Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Łukaszenka testuje Brukselę

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Unijna polityka odwilży nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Represje wobec Polaków to nie pierwszy sygnał, że Łukaszenka umacnia swoje rządy. Trudno wytłumaczyć je inaczej niż zmianą kursu Mińska, bo po pięciu latach pojawiła się szansa na kompromis wokół Związku Polaków na Białorusi (ZPB). W 2005 r. władze nie uznały wyboru Borys na przewodniczącą ZPB i narzuciły rządy Józefa Łucznika. Polski rząd nie zaakceptował tej ingerencji, ale później - w ramach polityki otwierania się UE na Białoruś - powstała przestrzeń do negocjacji, które podjęło MSZ. Władze w Mińsku zaprzestały szykan wobec Borys i jej zwolenników, a demokratyczne władze ZPB byłyby zapewne skłonne zacząć działalność w ramach nowej organizacji. Nie byłoby to łatwe: oddać majątek, dorobek i szyld ZPB ludziom reżimu, ale w zamian za prawo do legalnej działalności byliby oni skłonni zaakceptować kompromis, czemu dali wyraz, wysyłając kilka tygodni temu list do Łukaszenki z ofertą współpracy. A odpowiedzią była fala represji i przejęcie Domu Polskiego w Iwieńcu!

Nie wierzę w to. Osobiste animozje między nim a Putinem są zbyt duże, aby chciał słuchać poleceń Kremla. A Moskwa ma ograniczone możliwości przeprowadzenia na Białorusi prowokacji na taką skalę. W ostatnim czasie Łukaszenka przeprowadził czystki w KGB, milicji, służbach siłowych. W pełni kontroluje sytuację.

Ma świadomość topniejącego poparcia społecznego. A najpóźniej za rok czekają go wybory prezydenckie. Po 16 latach coraz więcej Białorusinów ma dosyć jego rządów, bo ich warunki życia w ostatnich dwóch latach bardzo się pogorszyły. Białoruski rubel został w zeszłym roku mocno zdewaluowany, a tam wszystko przelicza się na dolary.

Łukaszenka obawia się, że jego władza jest zagrożona?

Tak. Tym bardziej że dialog z Unią wymusił zmiany w ordynacji. Łukaszenka obawia się, że dobrze zorganizowana grupa kilkuset tysięcy Polaków może zaważyć na ich wyniku. Szczególnie jeśli jego kontrkandydatem znów byłby Aleksander Milinkiewicz, który jest honorowym członkiem ZPB.

Liczył na dużą pomoc finansową, która pozwoliłaby mu przetrwać kryzys i utrzymać poparcie społeczne. Chciał miliardów euro, które zasilą budżet, i pieniędzy na wielkie projekty infrastrukturalne. A otrzymał niewielkie kwoty na szkolenie straży granicznej czy rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Z jego punktu widzenia to nie jest opłacalny układ.

Unijne procedury decyzyjne są długotrwałe. Dzięki poparciu UE Łukaszenka otrzymał od MFW 2,5 mld dol. funduszu stabilizacyjnego, ale co do pozostałych funduszy, to od razu było wiadomo, że nie przyniosą one efektów przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Z drugiej strony wielu polityków w UE liczyło na większe otwarcie ze strony Mińska. Szokiem były dla nas wybory parlamentarne w 2008 r., kiedy mandatu nie uzyskał ani jeden opozycyjny deputowany. To powstrzymało Brukselę przed hojnymi gestami.

Rzeczywiście, sądzę, że blisko 500 osób jawnie angażuje się w prace niezależnego Związku Polaków. Inni obawiają się represji: utraty pracy, szykan. Aktywni są tylko ci najbardziej zdeterminowani. Albo emerytki, jak w Iwieńcu, które nie mają za dużo do stracenia.

Absolutnie nie. Polacy są nie tylko zdecydowanie bardziej świadomi swoich korzeni narodowych, ale też o wiele bardziej niż przeciętnemu Białorusinowi zależy im na przestrzeganiu praw obywatelskich. Przeprowadzone niedawno badania pokazały, że większość Białorusinów nigdy nie była na Zachodzie, a połowa nawet nie miała kontaktu z kimś z wolnego świata. Białoruscy Polacy zaś często przyjeżdżają do naszego kraju, mają tu swoje rodziny, oglądają polską telewizję, bo zwykle dobrze mówią po polsku.

To zależy. Ci, którzy mieszkają w Grodnie i innych miastach blisko Polski, z pewnością tak. Wielu dorabia dzięki handlowi granicznemu. Często są to drobni przedsiębiorcy, którzy mają swoje stragany, czasem sklepy. Nie są więc tak zależni od państwa jak większość Białorusinów. Ale Polacy, którzy mieszkają w głębi Białorusi, blisko dawnej wschodniej granicy Drugiej Rzeczypospolitej, nie mają już takiego atutu. Zwykle pracują na państwowych posadach, ich życie niewiele się różni od życia Białorusinów.

To zastanawiające, ale nie chcą. Setki tysięcy osób wyjechało przecież z naszego kraju do Wielkiej Brytanii czy Irlandii w poszukiwaniu lepszego życia. Ale Polacy z Białorusi żyją na tamtych terenach od setek lat i czują się z nimi bardzo związani. Sama Andżelika Borys miała możliwość osiedlenia się w Polsce z prawem do kontynuowania działalności polonijnej, ale zawsze twardo odmawiała, twierdząc, że musi pozostać wierna tym, którzy jej zaufali.

Oficjalna propaganda od lat próbuje ich skonfliktować. Kreśli obraz Polaków wichrzycieli, którzy łamią porządek prawny. Ale mimo to nigdy nie dostrzegłem u zwykłych Białorusinów wrogości do Polaków. A białoruskie organizacje opozycyjne widzą w nich sojuszników. Wiedzą, że nasi rodacy tak jak oni walczą przede wszystkim o wolności obywatelskie, a nie o partykularne prawa narodowe.

Odpowiem przez analogię. Śledziłem białorusko-rosyjskie negocjacje w sprawie ceny ropy i gazu. Białorusini kilkakrotnie zrywali rozmowy. Ale Rosjanie nie ustępowali. I na koniec Łukaszenka zaakceptował wyjściowe postulaty Rosjan. Tak samo będzie z Unią Europejską, o ile Bruksela okaże się twarda w swoim stanowisku. Łukaszenka nie chce sprowadzić Białorusi do roli rosyjskiej guberni, bo sam na tym wiele by stracił. Wróci więc do współpracy z Unią. Teraz ją testuje. Chce zapłacić jak najniższą cenę za pomoc Brukseli. Nie wolno mu ustępować!

@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.014a.101.jpg@RY2@

Fot. Michał Rozbicki

Jacek Protasiewicz, eurodeputowany, przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego ds. relacji z Białorusią

, eurodeputowany, przewodniczący delegacji Parlamentu Europejskiego ds. relacji z Białorusią

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.