Jak być kochanym przez naród i rynki
Jeszcze do niedawna wydawało się, że Andrusa Ansipa pozytywnie zapamiętają jedynie agencje szacowania wiarygodności kredytowej, które - jak Standard & Poor’s - przyznały niedawno Estonii rating A. Stało się jednak coś, co może być dobrą lekcją dla tych, którzy boją się porządkowania finansów publicznych. Jego Partia Reform utrzymuje poparcie 1/3 wyborców, a sam Ansip najpewniej po raz drugi zostanie premierem.
Niepozorny chemik z doświadczeniem bankowca dowiódł, że nie zawsze jest ważne tylko tu i teraz, a wyborcy potrafią również docenić długofalowe strategie, które nie przynoszą korzyści natychmiast. Bo jak inaczej ocenić dobry wynik partii serwującej plan oszczędnościowy doprowadzający bezrobocie do poziomu 14 proc., obcinający pensje w budżetówce o 10 proc. i zamrażający emerytury?
Wynik Ansipa staje się bardziej zrozumiały z innej perspektywy. Po pierwsze Estonia od 1 stycznia jest 17. krajem strefy euro. Po drugie w ostatnim kwartale 2010 r. gospodarka urosła o 6,6 proc., licząc rok do roku, co daje jeden z najlepszych wyników w Europie. Bezrobocie zaczęło spadać, a gospodarce estońskiej po kuracji bliżej do konkurencyjności Szwecji niż marazmu Litwy czy Łotwy.
Tallin jeszcze niecałe trzy lata temu był w gronie europejskich bankrutów. Dziś jako jeden z ostatnich krajów byłego bloku wschodniego załapał się do ekskluzywnego klubu decydującego o kształcie Europy. Ten sam polityk jest pierwszym premierem Estonii, o której można powiedzieć, że jest bliżej Skandynawii niż tworu określanego mianem "republiki bałtyckie". Ansip zagrał va banque. I wygrał.
@RY1@i02/2011/045/i02.2011.045.000.002e.001.jpg@RY2@
Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew Parafianowicz
zbigniew.parafianowicz@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu