Ankara nie puści płazem oskarżenia o ludobójstwo
Wielomilionowe kontrakty między Turcją a Szwecją i USA znalazły się w realnym niebezpieczeństwie. Ankara może je anulować bez wahania.
Miałby to być rewanż za przyjęcie przez szwedzki parlament i komisję spraw zagranicznych Kongresu USA rezolucji uznających masakry na mieszkających w Turcji Ormianach podczas I wojny światowej za ludobójstwo.
Turecki premier Recep Tayyip Erdogan anulował już planowaną na przyszły tydzień wizytę w Sztokholmie, a Ankara odwołała swoich ambasadorów w USA i Szwecji.
Niemal jednocześnie z działaniami deputowanych rząd w Sztokholmie i Biały Dom zaczęły jednak przepraszać tureckie władze za uchwały swoich parlamentów. Amerykański prezydent Barack Obama jawnie zabiegał tuż przed głosowaniem w Kongresie o utrącenie obraźliwej rezolucji. Z kolei szwedzki premier na działania swojego parlamentu zareagował telefonem do Erdogana i osobistymi przeprosinami.
Nic dziwnego, obaj zachodni przywódcy doskonale zdają sobie sprawę, że poza urażoną dumą i turecko-ormiańskim dialogiem, jaki jednocześnie się toczy, w grę wchodzą również interesy gospodarcze. W 2001 roku Ankara ukarała Francję za podobną rezolucję, zrywając 260-milionowy kontrakt na budowę satelity szpiegowskiego z francuskim Alcatelem, grożąc francuskim firmom zbrojeniowym wykluczeniem z przetargów i zawieszeniem współpracy. W ciągu kilku następnych dni tureckie związki zawodowe i organizacje pracodawców wezwały do bojkotu francuskich towarów, likwidacji ich oddziałów w Turcji i wycofywania lokat z francuskich banków. Uniwersytety zerwały współpracę z zachodnimi partnerami.
W tym samym czasie Kongres miał zamiar przyjąć podobną rezolucję. Turcy zagrozili więc USA otwarciem granic dla ropy Saddama Husajna - zablokowanej od czasu wprowadzenia w 1990 r. sankcji - oraz zamknięciem Ameryce dostępu do swoich lotnisk. Przewodniczący Izby Reprezentantów wkrótce wycofał rezolucję. Eksperci nie mają wątpliwości, że i tym razem - zwłaszcza w dobie globalnej recesji - dyplomatyczny konflikt skończy się w podobny sposób.
Wysoką cenę mogą zapłacić za to mieszkający w Turcji Ormian. Rząd chce wyrzucić tych, którzy są tam nielegalnie.
- Obecnie w naszym kraju żyje 170 tys. Ormian. Tylko 70 tys. z nich to tureccy obywatele, pozostałe 100 tysięcy tolerujemy. Ale jeśli będzie to konieczne, być może będę musiał powiedzieć im, żeby wracali do swojego kraju - stwierdził w wywiadzie dla BBC turecki premier.
@RY1@i02/2010/055/i02.2010.055.000.0011.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Zdjęcia tureckich Ormian, którzy przeżyli masakry
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu