Dziennik Gazeta Prawana logo

Obama przegrał w Massachusetts reformę służby zdrowia

27 czerwca 2018

Po sensacyjnym zwycięstwie Scotta Browna Republikanie będą mogli blokować w Senacie wszystkie inicjatywy prezydenta

Potężny cios dla Baracka Obamy w pierwszą rocznicę prezydentury. W Massachusetts - bastionie Demokratów - w wyborach uzupełniających do Senatu wygrał mało znany republikanin Scott Brown. W efekcie cały polityczny program prezydenta, z reformą systemu opieki zdrowotnej na czele, stanął pod znakiem zapytania.

Zwycięstwo Browna, który zajmie miejsce zmarłego w sierpniu Edwarda Kennedyego, oznacza, że Demokraci utracili w Senacie 60. mandat, czyli tzw. superwiększość. Pozwala ona na przełamywanie obstrukcji parlamentarnej, która polega na przeciąganiu w nieskończoność debaty nad projektem ustawy.

Forsowana przez prezydenta ustawa o reformie służby zdrowia i tak rodziła się w bólach. Obama, obejmując władzę, zapowiadał, że rewolucyjna jak na USA inicjatywa zostanie przyjęta przez obie izby Kongresu do końca 2009 r. Tymczasem Izba Reprezentantów i Senat zdołały jak do tej pory przegłosować tylko swoje - znacznie różniące się - wersje ustawy. Prace nad ich "sklejeniem" w jedną całość praktycznie nie ruszyły.

Teraz, gdy Partia Republikańska zyskała broń w postaci senackiej obstrukcji, szanse, że to się uda, są znikome. - Obawiam się, że można przyjąć założenie, iż ustawa o ochronie zdrowia może być martwa - przyznał w telewizji MSNBC demokratyczny kongresmen Anthony Weiner.

Teoretycznie Demokraci mają jeszcze kilka sposobów, aby uratować sztandarowy punkt programu Obamy, ale żaden z nich nie jest idealny. Mogliby błyskawicznie uzgodnić kompromisową dla obu izb wersję i przegłosować ją, jeszcze zanim Brown obejmie fotel w Senacie - lecz w kontekście listopadowych wyborów do Kongresu taki trik byłby politycznym samobójstwem. Inną opcją jest przyjęcie przez Izbę Reprezentantów wersji senackiej, co oszczędziłoby ponownego głosowania w Senacie. Jednak wielu demokratycznych kongresmenów się na to nie zgodzi. Wreszcie mogą przegłosować wersję senacką jako ostateczną, a następnie dokonywać w niej poprawek, gdyż te wymagają już tylko zwykłej większości. Ale to z kolei rozwiązanie żmudne, czasochłonne i blokujące wszystkie inne projekty.

To nie koniec legislacyjnych problemów Obamy. O ile Demokraci murem popierają prezydencką ideę objęcia ubezpieczeniem zdrowotnym wszystkich Amerykanów, to w przypadku drugiej najważniejszej obietnicy - ustawy o redukcji emisji gazów cieplarnianych - nawet oni są podzieleni. Izba Reprezentantów przyjęła projekt, lecz w Senacie nie ma on większości. Co więcej, może być już tylko gorzej. Skoro Demokraci przegrali w tak przychylnym im stanie jak Massachusetts (Republikanie poprzednio zdobyli tam mandat senatorski 38 lat temu), to po listopadowych wyborach układ sił w Kongresie z pewnością będzie jeszcze mniej korzystny dla prezydenta. A bez konkretnych sukcesów szanse Obamy na reelekcję nie będą duże.

@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.009a.001.jpg@RY2@

Republikanina Scotta Browna poparło 53 proc. głosujących w Massachusetts

Fot. AP

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Wyniki z Massachusetts musiały wprawić Demokratów w zdumienie: okazało się, że kompletnie nie docenili niezadowolenia ludzi ze stanu gospodarki i wątpliwości Amerykanów wobec forsowanej przez Obamę reformy zdrowia. Scott Brown przecież jednoznacznie zapowiedział, że ją zablokuje albo przynajmniej utrudni jej uchwalenie. Choć wybory w Massachusetts to nie referendum na temat roku prezydentury Obamy, nie mają jednak tylko lokalnego znaczenia. Wybór Browna to jednoznaczny sygnał dla Białego Domu: chcemy innej polityki. Jestem pewien, że administracja potraktuje ten sygnał bardzo - ale to bardzo - poważnie.Mimo wszystko ogłaszanie śmierci reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych wydaje mi się przedwczesne. Demokraci mają szansę przeforsować zarówno tę legislację, jak i inne ustawy, ale pod jednym warunkiem - że uda im się utrzymać jedność. Jakiekolwiek różnice stanowisk skończą się dla nich katastrofą.

Brookings Institution

@RY1@i02/2010/014/i02.2010.014.000.009a.002.jpg@RY2@

William Galston, Brookings Institution

Fot. Materialy prasowe

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.