Koalicja do rozmontowania Schengen
WRÓCI KONTROLA na granicach państw strefy Schengen. Kłopoty z afrykańskimi imigrantami to wygodny pretekst
Unia Europejska zmienia porozumienie z Schengen. Ministrowie spraw wewnętrznych "27" ustalili wczoraj warunki przywracania kontroli na granicach wewnątrz Wspólnoty. Ostateczna decyzja będzie podjęta podczas czerwcowego spotkania przywódców UE. Architektami zmian są Francuzi w koalicji z Niemcami, Danią i Włochami.
Komisja Europejska zastrzegła, że decyzja o czasowym przywróceniu kontroli na granicy wewnętrznej strefy Schengen musi być "wspólnotowa". - Pojedynczy kraj UE nie powinien podejmować decyzji o przywróceniu kontroli, bo może to wywołać reakcję łańcuchową - mówił węgierski minister spraw wewnętrznych Szandor Pinter.
Dzień wcześniej Dania poinformowała, że kraj ten - by walczyć z przestępczością - przywraca kontrole celne na swoich granicach z Niemcami i Szwecją.
Do tej pory swoboda przekraczania granic mogła być wstrzymana na 30 dni tylko w przypadku zagrożenia wewnętrznego. W praktyce kontrole były przywracane w trakcie wielkich imprez sportowych. Niemcy zdecydowały się na taką inicjatywę w trakcie mistrzostw świata w piłce nożnej w 2006 roku. Berlin podjął jednak decyzję po konsultacjach z Komisją Europejską.
W nowym układzie każdy kraj będzie mógł przywrócić kontrole na swoich granicach także w sytuacji, gdy inne państwo nie będzie w stanie zabezpieczyć granic zewnętrznych Wspólnoty. I to bez z góry określonego limitu czasowego.
To bezpośredni skutek emigracji od początku roku około 26 tysięcy Tunezyjczyków do Włoch. Aby pozbyć się problemu, wbrew unijnym regulacjom rząd Silvio Berlusconiego przyznał im czasowe prawo pobytu, dzięki czemu mogli bez przeszkód pojechać do Francji. Paryż zareagował przywróceniem kontroli na granicy z Włochami, także wbrew regulacjom Schengen.
Takie rozwiązanie oburza większość klubów europarlamentu. - Schengen jest jednym z największych osiągnięć Unii. Jeśli zostanie zlikwidowany, cała konstrukcja integracji runie - podkreśla Manfred Werner, wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej.
Eksperci wskazują, że w zeszłym roku Unia przyznała prawo do azylu 190 tys. emigrantom spoza Wspólnoty, co nie wymusiło reformy Schengen. W Unii od lat każdego roku przybywa ok. miliona nielegalnych imigrantów, co też nie powoduje zmian regulacji o swobodnym przemieszczaniu się osób.
Francusko-włoski pomysł z poparciem Niemiec niemal na pewno wejdzie w życie. - Schengen nie przewiduje sytuacji, w której granice zewnętrzne nie są właściwie chronione. Tę lukę trzeba uzupełnić - powiedział przed wczorajszym spotkaniem niemiecki minister spraw wewnętrznych Hans-Peter Friedrich.
Rumunia i Bułgaria miały przystąpić do strefy Schengen wiosną tego roku. Tak się jednak nie stanie. Sprzeciwiają się temu Niemcy, Francja, Holandia i Finlandia. Akcesja wymaga zaś jednomyślnego poparcia wszystkich państw, które już należą do porozumienia.
Oficjalnym powodem odmowy jest wciąż słaba kontrola przez rumuńskie i bułgarskie władze przeszło dwóch tysięcy kilometrów granic zewnętrznych Wspólnoty, za jakie w przyszłości byłyby odpowiedzialne Sofia i Bukareszt. To nie wszystko. Zdaniem Francuzów i Niemców problemem jest także daleko posunięta korupcja służb celnych obu krajów, a w szczególności Rumunii.
Rumuni uważają jednak, że padli ofiarą rosnących wpływów skrajnej prawicy w Europie i obaw przed napływem imigrantów, szczególnie Romów.
Od lutego Bukareszt przeprowadził spektakularną akcję zatrzymania 185 celników oskarżonych o przyjmowanie łapówek od przemytników zajmujących się w szczególności przewozem papierosów i alkoholi. Z tego samego powodu do dymisji podał się szef rumuńskich służb celnych Radu Marginean.
- Ci, którzy uważają, że Rumunia jest do cna skorumpowana i nie da się tej choroby wyleczyć, w działaniach rządu będą widzieli tylko potwierdzenie swoich obaw. Na nich żadne reformy nie zrobią wrażenia - uważa Cristian Ghinea, dyrektor Centrum Polityki Europejskiej w Bukareszcie.
Rumunia i Bułgaria, dwa najbiedniejsze kraje Unii, muszą zostać jednocześnie przyjęte do porozumienia z Schengen. W przeciwnym wypadku konieczne byłoby uszczelnienie wielkim kosztem granicy dzielącej oba państwa.
J.Bie.
@RY1@i02/2011/092/i02.2011.092.000.012a.001.jpg@RY2@
Fot. Corbis FotoChannels
Zachodnie kraje boją się niekontrolowanego napływu uciekinierów z objętej rewolucją Afryki
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu