Kaddafi buduje nowe sojusze
ZAMIANA MIEJSC - Rosja, Chiny, Indie i Niemcy wypierają z Afryki Płn. tradycyjnych graczy: Francję i Włochy
Podczas gdy oddziały Muammara Kaddafiego odzyskują kontrolę nad kolejnymi miastami na wschodzie kraju, UE i USA dają do zrozumienia, że nie dojdzie do interwencji wojskowej w Libii. Dyktator z kolei w wywiadach mówi, które koncerny po wojnie wyrzuci z kraju, a z którymi będzie robił interesy. Najwięcej stracą Francja, Włochy i Wielka Brytania. Zyskają sprzeciwiający się interwencji w Libii - Niemcy, Rosja, Chiny i Indie. Zresztą ostatnie trzy kraje nawet po nałożeniu embarga na Trypolis przez ONZ prowadziły interesy z dyktatorem.
Najbardziej zainteresowany wejściem do Libii i innych krajów Afryki Płn., w których doszło do rewolt - jest Berlin. Niemcy jako państwo eksporter po pierwsze szukają nowych rynków zbytu, po drugie nowych dostawców surowców energetycznych. W lutym szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle odwiedził Tunezję i Egipt, obiecując 120 mln euro przez dwa lata na wsparcie miejscowego biznesu w tych krajach. Westerwelle zaproponował również Afryce pakt Północ-Południe, a ministerstwo gospodarki opracowało plan działań w tym regionie. Szef MSZ umiejętnie przy tym lawirował, jeśli chodzi o krytykę Libii. W tym samym czasie Angela Merkel dawała jasno do zrozumienia, że jest przeciw strefie zakazów lotów nad Libią i przeciw interwencji w tym kraju. Podobnie zachowywały się Rosja, Indie i Chiny.
Francja, Wielka Brytania i Włochy odwrotnie. W przypadku Libii odcięły się od Kaddafiego. Brytyjscy dyplomaci ochraniani przez oddział sił specjalnych SAS nawiązali w Benghazi kontakty z rebelianckim rządem, później uznając go za jedyną władzę w kraju. Francja też uznała rebeliantów i uchodzi za jastrzębia w UE, ONZ i G8 w sprawie interwencji wojskowej przeciw Kaddafiemu. Włosi, którzy jeszcze niedawno nie stronili od kontaktów z dyktatorem - przez ostatnie tygodnie naciskali na jego jak najszybszą dymisję. Obawiali się, że nowe władze za sojusz z Kaddafim przestaną handlować z Rzymem ropą.
Kaddafi zapamiętał, kto zdradził. W wywiadzie dla RTL mówił: "Niemcy przyjęły odpowiedzialne stanowisko i to Niemcy, a nie Francja, powinny mieć stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ".
- Nie ufamy zachodnim ambasadorom, którzy przeciw nam spiskowali. Nie ufamy zachodnim firmom. Będziemy teraz inwestować w Rosji, Indiach i Chinach. Nasze kontrakty naftowe otrzymają rosyjskie, chińskie i indyjskie firmy - dodał. Sarkozy’ego nazwał przy tym szaleńcem. We włoskim dzienniku "Il Giornale" żalił się na swoich sojuszników. - Jestem naprawdę zaszokowany postawą moich europejskich przyjaciół. W ten sposób zaszkodzili serii wielkich porozumień w sprawie bezpieczeństwa, a także współpracy gospodarczej - mówił.
Rosjanie, Chińczycy i Hindusi jeszcze na początku tygodnia wahali się, jak ustosunkować się do władz w Trypolisie. W poniedziałek dziennik "Financial Times" pisał, że rebelianci z Benghazi szantażują Moskwę, Pekin i Nowe Delhi zerwaniem kontraktów, jeśli te trzy stolice nie uznają ich za jedyny i prawowity rząd Libii. Rosja, Chiny i Indie powstrzymały się jednak od jednoznacznych deklaracji.
Wczoraj oddziały Kaddafiego szykowały się do oblężenia Benghazi - bastionu rebelii. Jeśli dyktator odzyska kontrolę nad krajem w Libii, dojdzie do prawdziwej rewolucji. Będzie ona dotyczyła ustalenia nowych kontrahentów, z jakimi układa się reżim.
@RY1@i02/2011/053/i02.2011.053.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP/East News
Przeciwnicy Kaddafiego walczą z jego zwolennikami w Ras Lanuw
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu