Łukaszenka zagra prywatyzacją
BIAŁORUSKI DYKTATOR tak ustawia przejęcia strategicznych firm przez Rosjan, by nadal mieć kontrolę nad spółkami. Tym razem może się jednak przeliczyć. Wiedząc, że reżim doszedł do finansowej ściany, przyjaciele z Moskwy będę grać ostro
W zamian za 3 mld dol. rosyjskiego kredytu Białoruś musi w ciągu trzech lat sprywatyzować zakłady warte 7,5 mld dol. - po 2,5 mld rocznie. Aleksander Łukaszenka zrobi jednak wszystko, by przekazanie przedsiębiorstw nie zakończyło się całkowitą utratą gospodarczej suwerenności.
Przede wszystkim Mińsk będzie się starał maksymalnie przedłużyć negocjacje prywatyzacyjne. Gra już się rozpoczęła. Łukaszenka twierdzi, że pogłoski o sprzedaży aktywów to prowokacja wrogich mediów. Jeśli zaś Rosjanie będą zbyt brutalnie naciskać, Mińsk może np. przywrócić zniesiony na fali liberalizacji w 2008 r. dekret o złotej akcji, zgodnie z którym państwo mogło przejąć na własność każdą firmę, jeśli leży to w jego interesie ekonomicznym. Tak jak w 2003 r. (jeszcze przed dekretem o złotej akcji), gdy usunięto rosyjską Bałtikę ze zmodernizowanego przez nią kosztem 11,5 mln dol. browaru Krynica. "DGP" analizuje spółki, które chcą kupić Rosjanie.
Na szczycie listy życzeń jest Biełtranshaz, który już dziś w 50 proc. należy do Gazpromu. Mińsk musiał sprzedać połowę udziałów, gdy na przełomie 2006 i 2007 r. Kreml zagroził wstrzymaniem dostaw gazu. Rosjanie zapłacili 2,5 mld dol. i tyle też Mińsk chciałby uzyskać i tym razem. Sytuacja się jednak zmieniła i Biełtranshaz nie jest już tak atrakcyjnym kąskiem, jak przed czterema laty, więc Mińsk może z mniejszym bólem pozbyć się aktywu. Od 2012 r., po oddaniu do użytku Nord Streamu, Białoruś już nie będzie mogła szantażować Moskwy, że nie prepuści jej gazu na Zachód. Sprzedaż Biełtranshazu, do której Gazprom - jak mówił wczoraj jego szef Aleksiej Miller - jest już gotowy, wypełnia rosyjskie żądania prywatyzacyjne na ten rok.
Dwa zakłady przetwarzające rosyjską ropę - w Nowopołocku i Mozyrzu - przez lata były główną siłą napędową białoruskiej gospodarki. Odkąd Rosja czterokrotnie podniosła ceny ropy dla Białorusi, w oczach zachodnich odbiorców utraciły większość swojej konkurencyjności. A będzie jeszcze gorzej, gdy Rosjanie w 2012 r. oddadzą do użytku naftociąg BTS-2 i zbudują własną rafinerię w porcie Ust-Ługa, położonym na północnym krańcu rury. W 2009 r. władze szacowały wartość obu rafinerii na 4 mld dol. Ich sprzedaż Rosjanom przy odpowiednim skonstruowaniu umów może być nawet na rękę Mińskowi, jeśli uda się przy okazji uzyskać dla nich obniżkę ceny ropy.
Kolejną perłą w koronie białoruskiej gospodarki żywo interesuje się rosyjski oligarcha Sulejman Kierimow. Tymczasem białoruskie złoża potasu eksploatowane przez Biełaruśkalij są największe w Europie. W 2010 r. Łukaszenka spotykał się z Kierimowem, jednak do transakcji nie doszło. Oligarcha zaproponował zbyt niską cenę za 51 proc. udziałów - 7,5 mld dol. Władze chciały co najmniej 10 mld. Według biznesowego, dobrze poinformowanego portalu AFN.by częściowa prywatyzacja może zostać przeprowadzona na zasadzie wymiany aktywów między Biełaruśkalijem a należącymi do oligarchy Silwinitem i Urałkalijem.
Eksperci typują, że pierwszą uzgodnioną transakcją będzie sprzedaż pakietu kontrolnego operatora komórkowego MTS, w których już dziś Rosjanie mają 49 proc. udziałów. Za brakujące 51 proc. państwowy Biełtelekom mógłby uzyskać 600 mln dol. MTS, z którego usług korzysta 4,7 mln Białorusinów, jest przykładem firmy, której sprzedaż nie wzbudzi większych konfliktów politycznych, ponieważ nie jest zaliczana do aktywów strategicznych.
Miński producent, którego autobusy cieszą się dużym uznaniem w krajach postsowieckich i rozwijających się (służą też w kieleckim MPK), miałby się połączyć z tatarskim Kamazem. Taką propozycję złożył Białorusinom już w lutym szef koncernu Rostiechnołogii, które w Kamazie posiadają 49,9 proc. udziałów. Fuzja miała polegać na przekazaniu przez władze 100 proc. akcji MAZ w zamian za niewielki pakiet w kazańskim zakładzie. Wówczas Rosjanie oceniali wartość mińskiej fabryki na 1/4 wartości Kamaza, wynoszącej 2 mld dol. Białoruś odmówiła, proponując w zamian utworzenie holdingu, w którym obie strony miałyby po 49 proc. akcji. Tę propozycję z kolei odrzucili Rosjanie. Żądania Kudrina mogą skłonić obie strony do powrotu do rozmów.
Udziałami w państwowym ubezpieczycielu Biełdziarżstrach, wartym według szacunków Centrum Misesa 1,2 mld dol., interesował się swego czasu PZU. Kontrola nad nim - a także nad kluczowymi instytucjami finansowymi, z wartym być może 7 - 10 mld dol. Biełarusbankiem na czele - dałaby Rosji możliwość pogłębionej analizy rzeczywistej sytuacji gospodarczej na Białorusi. Wśród możliwych inwestorów wymienia się Rosgosstrach, Sbierbank i WTB.
@RY1@i02/2011/109/i02.2011.109.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Łukaszenko dostanie od Putina 3 mld dol. kredytu
Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu