Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

W najgorszym przypadku może być dwóch prezydentów

29 czerwca 2018

Ludzie ze sztabu wyborczego Julii Tymoszenko opowiadają DGP o strategii na zaplanowaną na 7 lutego drugą turę wyborów

Pierwszą turę przegraliśmy, co gorsza nie potrafimy udowodnić manipulacji wyborczych. Teraz szykujemy się na główne starcie siódmego lutego. W tej rundzie nie damy się ograć - takie opinie usłyszeliśmy wczoraj w sztabie Julii Tymoszenko.

Ludzie szefowej rządu nie kryli: jeśli Tymoszenko przegra nieznacznie, różnicą jednego, dwóch procent, i tak ogłosi się prezydentem. To samo planuje sztab Wiktora Janukowycza. W połowie lutego Ukraina może mieć zatem dwóch prezydentów elektów.

O tym, jakie scenariusze po drugiej turze szykuje Julia Tymoszenko, opowiadał nam wczoraj jeden z posłów jej bloku Andrij Szkil. Pochodzący z zachodu Ukrainy polityk brał udział we wczorajszym zamkniętym posiedzeniu klubu parlamentarnego, na którym omawiano strategię zwycięstwa.

- Weźmiemy pod lupę lokalne komisje wyborcze na wschodzie. Właśnie tam sztucznie zawyżano frekwencję i pracowano nad wynikiem dla Janukowycza - mówi nam Szkil. Pytany o powtórkę z rewolucji 2004 r. nie pozostawia złudzeń: - Majdanu nie będzie, dziś nie ma woli w Ukraińcach, by wychodzić na ulicę. Pozostają nam sądy i zakwestionowanie wyniku.

Nikt nawet nie kryje, że specjalne zadanie dostał sprzyjający pani premier szef MSW Jurij Łucenko. W pierwszej turze nie udało mu się złapać nikogo za rękę na manipulacjach, a Tymoszenko na konferencjach prasowych mogła jedynie gołosłownie powtarzać, że Janukowycz fałszował na wschodzie kraju. W drugiej turze Łucenko ma zebrać kwity potwierdzające tę tezę. I pozwolić pani premier zakwestionować wynik.

- W niedzielę urzędnicy w regionie łuhańskim i donieckim niemal odmówili wykonywania poleceń Łucenki. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał - mówi nam jeden ze sztabowców Tymoszenko. - W drugiej rundzie na wschodzie będziemy mieli o 50 proc. więcej ludzi w komisjach wyborczych. Już nie zrobią 99,9-proc. frekwencji - dodaje. Dla zniwelowania różnicy głosów taka taktyka jest kluczowa: obniżyć frekwencję na wschodzie, podwyższyć (nawet za pieniądze) na zachodzie.

Analitycy przekonują, że taki styl walki na wiele miesięcy zablokuje działanie państwa. Nawet jeśli nie będzie drugiego Majdanu, wlekące się procesy sądowe spowodują chaos. Pogłębi go dwóch prezydentów elektów. Do tego występujący w roli męża opatrznościowego, ratującego kraj przed anarchią, trwający na urzędzie Wiktor Juszczenko. I ogłaszający się jako jedyny konstytucyjny "prezydent tymczasowy" - marszałek Rady Najwyższej Wołodymyr Łytwyn.

O tym, że po drugiej rundzie będzie gorąco, doskonale wie zwycięzca pierwszej tury. Sztab Janukowycza już ściągnął do Kijowa setki zwolenników ze wschodu kraju. Na placu Łesi Ukrainki przed budynkiem Centralnej Komisji Wyborczej dowodzą, że lider Partii Regionów to prawdziwy i jedyny przywódca.

Jednak to, co wczoraj działo się w miasteczku namiotowym Partii Regionów, bardziej przypominało karykaturę rewolucji. Scenariusz doskonale znany: niebieskie flagi, chodzący w kółko przy minus dziesięciu stopniach zmarznięci ludzie, okrzyki wydawane przez animatorów protestu. Na mrozie mieszają się wykrzykiwane bez entuzjazmu: "Połtawa, Krzywy Róg, Zaporoże: nie damy odebrać zwycięstwa Janukowyczowi!"

Swój sztab zorganizowali w wojskowym namiocie vis-a-vis garkuchni, w której co godzinę wydawany jest makaron na ciepło. - To nasze centrum dowodzenia - mówią patetycznie organizatorzy. Błoto po kostki bardziej przypomina chlew niż sztab ludowego protestu. Ciemno, kilka plastikowych krzeseł i ogrodowych stolików. - Skąd jesteś? - pytamy trzydziestoletniego mężczyznę. - Z Ukrainy - odpowiada precyzyjnie. - Na długo tu przyjechałeś? Wzrusza ramionami.

Na zewnątrz, bliżej telebimów, na których non stop są wyświetlane patetyczne hasła w rodzaju "Obronimy uczciwe wybory", zaczepiamy dwie dziewczyny. Zdążymy się tylko dowiedzieć, że są z oddalonej o 80 km Białej Cerkwi, przyjechały na co najmniej tydzień i mieszkają u rodziny w stolicy. Dalszą rozmowę przerywa animator protestu w czarnej skórze. Pytania o to, czy za udział w protestach partia płaci, uznał za zbyt bezczelne.

Taki scenariusz karykaturalnej rewolucji nie obowiązuje jednak tylko niebieskich. Ludzie Tymoszenko doskonale zdają sobie sprawę, że aby mieć ludzi na ulicach, też będą musieli zapłacić. Też będą musieli kupić im bilety ze Lwowa, z Tarnopola czy Iwano-Frankowska. I zorganizować garkuchnię.

@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.009a.001.jpg@RY2@

Wyniki wyborów w 2004 i 2010 roku

@RY1@i02/2010/012/i02.2010.012.000.009a.002.jpg@RY2@

Konferencja prasowa premier Julii Tymoszenko tuż po ogłoszeniu wyników wyborów

Fot. AFP

korespondencja z Kijowa dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.