Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Niebieski kontratak Janukowycza

27 czerwca 2018

Pięć lat po pomarańczowej rewolucji lider Partii Regionów szykował się wczoraj do odebrania władzy Wiktorowi Juszczence, choć sondaże nie dawały mu szans na zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów prezydenckich

Wiktor Janukowycz długo czekał na ten dzień. Polityk upokorzony w 2004 r. przez "pomarańczową hałastrę" wraca w glorii zwycięzcy. Wczoraj stoczył bitwę w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Zwycięstwo ma być totalne. Tak samo jak totalna była porażka pięć lat temu. Nic nie może powstrzymać niebieskiej kontrrewolucji.

- To ostatni dzień pomarańczowej władzy. Wszyscy jej przedstawiciele: prezydent, premier i szef parlamentu, zdobyli łącznie mniej głosów niż Wiktor Janukowycz - mówiła wczoraj wiceszefowa Partii Regionów Hanna Herman. Wyniki exit polls natychmiast komentowała również Julia Tymoszenko. Szefowa rządu rozpoczęła już kampanię przed drugą turą: obiecała, że nie pozwoli, by "Ukrainą rządziła oligarchia".

Podawane wieczorem wyniki nie pozostawiały jednak złudzeń: 31,5 proc. dla Janukowycza, 27,2 proc. dla Julii Tymoszenko. Na trzecim miejscu czarny koń wyborów, a pięć lat temu szef sztabu Janukowycza, Serhij Tihipko, z wynikiem 13,5 proc. Urzędujący prezydent dostał kompromitujące 6 proc. Frekwencja zaś wyniosła 67,2 proc. Do późnego wieczora wynik uznał obóz Janukowycza i Juszczenki. Międzynarodowi obserwatorzy komentowali, że skala ewentualnych manipulacji była na tyle mała, że wybory można uznać za demokratyczne.

Ulica Wełyka Żytomyrśka. Ekskluzywny hotel Intercontinental. To tutaj swój sztab rozlokował Janukowycz. Scenariusz walki był przemyślany w każdym szczególe. Jeśli ktoś się odważy odebrać zwycięstwo Wiktorowi, na ulice wyjdą ludzie (pod budynkiem rządu i parlamentu na wszelki wypadek już wczoraj przy temperaturze minus dziesięć stopni rozstawiono namioty). Może niekoniecznie z własnej woli, tylko sowicie opłaceni. Jednak powtórki z przegranej nie będzie.

Ukraińcy właśnie na to czekali. W tym roku nawet w stolicy, która tradycyjnie głosuje na przeciwników Janukowycza, lider Partii Regionów ma mir. - Czekam na przywrócenie porządku. Nie chcę się już wstydzić za mój kraj. Głosuję na Janukowycza - mówi nam Ludmyła. - Tylko Janukowycz może zatrzymać ten chaos, zapoczątkowany w 2004 r. przez manifestujących na ulicach żuli - dodaje. W poprzednich wyborach deklarowanie poparcia dla "donieckiego" uznawano za obciach. Dziś jest powszechne. Janukowycz doskonale zdaje sobie sprawę, że nadszedł jego czas. - Głosuję za zmianami - rzuca do dziennikarzy. Zmiany to on.

Dom Ukraiński przy placu Jewropejśkim w Kijowie. W czasie pomarańczowej rewolucji miejsce było uosobieniem niebieskiego zła: to tu rezydowali przysłani przez Kreml PR-owcy. Historia jest jednak przewrotna. Dziś Dom Ukraiński to sztab... Juszczenki. DJ jak dawniej puszcza pomarańczowe pieśni rewolucyjne. Dziś jednak jedyne, co prezydent może ugrać, to dogadać się ze zwycięzcą w sprawie politycznej emerytury. Ewentualnie spróbować trwać w polityce jako przystawka Janukowycza. Ostatnim pomarańczowym zdolnym w jakikolwiek sposób zagrozić Janukowyczowi, jest Julia Tymoszenko, która już wezwała do zjednoczenia i wspólnej walki z "kandydatem o kryminalnej przeszłości", czyli Janukowyczem.

Jest tylko jeden problem. Brakuje chętnych na tę wojnę. Po rewolucyjnym entuzjazmie z 2004 r. nie ma śladu ani na ulicach, ani w lokalach wyborczych. - Frekwencja jest dużo niższa niż w trakcie poprzednich głosowań - mówił nam wczoraj po południu szef jednej z kijowskich komisji Ołeh Franczuk. Przyczyn rozczarowania nie trzeba długo szukać.

- W ostatnich wyborach głosowałam na Juszczenkę, tak ładnie mówił. Wszystko na nic. Niedawno podwyższono mi emeryturę o całe 60 kopiejek (20 groszy - red.). Nikt o nas nie dba i nie ma się komu poskarżyć - żaliła się nam Nina, która zmieniła swoje poglądy sprzed pięciu lat i tym razem poparła lidera komunistów Petra Symonenkę.

Wołodymyr wsparł zaś eksszefa parlamentu Arsenija Jaceniuka. - Młody, perspektywiczny, może nawet będzie się porządnie zachowywał - tłumaczy w rozmowie z nami. Ałła nie wie, na kogo zagłosuje w drugiej turze. O ile w ogóle zagłosuje: jej nazwisko zniknęło bowiem z list wyborców. - Właśnie idę to wyjaśniać do administracji dzielnicy - mówi. Na całej Ukrainie przypadków takich jak Ałły było wiele. We Lwowie i okolicach brakowało na listach mieszkańców całych budynków. Według części obserwatorów usuwanie ludzi z list wyborczych miało pomóc "zrobić wynik".

- Na wszystkie naruszenia będziemy odpowiadać pozwami do sądu - obiecywała w rozmowie z nami szefowa departamentu prawnego sztabu Juszczenki Lilia Ilkowa. Ilkowa opowiadała nam o sytuacji w Białej Cerkwi, 80 km na południe od Kijowa. W ponad 20 komisjach obwodowych tego 200-tys. miasta z posad zrezygnowali pracownicy wysunięci przez Janukowycza i powiązanych z nim tzw. kandydatów technicznych (m.in. Innę Bohosłowską i Wasyla Protywsicha). Region jest znany z niechęci do niebieskich. W 2004 r. aż 74 proc. mieszkańców miasta poparło Juszczenkę. Wycofując swoich ludzi, Janukowycz pozbył się kilkudziesięciu tysięcy głosów swoich przeciwników. - Jednak dopóki działa ponad 90 proc. komisji, wyborów nie można unieważnić - mówi Ilkowa.

Do kuriozalnej sytuacji doszło natomiast w jednej z komisji w Doniecku. Dzień przed wyborami zgłoszona przez sztab Serhija Tihipki szefowa komisji przy nazwiskach trzech kandydatów na wszystkich 596 kartach do głosowania postawiła pieczęć "zrezygnował". Komisja rozpoczęła pracę z trzygodzinnym opóźnieniem.

@RY1@i02/2010/011/i02.2010.011.000.008a.001.jpg@RY2@

Kampanię wyborczą Julii Tymoszenko miejscowe media ochrzciły mianem "wojny ojczyźnianej"

Fot. PAP/EPA

@RY1@i02/2010/011/i02.2010.011.000.008a.101.jpg@RY2@

Jak głosowali Ukraińcy

Zbigniew Parafianowicz

Michał Potocki

korespondencja z Kijowa

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.