Słabe 100 dni Ashton i Rompuya
Dokładnie sto dni temu państwa "27" jednogłośnie poparły kandydatury Catherine Ashton na szefową unijnej dyplomacji i Hermana Van Rompuya na tzw. prezydenta UE.
Plan - według założeń traktatu lizbońskiego - był ambitny: Brytyjka miała być głosem Europy na świecie, Belg - usprawnić działalność Wspólnoty. Dziś nawet entuzjaści obydwu kandydatur nie mają złudzeń: pomysł nie wypalił, a reprezentanci UE tak naprawdę nie zajęli nawet stanowiska w żadnej ważnej dla Unii sprawie. Zaczynając od kryzysu greckiego, kończąc na sporze o mniejszość polską na Białorusi. DGP podsumowuje sto dni Ashton i Van Rompuya.
W ciągu pierwszych miesięcy urzędowania miała jednak przynajmniej zbudować podstawy sprawnego korpusu dyplomatycznego. Na razie unijne MSZ nie istnieje nawet w zarysie. Ashton postawiono za to zarzuty, że jednostronnie lansuje w UE interesy Londynu i otacza się Brytyjczykami lub politykami jednoznacznie sprzyjającymi polityce Wielkiej Brytanii.
- Pozostaje 100-procentową Brytyjką, słabo czuje Europę - mówi Jean Quatremer, wieloletni korespondent dziennika Liberation w Brukseli. Potwierdzeniem tej opinii jest kluczowa nominacja dokonana bezpośrednio przez Ashton. Przedstawicielem Unii w Afganistanie będzie wkrótce litewski dyplomata Vygaudas Usackas, znany z anglofilskich poglądów. Z kolei szarą eminencją przy Ashton jest szef jej gabinetu, rzecz jasna wieloletni wysoki rangą urzędnik Foreign Office, James Morrison. To on ma podejmować większość strategicznych decyzji firmowanych później przez szefową unijnej dyplomacji. Jakby tego było mało, okazało się, że znaczący wpływ na poglądy baronessy ma także... jej mąż Peter Kellner, twórca jednego z największych brytyjskich instytutów badania opinii publicznej YouGov i bliski przyjaciel Tony’ego Blaira.
Jeszcze więcej kontrowersji wywołała nominacja ambasadora UE w Stanach Zjednoczonych. Ma nim być Jao Vale de Almeida, najbliższy współpracownik szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso i, rzecz jasna, Portugalczyk tak jak on. Zarzut pod adresem Ashton był jednoznaczny: w kluczowej nominacji Bruksela nie tylko nie podjęła żadnych konsultacji z głównymi krajami Unii, a o wszystkim zdecydował Barroso. Szefowa unijnej dyplomacji nawet nie protestowała przeciw jego ingerencji.
Unijne rządy obawiają się, że sprawa Almeidy nie będzie wypadkiem przy pracy, tylko regułą przy budowaniu europejskiej służby dyplomatycznej.
Jednym z powodów jest zupełny brak rozeznania baronessy w sprawach międzynarodowych, przez co nie jest ona w stanie skutecznie lawirować między interesami różnych krajów Unii, stając się dość łatwym narzędziem w rękach Londynu.
Ashton popełnia zresztą błędy, które potwierdzają tezę o jej braku przygotowania do pełnienia funkcji wprowadzonej przez traktat lizboński.
Nie przyjechała na kluczowe spotkanie ministrów obrony UE i NATO na Majorce, na którym miał zostać otwarty nowy rozdział w stosunkach między Unią a Sojuszem. Z kolei przed wyjazdem do Izraela zapowiedziała, że odwiedzi Strefę Gazy, co zostało odczytane jako gest poparcia dla rządzącego na tym terenie Hamasu.
Marco Incerti, ekspert brukselskiego instytutu CEPS, próbuje tłumaczyć Ashton. - Kazano jej przejąć obowiązki, które do tej pory pełniły aż trzy doświadczone osoby: przedstawiciel ds. zagranicznych UE Javier Solana, komisarz ds. zagranicznych Benita Ferrero-Valdner i szef dyplomacji kraju, który w danym momencie sprawuje przewodnictwo w Unii - mówi DGP Incerti. - Nawet najlepszemu trudno byłoby temu podołać - dodaje.
Z powodu dramatycznej sytuacji finansowej Grecji po raz pierwszy od powołania 11 lat temu unii walutowej zagroził jej głęboki kryzys, a nawet rozpad. Van Rompuy zyskał wprawdzie szansę zdobycia realnego wpływu na sprawy UE i potwierdzenia swojego przywództwa. Szansy tej jednak nie wykorzystał.
W styczniu, kiedy jeszcze sytuacja nie wydawała się tak poważna, świeżo upieczony prezydent Europy zwołał na 11 lutego nadzwyczajny szczyt przywódców UE. Miał być poświęcony ogólnej debacie o sposobach zdynamizowania wzrostu gospodarczego w Unii. To była wymarzona okazja dla Van Rompuya, który niezależnie od swoich kompetencji mógł się przedstawić jako polityk z pomysłem na grecki kryzys. Zamiast tego przez kilka tygodni wraz z Komisją Europejską lansował pomysł Europa 2020 - czyli powtórkę z nieudanej strategii lizbońskiej.
- W sprawie Grecji kluczowe decyzje podejmowali Sarkozy, Merkel, Brown. Van Rompuy zniknął - wspomina Jean Quatremer, brukselski korespondent dziennika Liberation.
Jak ustalił tygodnik The Economist, jedyne, co udało się zrobić prezydentowi UE, to wybłagać kanclerz Niemiec i prezydenta Francji o to, aby osobiście nie ogłaszali wspólnego planu pomocy dla Grecji. Taki gest byłby jawną drwiną z bezsilności przewodniczącego Rady UE. Ostatecznie Merkel i Sarkozy razem opracowali propozycję dla Aten, tyle że w gabinecie Van Rompuya, a nie np. w niemieckiej ambasadzie w Brukseli. I to Van Rompuy, a nie pani kanclerz czy prezydent Francji, ogłosił sukces spotkania. W marcu, wraz z narastaniem greckiego problemu, pozory porzucono. O powoływaniu Europejskiego Funduszu Walutowego mówił nie prezydent Europy, tylko... minister finansów Niemiec. Tymczasem zmiana jest fundamentalna, bo będzie wymagała rewizji unijnych traktatów. Van Rompuy w tej debacie jest nieobecny.
- Jego problem polega na tym, że nie dysponuje nawet podstawowymi instrumentami władzy - mówi DGP Marco Incerti, ekspert brukselskiego instytutu CEPS.
Belg, zamiast dyskusji o euro, miał inne tematy, które woli poruszać na forum Wspólnoty. Niezrażony porażką swojej roli na szczycie 11 lutego zaproponował, aby w przyszłości unijne spotkania przywódców odbywały się co miesiąc. W ten sposób tylko potwierdził, że pełni funkcję drogiej sekretarki w UE.
● Nie przedstawił pomysłu na ratowanie Grecji
● Nie zapobiegł odwołaniu szczytu UE - USA
● Odrzucono jego pomysł comiesięcznych szczytów UE w Brukseli
● Niemcy i Francja zignorowały jego przywództwo na nadzwyczajnym szczycie 11 lutego, który był pomysłem prezydenta Unii Europejskiej
● Zignorowała nadzwyczajne spotkanie ministrów obrony UE i NATO
● Zwlekała siedem tygodni z przyjazdem na Haiti
● Nominowała ambasadora UE w Waszyngtonie bez konsultacji z krajami Unii
● Zapowiedziała przyjazd do Gazy w czasie wizyty w Izraelu, co mogło legitymizować Hamas
@RY1@i02/2010/048/i02.2010.048.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. Komisja Europejska
Ashton zarzucono lansowanie interesów Londynu. Herman Van Rompuy zgodził się na rolę sekretarki Unii
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu