Czołowi kandydaci Demokratów rezygnują z udziału w wyborach
Syn wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Josepha Bidena - Beau, który do niedawna był murowanym kandydatem do objęcia zwolnionego przez ojca fotela w Senacie, nieoczekiwanie wycofał się z wyborów.
To kolejny w ostatnich dniach ważny polityk Partii Demokratycznej, który rezygnuje z walki w listopadowych wyborach do Kongresu. Partia prezydenta Baracka Obamy obawia się klęski podobnej do tej, jaką Demokraci ponieśli w 1994 r. po niecałych dwóch latach rządów Billa Clintona.
Co więcej: w Stanach Zjednoczonych zalegalizowano prowadzenie wyjątkowo brutalnych kampanii, w których graczami są związane z wielkim biznesem i finansowane przez niego organizacje non profit. Zdaniem analityków kompromitacja w starciu z nimi może oznaczać nawet koniec kariery politycznej.
Katastrofa Demokratów
Wczorajsza decyzja prokuratora generalnego stanu Delaware Beau Bidena jest najbardziej dobitnym dowodem na to, że Demokraci spodziewają się jesienią katastrofy. - Wolę służyć mieszkańcom stanu Delaware, zajmując dotychczasowe stanowisko - mówił Beau Biden, któremu jeszcze pół roku temu sondaże dawały niemal stuprocentową szansę na objęcie senackiej schedy po ojcu. W ostatnich trzech tygodniach z walki o reelekcję wycofało się sześciu senatorów i kongresmenów Partii Demokratycznej, którym badania sondażowe wróżą w walce z republikańskimi kandydatami porażkę. Wśród nich m.in. senator Christopher Dodd z Connecticut, szef Komisji do spraw Banków, powszechnie obwiniany o klapę wykupu za pieniądze podatników toksycznych długów z Wall Street.
W jego ślady poszło też dwóch kongresmenów z Arkansas, którzy dotąd wygrywali w swoich okręgach przewagą ponad 70 proc. Ich szanse zniweczyła niepopularna w tym konserwatywnym stanie, lansowana przez prezydenta Baracka Obamę reforma systemu ochrony zdrowia.
Demokratów do polityki zniechęca też ostatnia zmiana w prawie dotyczącym sposobów finansowania kampanii wyborczych. W ubiegłym tygodniu federalny Sąd Najwyższy w wyroku w sprawie Citizens United przeciwko Federal Election Commission zniósł ograniczenia dla wielkich korporacji w finansowym wspieraniu przychylnych sobie kandydatów i zwalczaniu przeciwników.
Wielka korporacja albo biznesmen będą mogli powołać do życia organizację non profit i wpompować w nią miliony dolarów.
Z tego kapitału można legalnie fundować telewizyjne reklamy szkalujące pretendenta do Kongresu, który opowiada się np. za ograniczeniami przywilejów wielkiego biznesu.
Między młotem a kowadłem
- Demokraci, na których Obama wywiera presję, by przegłosowali reformę systemu bankowego i ograniczyli tym samym apetyty Wall Street, znaleźli się między młotem a kowadłem. Z jednej strony nie mogą wypowiedzieć posłuszeństwa prezydentowi, z drugiej muszą się liczyć z tym, że Goldman Sachs, Bank of America, Morgan Stanley, Citibank czy JP Morgan wydadzą krocie na zniszczenie ich, jeśli tylko odważą się podnieść rękę na przywileje finansjery - komentuje w rozmowie z nami Dante Scala, politolog z New Hampshire University.
tyle mandatów przewagi mają w Izbie Reprezentantów Demokraci nad Partią Republikańską
tyle mandatów znajdujących się w rękach Demokratów może w listopadowych wyborach przejść w ręce prawicowej opozycji
Radosław Korzycki
radoslaw.korzycki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu