Nobel zrobił Obamie dużą krzywdę
ROZMOWA
Uważam, że jest ona podwójnie kompromitująca. Słynna mowa do kadetów w West Point, w trakcie której prezydent ujawnił kulisy swojej decyzji w sprawie Afganistanu, była niefortunna. Nie da się nie zgodzić z koncepcją, że inne kraje NATO muszą się tam bardziej zaangażować. Ale prezydent swój apel przedstawił w tak mizerny i mało stanowczy sposób, że od razu Paryż i Berlin mogły powiedzieć "nie". I to jest pierwsza kompromitacja.
No właśnie. Niepokoi mnie to, że Obama, chcąc sprostać swoim obietnicom wycofania wojsk, nakreślił plan wyjścia, zaczynając od odwrotu pierwszego kontyngentu latem 2011 r. To najgorszy krok z możliwych. Myślę, że to w konsekwencji tak naprawdę podcina całą koncepcję zwiększenia liczby wojsk pod Hindukuszem. Prezydent zdradza nieprzygotowanie, lekceważy ludzki i ekonomiczny wysiłek wystawienia 35 tys. żołnierzy. Bo jeżeli wysyła się do Afganistanu nowy kontyngent z określoną datą powrotu, to jest to sygnał dla Al-Kaidy, że jeśli będą cierpliwi, to Amerykanie wyjadą i wszystko wróci do normy.
Tak. Prezydent jest rozdarty między głównodowodzącym misją ISAF w Afganistanie, generałem Stanleyem McChrystalem, który zna się na swoim fachu i potrzebuje żołnierzy, a wiceprezydentem Bidenem, który - jak klasyczny waszyngtoński demokrata - wolałby dyplomatyczne triki z Pakistanem. Dlatego uważam, że prezydent stoi w rozkroku między dwoma pomysłami, nie prześledził do końca logiki interesów strategicznych USA. W jego polityce jest mnóstwo ambiwalencji, myślenia życzeniowego. To działa na korzyść Al-Kaidy, która może przygotować własną strategię pod kątem amerykańskiej. To początek poważnego problemu dla nas.
I tak, i nie. Obama, obejmując urząd, zdecydował się w pewnych sprawach na prostą kontynuację polityki Busha. W marcu zeszłego roku wprowadzał w życie plany, które zostawiła na swoich biurkach poprzednia administracja. Patrząc na to z pewnej odległości, można przyjąć, że to właściwy kierunek, że Obama prezydent zmądrzał i nie wygaduje już truizmów, jak miał to w zwyczaju Obama kandydat. Ale jeżeli się dokładnie przyjrzymy temu, co robi, to dostrzeżemy brak konsekwencji, zagubienie. I tu wracamy do tego, o czym już mówiłem. Brak u szefa państwa tej stanowczości, jaką miał George W. Bush, zagraża naszemu bezpieczeństwu narodowemu.
Naszej dyplomacji za rządów Republikanów niczego nie brakowało, cokolwiek profesor Nye sądzi. Nie bardzo wiem, co tu odbudowywać. Demokraci po prostu chcieliby traktować jak partnera każdego - niezależnie od tego, jakich niegodziwości się dopuścił. W teorii wszystko gra. Senator może sobie opowiadać o dialogu. Ale jak się już jest prezydentem, to trzeba się zachowywać inaczej. Tu nie ma miejsca na górnolotne słowa. Dlatego też wielką pomyłką była Pokojowa Nagroda Nobla, przyznana podobno za nowy język dyplomacji. Dostrzegam w tym dyskretną prowokację. Komitet w Oslo chciał pokazać, jaką Amerykę po prostu lubi. Ale tu muszę wziąć w obronę prezydenta Obamę, bo przyznanie mu tej nagrody to w końcu nie jego wina. Jak pokazały sondaże Gallupa, dwie trzecie Amerykanów uważa, że to wyróżnienie jest na wyrost, co osłabia autorytet prezydenta. Norwegowie zrobili Obamie krzywdę.
Jakich osiągnięciach? On jest skupiony wyłącznie na sprawach wewnętrznych i jak każdy demokrata nie docenia wagi spraw międzynarodowych.
W kwestii kryzysu wiele się nie stało. Każdy ciągnie w swoją stronę i chroni własny rynek. Iran wydaje się zaś groźniejszy niż wcześniej. Coraz bardziej przekonujące dane dochodzą na temat tego, jak bardzo zaawansowane są prace nad ich bronią atomową. Proces pokojowy na Bliskim Wschodzie, który był istotny dla prezydenta Busha, ugrzązł. A co do Rosji... Nie mam pojęcia, czemu Obama chce pokazać Moskwie, jak bardzo jest słaby i gotowy do ustępstw.
Zwróciłbym uwagę na przynajmniej dwie sprawy. Po pierwsze administracja amerykańska chce ograniczyć własny potencjał nuklearny. To niepokojący sygnał, bo wytrąca nam z rąk jedno z podstawowych narzędzi utrzymywania kruchej równowagi w świecie. To obniża nasz autorytet w oczach aliantów, takich jak Izrael czy nawet kraje Europy. Tracimy kapitał, jaki daje nam nuklearny parasol. Druga sprawa to jest to, co pan nazwał pokazywaniem miękkiego brzucha. Trzeba przypomnieć, że Rosja w przeciwieństwie do nas wielu sojuszników nie ma. Nie bardzo wiem, po co składać Moskwie tak głęboki ukłon.
@RY1@i02/2010/019/i02.2010.019.000.013a.001.jpg@RY2@
John Bolton
Fot. AP
, były ambasador USA przy ONZ, były zastępca sekretarza stanu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu