Holendrzy wycofają swoje oddziały z Afganistanu
Holendrzy niemal na pewno do końca sierpnia wycofają z afgańskiej prowincji Uruzgan swój kontyngent. Po szesnastu godzinach burzliwych negocjacji partie koalicji rządowej nie zdołały w sobotę nad ranem porozumieć się co do przedłużenia misji i zerwały współpracę.
NATO obawia się, że za przykładem Holendrów pójdą inne kraje Sojuszu. Premier Jan Peter Balkenende wydaje się to rozumieć. - Chwila, kiedy Holandia jako pierwszy i jedyny kraj ogłasza, że nie przedłuży misji, wzbudzi zastrzeżenia w innych państwach, i to naprawdę mnie boli - mówił wczoraj w wywiadzie telewizyjnym. Decyzja Hagi ma również znaczenie dla Polski. Holendrzy stacjonują w prowincji, która bezpośrednio graniczy z obsadzoną przez nasze oddziały prowincją Ghazni. Wyjście Holendrów pozwoli rebeliantom na stworzenie na tych terenach tzw. bezpiecznych przystani (safe haven).
Przed ostatnimi wyborami Balkenende obiecał, że ostatni holenderski żołnierz opuści Afganistan przed końcem sierpnia. Później jednak, pod naciskiem USA i Wielkiej Brytanii, próbował zapomnieć o tej obietnicy. Ale jego koalicjant, przywódca Partii Pracy, a zarazem minister finansów Wouter Bos, nie zgodził się na kompromis. Zdaniem ekspertów rozpad rządu oznacza, że to Bos postawił na swoim i za pół roku po Holendrach nie będzie w Afganistanie śladu.
- Rząd przejściowy nie zdecyduje o utrzymaniu dłużej naszych wojsk. A po wyborach wpływy skrajnej prawicy i lewicy jeszcze bardziej wzrosną - mówił New York Timesowi Edwin Bakker, ekspert od bezpieczeństwa w Holenderskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Decyzja Hagi jest szczególnie kłopotliwa dla NATO. Holendrzy nie tylko mają w Afganistanie duży kontyngent (2000 żołnierzy), ale byli też odpowiedzialni za bezpieczeństwo jednej z ważniejszych prowincji w południowej części kraju - Uruzgan. Od początku kampanii zginęło 21 holenderskich żołnierzy. Australijczycy, którzy wspomagali Holendrów w misji, już zapowiedzieli, że nie przejmą odpowiedzialności za stabilność prowincji. - Jasno powiedzieliśmy NATO, że nie będziemy w stanie zastąpić Holendrów - oświadczył szef australijskiej dyplomacji Stephen Smith.
Decyzja Holendrów może mieć jednak znacznie poważniejsze konsekwencje niż bezpieczeństwo w Uruzganie. - Obawiam się, że holenderski przykład zachęci inne kraje europejskie do wycofania się z Afganistanu - uważa Julian Lindley-French, ekspert Holenderskiej Akademii Obrony w Bredzie.
Najbliżej takiej decyzji są Kanadyjczycy. Już w ubiegłym roku parlament przyjął uchwałę, w której domaga się wycofania kanadyjskich wojsk z Kandaharu w 2011 r. Jak jednak podkreśla minister spraw zagranicznych Lawrence Cannon, na razie rząd nie podjął w tej sprawie ostatecznej decyzji.
Szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini zapowiedział natomiast w ubiegłym tygodniu, że już w przyszłym roku rozpocznie się stopniowe wycofywanie kontyngentu Włoch z Afganistanu. - Podjęliśmy taką decyzję, bo poprosił nas o to prezydent Hamid Karzaj - komentował Frattini. Włosi niedawno zwiększyli liczbę swoich żołnierzy do 3800. To jeden z największych kontyngentów z Europy.
Równie burzliwa debata afgańska toczy się w Niemczech. Pod koniec tygodnia Bundestag będzie głosował nad zwiększeniem kontyngentu o 850 żołnierzy. Mimo zastrzeżeń Zielonych i sprzeciwu skrajnej lewicy pozytywna decyzja jest właściwie pewna. W ten sposób Niemcy będą miały aż 5350 żołnierzy w Afganistanie. Problem jednak w tym, że Berlin nie chce, aby brali oni udział w najbardziej niebezpiecznych operacjach na południu kraju.
@RY1@i02/2010/036/i02.2010.036.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Holendrzy stacjonują w prowincji Uruzgan. Graniczy ona z polską prowincją Ghazni
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu