Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Skok na bank, czyli reaktywacja korsarstwa

3 lipca 2018

Niedawne doniesienia o rosyjskich hakerach, którzy mogli wykraść z kont amerykańskich obywateli dziesiątki milionów dolarów, ożywiły dyskusje o bezpieczeństwie w sieci.

RBN, grupa podejrzana o dokonywanie cyberwłamań, była w przeszłości oskarżana o związki z Kremlem, co sprowokowało debatę o granice współpracy rządów z organizacjami przestępczymi.

Russian Business Network - pod tą niepozorną nazwą kryje się najgroźniejsza grupa hakerów na świecie. Korzystając z anarchii panującej w Runecie (rosyjskim internecie), RBN zdominował światowy rynek niemal wszystkich podejrzanych branż online. Pornografia, hazard, spam, ale i twardsze przestępstwa, takie jak phishing (wyłudzanie danych, np. haseł do kont bankowych). Jak podejrzewa FBI, to właśnie RBN mógł stać za wyssaniem z kont niczego niepodejrzewających obywateli dziesiątków milionów dolarów na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Zdaniem części analityków rosyjskie władze długo przymykały oko na działalność RBN dzięki swoiście pojętemu patriotyzmowi tych ostatnich. Hakerzy - prawdopodobnie powiązani z RBN - przypuścili m.in. spektakularny atak na system internetowy Estonii, po tym jak rząd w Tallinie zdecydował w 2007 r. o przeniesieniu z centrum stolicy na jej przedmieścia pomnika sowieckiego żołnierza. Sparaliżowanie urzędów i banków kosztowało ten niewielki kraj dziesiątki milionów euro.

Estoński szef MSZ Urmas Paet otwarcie oskarżył Kreml o koordynowanie ataków. Nie przedstawił jednak na to dowodów. Trudno zresztą je znaleźć - cała perfidia ataku typu DoS polega na tym, że uderzenie przeprowadzają zainfekowane przez wirusy komputery bez wiedzy ich właścicieli. Dlatego niezwykle trudno odnaleźć inicjatorów akcji, a tym bardziej udowodnić im winę.

Właśnie dlatego pokusa wykorzystania hakerów do celów politycznych jest tak ogromna. O ile zachodnie służby i koncerny zatrudniają ekshakerów w charakterze ekspertów ds. bezpieczeństwa, o tyle Chińczycy wolą wykorzystać ich w działalności szpiegowskiej. W grudniu południowokoreański dziennik Chosun Ilbo ujawnił, że niezidentyfikowani włamywacze wykradli plan działań US Army na wypadek inwazji Korei Północnej na Południe. Numery IP komputerów, z których korzystali hakerzy, były chińskie.

Wykorzystanie przestępców w służbie państwowej to nic nowego. Korzenie sięgają XV w., gdy monarchowie wynajmowali piratów do ataków na obcą flotę w zamian za możliwość zatrzymania części łupów. Najsłynniejsi korsarze byli Anglikami, a jeden z nich - sir Francis Drake - stanął nawet na czele drugiego w historii rejsu dookoła świata. Korsarstwo stało się powszechne z przyczyn ekonomicznych. Dzięki najemnikom państwa nie musiały bowiem inwestować w utrzymanie floty.

Nowszym, mniej znanym epizodem kohabitacji władzy i kryminalistów jest historia odrodzenia włoskiej mafii. Faszyści w latach 30. polityką represji doprowadzili syndykaty na skraj upadku. Po inwazji na Sycylię w 1943 r. alianci nie mieli jednak na kim oprzeć nowych władz lokalnych. Odrodzone struktury cosa nostry były jedynym kandydatem, zaś mafiosom łatwo było przedstawić się nieznającym włoskich realiów Amerykanom jako dysydenci ery Mussoliniego. Mafia zaprowadziła porządek na Sycylii, jednak koszty w postaci wszechogarniających wpływów czterech głównych organizacji mafijnych Włosi spłacają do dziś.

Na kryminalistach Amerykanie oparli się także, planując inwazję na Kubę. To właśnie chicagowskie syndykaty częściowo sfinansowały, zaś CIA zorganizowała inwazję w Zatoce Świń, która w 1961 r. miała obalić dopiero co powstały rząd Fidela Castro. Atak na Kubę zakończył się zawstydzającą porażką USA. Później amerykańskie służby wielokrotnie korzystały ze wsparcia półświatka przy konstruowaniu kolejnych nieudanych planów zabicia komunistycznego dyktatora. Mafia pomagała niebezinteresownie: Castro po przejęciu władzy znacjonalizował bowiem należące do niej majątki na wyspie.

taką sumę hakerzy ukradli z kont Royal Bank of Scotland

tyle dziennie przeznacza Pentagon na likwidację skutków ataków hakerów

chińskich studentów podziwia rodaków cyberprzestępców

michal.potocki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.