Najmocniejszy cios talibowie wymierzyli własnym rodakom
Poniedziałkowy rajd talibów na Kabul siłą rzeczy przypomina nam wydarzenia sprzed roku, kiedy komando terrorystów zaatakowało Bombaj. Tyle że talibowie zorganizowali swoją operację z większym rozmachem: skierowali do walki większą grupę zamachowców, włączyli do niej samobójców i snajperów, dali im auta, wybrali znacznie lepiej chronione cele.
Tak jak w Bombaju również wczorajszy zamach w Kabulu to potężny cios wymierzony w służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo strategicznych obszarów miasta i najważniejszych polityków kraju. Nie ma wątpliwości, że konieczne będzie przeprowadzenie śledztwa, żeby wyjaśnić, w jaki sposób zamachowcy dostali się w pobliże tak newralgicznych celów. Luki w funkcjonowaniu systemu bezpieczeństwa muszą być poznane.
Poniedziałkowy zamach ujawnił też w pełni nowy dylemat NATO i sił amerykańskich w kraju: czy należy skupiać się na zapewnieniu bezpieczeństwa miastom - w których mieszka jednak większość Afgańczyków - czy też wciąż ścigać niewielkie grupki bojowników po odległych wioskach na południu i wschodzie kraju?
Jednak największy cios talibowie wymierzyli samym Afgańczykom i ich nadziejom na przyszłość. Mimo całej przemocy, jaka ma miejsce pod Hindukuszem, jeszcze niedawno opublikowano wyniki badań, z których wynikało, że większość z nich patrzy w przyszłość z większą ufnością niż wcześniej. Talibowie starają się zburzyć ten optymizm, pokazać, że bez ich zgody nie zapanuje spokój w tym kraju i że są zdolni przeprowadzać spektakularne akcje nawet pod nosem sił bezpieczeństwa. Dlatego zaatakowali w poniedziałek, w chwili kiedy prezydent zaprzysięgał ministrów swojego nowego gabinetu. Ta demonstracja bezwzględności miała pozbawić złudzeń zarówno rząd i jego zachodnich sprzymierzeńców, jak i przeciętnych Afgańczyków. Przesłanie jest proste - musicie poddać się naszym żądaniom.
@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.010b.001.jpg@RY2@
Paul Wilkinson
Fot. Materiały prasowe
dyrektor Centrum Studiów nad Terroryzmem i Przemocą Polityczną Uniwersytetu St Andrews
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu