Nowy układ z Obamą daje Kremlowi szansę na wetowanie strategii USA
Z perspektywy Waszyngtonu wynegocjowany właśnie trzeci układ START ma spełnić dwa cele.
Przede wszystkim wzmóc nacisk na te państwa azjatyckie, które posiadają albo są bliskie posiadania broni nuklearnej, do wyrzeczenia się jej, albo przynajmniej do wejścia w proces redukcji pod międzynarodową kontrolą. Charakterystyczne, że ogłaszając sukces negocjacji z Rosją, Hillary Clinton bardziej koncentrowała się na kłopotach z Iranem. Rosję bowiem - i to jest drugi cel rządu Obamy - traktat ma pomóc trwale wciągnąć do antynuklearnego klubu, który pod amerykańskim przywództwem byłby w stanie zapanować nad niebezpiecznym rozwojem zbrojeń jądrowych w Azji. Ale w obu kwestiach rezultaty mogą być tylko bardzo umiarkowane. Moskwa będzie ochraniać zbrojenia nuklearne azjatyckich reżimów autorytarnych dlatego, że widzi w tym większą szansę na odbudowę własnego znaczenia w świecie aniżeli w grzecznym wspieraniu azjatyckiej polityki Ameryki.
Owszem, Rosjanie nie są tu aż tak zdeterminowani jak Chińczycy, toteż mogą pozwalać sobie na lekkie wsparcie dla Obamy, w zamian za każdorazowe hojne wynagrodzenie. Na razie jednak ani wycofanie się z tarczy w Polsce, ani układ START nie skłania ich do poparcia sankcji wobec Iranu. Wszystko, co Miedwiediew był gotów na razie obiecać, to owo sławetne rosyjskie: "Niewykluczone".
Traktat nie jest też istotnym narzędziem presji na inne kraje. Dość naiwnie brzmi częsty w ostatnich dniach argument, iż Ameryka dowodząc woli zmniejszania własnego arsenału atomowego, zyskuje jakiś argument wobec azjatyckich państw nuklearnych. Dzisiaj więcej zdaje się wskazywać na to, że choć podczas kwietniowego szczytu nuklearnego w Waszyngtonie Obama będzie świecił przykładem, nie będzie wcale chętnych do naśladowania. Ściśle mówiąc, nie będzie ich tam, gdzie Amerykanie chcieliby ich widzieć. Bowiem na przykład kanclerz Merkel nie może zignorować jednomyślnego apelu Bundestagu o to, aby zaczęła z Amerykanami negocjować usunięcie należących do US Army głowic z terenu Niemiec. Niczego nie zmieni także majowa ONZ-owska konferencja przeglądowa w sprawie układu o nieproliferacji broni jądrowej. Bez wątpienia zasługą Obamy jest nagromadzenie "zdarzeń rozbrojeniowych" w 2010 roku. Ale ich realne skutki - to całkiem inna sprawa.
Dla Rosji START jest wygodny, ale absolutnie niekonieczny. Wygoda bierze się stąd, że - wedle eksperckich przypuszczeń - traktatowa kwota 1550 głowic jest najprawdopodobniej zbliżona do tej części rosyjskiego arsenału, który jest nowoczesny i wart zachowania. Po zerwaniu traktatu START II Rosjanie zachowali bowiem dużo więcej broni jądrowej niż USA, ale w gorszym stanie technicznym. Ten argument już padł z ust przeciwników Obamy w debacie wewnątrzamerykańskiej. Były ambasador w ONZ John Bolton nazwał nawet z tego powodu prezydenta "beznadziejnie naiwnym".
Ale zrywając kiedyś jednostronnie traktat START II, Rosjanie dali dowód, że dość łatwo mogą żyć także bez rozbrojenia. Dlatego szczególnie zwraca uwagę otwarta polemika zaraz po ogłoszeniu sukcesu negocjacji pomiędzy ministrami Gatesem i Ławrowem. Amerykanin bowiem zapewniał, że traktat "nie ma żadnego wpływu" na decyzje co do kształtu obrony antyrakietowej, zaś Rosjanin przeciwnie, uznał nie tylko, że taki "prawny związek" w traktacie istnieje, ale też niedwuznacznie zasugerował możliwość ponownego zerwania START przez Moskwę, jeśliby Amerykanie nadal zamierzali konstruować jakąś tarczę.
To więc, co z rosyjskiej perspektywy wydaje się szczególnie atrakcyjne, to nadzieja na ostateczne usunięcie tarczy z sąsiedztwa rosyjskich granic. Skoro laureat Pokojowej Nagrody Nobla nie może sobie pozwolić na fiasko rozbrojenia, to nadzieje Kremla mają jakieś realne podstawy. Bardziej jednak prawdopodobne, że Obama potrzebujący do ratyfikacji START republikańskich głosów w Senacie, będzie kluczył co do obrony antyrakietowej, ofiarując partnerom z Kremla świeczkę, zaś wewnętrznym republikańskim wrogom ogarek.
@RY1@i02/2010/062/i02.2010.062.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. Piotr Gęsicki
Jan Rokita
Jan Rokita
jan.rokita@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu