Kaddafi szykował zmianę sojuszy. Dlatego musi zginąć lub uciekać z kraju
@RY1@i02/2011/056/i02.2011.056.000.008b.001.jpg@RY2@
Władimir Isajew | politolog, znawca Libii z Rosyjskiej Akademii Nauk
Neutralność państw BRIC i Niemiec to czysto pragmatyczna decyzja. Poza tym wciąż za wcześnie na oceny, w jakim kierunku potoczy się wojna. Nawet po upadku Kaddafiego nie sądzę, by Berlin stracił wpływ na europejską politykę bezpieczeństwa.
Jeszcze przed wybuchem rewolty w Libii Muammar Kaddafi na spotkaniu z dyplomatami takich państw jak Rosja, Chiny i Indie, zaproponował zastąpienie dominujących w libijskim sektorze naftowym firm francuskich czy włoskich przez koncerny z państw BRIC. Tymczasem libijska ropa zajmuje 10 proc. w bilansie energetycznym Unii Europejskiej. Spełnienia gróźb Kaddafiego o zmianie sojuszy najmocniej uderzyłyby w pozycję takich państw jak Włochy i Francja. Czyli architektów interwencji.
Fizyczna likwidacja Kaddafiego bardzo pomoże wojskom międzynarodowej koalicji. Ale interwencja jest mocno opóźniona. Trzeba było się decydować, gdy w rękach powstańców było 75 proc. terytorium. A nie - jak teraz - zaledwie czwarta część Libii. W dodatku samo bombardowanie nie rozwiąże problemów.
Libijska ropa to jedynie 2 proc. światowego eksportu. W skali Europy dużo. W skali całego świata już nie. Brak dostaw z Libii da się zastąpić. Świat musi szykować się na znacznie bardziej bolesne w skutkach przewroty: w Bahrajnie, Arabii Saudyjskiej, Jemenie czy roponośnej Nigerii.
Rozmawiała Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu