier Akyłbek Dżaparow, stracił oko.
Rewolta szybko rozlała się na resztę kraju. W stołecznym Biszkeku tłum szturmował wczoraj budynki rządowe. Demonstranci byli uzbrojeni w broń wyniesioną z milicyjnych magazynów, zdobyli nawet kilka radiowozów. Manifestantom udało się wedrzeć do siedziby telewizji NTRK i gmachu parlamentu. Spalono prokuraturę generalną. - Najważniejsze to zmienić władzę w kraju - mówił jeden z liderów opozycji Azimbek Beknazarow. Po przeciwnikach Bakijewa nie należy się jednak spodziewać demokratyzacji, ponieważ partie w Kirgistanie, jak w całej Azji Środkowej, są tworzone nie na zasadzie wspólnoty poglądów, ale więzów klanowych i regionalnych.
Na Kirgistanie skupił uwagę niemal cały świat. To kraj ważny strategicznie; dla stacjonujących tu Amerykanów istotna jest przede wszystkim bliskość Afganistanu.
Poza tym swoją bazę mają tu też wojska rosyjskie. Te ostatnie ogłosiły wczoraj alarm. Żołnierzy odwołano z urlopów i zakazano im opuszczać jednostkę. Wzmocniono też ochronę bazy. Na razie Moskwa, której zależy na utrzymaniu dominującej pozycji w Azji Środkowej, na przewrót w Kirgistanie reaguje z powściągliwością. - Te wydarzenia są wewnętrzną sprawą Kirgistanu. Apeluję do obu stron o podjęcie rozmów - powiedział rosyjski premier Władimir Putin.
@RY1@i02/2010/068/i02.2010.068.000.012a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
W walkach z siłami porządkowymi w Kirgistanie od wtorku zginęło co najmniej 47 osób, a ponad 400 zostało rannych
współpr. Piotr Czarnowski
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu