Ameryka straci na nowym układzie
Prezydent Obama zdecydował się na podpisanie porozumienia START II, bo wierzy, że ułatwi to kontrolę składów broni jądrowej na całym świecie.
Efekty miałyby już być widoczne na szczycie jądrowym w Waszyngtonie w przyszłym tygodniu. Nie wierzę jednak, aby oczekiwania Obamy się spełniły. Każde z mocarstw jądrowych rozbudowuje siły z istotnych dla siebie powodów i nie weźmie pod uwagę stanowiska USA oraz Rosji w tej sprawie. Stany Zjednoczone ogłosiły w 1992 roku moratorium na wykonywanie próbnych wybuchów jądrowych. A mimo to Pakistan w 1998 roku przeprowadził serię takich wybuchów, bo kluczowa była dla niego rywalizacja z Indiami. Tak samo teraz zarówno Korea Północna, jak i Iran będą robiły wszystko, aby rozbudować swój arsenał. Więcej, jeśli Stany Zjednoczone zdecydują się na jeszcze większą redukcję liczby rakiet, Irańczycy będą starali się im dorównać.
W dzisiejszym świecie, w przeciwieństwie do okresu zimnej wojny, Stany Zjednoczone nie mogą tylko brać pod uwagę sił jądrowych Rosji. Muszą liczyć się z możliwością ataku atomowego kilkunastu państw, być może nawet kilku jednocześnie. A przecież Ameryka ma obronić nie tylko swoje terytorium, ale także europejskich sojuszników, w tym Polski.
Co gorsza, Ameryka, w przeciwieństwie do Rosji, od dłuższego czasu nie inwestuje w modernizację swojego arsenału. Właśnie z tego powodu to Moskwa w negocjacjach START miała znacznie więcej oporów przed ujawnieniem swojego uzbrojenia w ramach misji weryfikacyjnych. Po prostu nie chciała zdradzić nowych technologii.
Baker Spring
specjalista w sprawach uzbrojenia w konserwatywnej Heritage Foundation w Waszyngtonie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu