Jeśli Ameryka poczuje się zagrożona, zmieni strategię
Nowa doktryna nuklearna Baracka Obamy to próba zaradzenia dwóm problemom. Jednym jest wygaszanie największego wyścigu zbrojeń w historii, jakim była zimnowojenna rywalizacja USA i ZSRR, a to z kolei z pewnością zwiększy bezpieczeństwo nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale również Europy i reszty uczestniczących w nim krajów. Z drugiej jednak strony mniej pewne jest, czy zmiana stanowiska USA wpłynie na rozwiązanie problemów wywołanych przez rozprzestrzenianie broni jądrowej po świecie czy zmniejszenie ryzyka wybuchu konfliktu nuklearnego spowodowanego przez Iran lub Koreę Północną.
Trzeba pamiętać, że strategię można w każdej chwili zmienić. Stany Zjednoczone mogą być zmuszone ponownie zmodyfikować swoją doktrynę atomową, jeżeli dojdzie do zwiększenia liczby krajów posiadających broń jądrową. Nie można więc zakładać, że doktryna ta jest ostatecznym określeniem warunków, w których USA mogą użyć broni jądrowej. Wydaje mi się, że marzenia Obamy o świecie wolnym od atomu są bardzo nobliwe, a najnowsza doktryna to dopiero krok na drodze, która nie ma końca.
Strategia nie jest więc sztywnym założeniem, a jedynie oferuje Rosji i Chinom bardzo pozytywną wizję - świat, w którym wyścig nuklearny nie byłby nikomu na rękę. Ale jedno jest pewne: Stany Zjednoczone z pewnością nie będą się upierały przy założeniach nowej doktryny nuklearnej, jeżeli tylko zauważą, że Chiny lub Rosja będą chciały wykorzystać tę zmianę.
oprac. pw
Anthony Cordesman
ekspert ds. zbrojeń
Autor jest ekspertem waszyngtońskiego Center for Strategic and International Studies
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu