Budżet po 2013. nie może zwijać Europy
JANUSZ LEWANDOWSKI: Nie jestem zwolennikiem naruszania suwerenności fiskalnej krajów Europy, ale widzę problem finansowania Unii
Krążąc po Europie, usłyszałem, iż jedna z gazet rozpowszechnia fałszywe informacje na temat mojej roli w układaniu budżetu. Nie mniej zdziwiony był przewodniczący Barroso. Bowiem rzecz dzieje się na zasadzie najwyższego zaufania między nami. Przymiarki do budżetu poza mną zna wąskie grono osób. Ogłosimy je w czerwcu, po uzyskaniu akceptacji kolegium komisarzy i wtedy rozpoczną się negocjacje z rządami i Parlamentem Europejskim.
Catherine jest znakomitym partnerem w tym trudnym przedsięwzięciu. Mój gabinet opracował wraz z nią instrukcję, która minimalizuje ryzyko wycieku poufnych informacji.
Różnica jest zasadnicza. W 2004 r. ekipa Barroso odziedziczyła od poprzedniego szefa Romano Prodiego projekt budżetu, który był koncertem życzeń. Przez to nie był potem potraktowany jako realny punkt wyjścia w negocjacjach międzyrządowych. Państwa, zwłaszcza najbogatsze, ustaliły własny punkt wyjścia w postaci 1 proc. PKB. Dlatego tym razem przyjęliśmy odmienny tryb pracy. Najpierw definiujemy to, co według nas jest ambitne i realistyczne dla UE w warunkach kryzysu. Moje zadanie, istotne zwłaszcza dla biedniejszej części Europy, polega na tym, by ogłoszenie wyników prac w czerwcu zostało uznane za ambitne, tj. uwzględniające rosnące kompetencje Europy, jak współpraca energetyczna czy polityka imigracyjna, a jednocześnie realistyczne dla płatników netto. Tak, by te kraje nie chciały rozpoczynać negocjacji w oparciu o inny, zapewne znacznie gorszy punkt wyjścia.
Najważniejsza jest współpraca tych organów i przywódców, którym zależy na budżecie budującym, a nie zwijającym Europę. Na szczęście udało się zneutralizować próby ograniczenia naszego pola manewru przez konkluzje Rady Europejskiej. Mamy list pięciu krajów reprezentujących 51 proc. składki budżetowej i wzywających do cięć, ale on nie mówi na szczęście o 1 proc. PKB. List, jeden z parametrów branych przez nas pod uwagę, jest podatny na bardziej elastyczne interpretacje.
Musimy spojrzeć także na stronę dochodową budżetu, co budzi zrozumiałe niepokoje. Prywatnie nie jestem zwolennikiem nowych podatków. Unia nie ma własnych uprawnień podatkowych zgodnie z żelazną zasadą "no taxation without representation". Każda decyzja dotycząca finansowania budżetu musi być podjęta jednomyślnie przez 27 krajów członkowskich, po czym przez nie ratyfikowana. Nigdy nie byłem zwolennikiem naruszania suwerenności fiskalnej państw UE. Natomiast zauważam realny problem. Wielu ministrów finansów mówi mi, że chciałoby zmniejszyć swoją składkę do budżetu, która obecnie wnosi 76 proc. wpływów. W tym jest pośrednia zachęta do szukania nowych źródeł finansowania UE.
Żyjemy dziś w innej Europie.
Wydatki na rolnictwo i spójność trzeba obronić w nowej sytuacji, gdy podatnicy Unii muszą składać się nie tylko na europejski budżet, lecz także na pakiety ratunkowe dla zagrożonych krajów strefy euro. Potrzebne jest mądre wyważenie interesów 27 krajów. Nie jesteśmy np. w stanie zapewnić Europie jednolitej stawki dopłat do hektara z tego prostego powodu, że to dramatycznie pogorszyłoby pozycję płatników netto, nie dając szans na porozumienie. Możemy ograniczać kolosalne różnice w dopłatach, ale jedna stawka jest niemożliwa. Podobnie w polityce spójności - będzie przesunięcie w stronę Europy Środkowej i Wschodniej, ale też tak zaplanowane, by nie spowodowało to buntu Niemców, Szwedów, Hiszpanów czy Holendrów. Bo oni też się muszą wytłumaczyć przed swoim elektoratem. Tym bardziej że dotychczas największe transfery z polityki spójności szły w rejon Morza Śródziemnego, który wymaga od tych samych podatników drugiego rodzaju solidarności, o której mówiłem, czyli solidarności ratunkowej. Poza tym muszę wygospodarować też środki na politykę zagraniczną, badania, na co naciskają kraje niekorzystające z polityki spójności.
To oznacza zasadniczy remont Eurolandu, który powinien być uważnie obserwowany z Warszawy. Polska dała silny głos na rzecz budowania mechanizmów angażujących 27 krajów, a nie tylko państwa strefy euro. Jako kraj cieszący się dobrą opinią nie chcemy być członkiem drugiej kategorii. W tej chwili ten kierunek nie jest taki, jakiego się spodziewałem w 2010 r. Wtedy mi się wydawało, że wszystkie pakiety ratunkowe będą uwzględniały budżet europejski w roli gwaranta. W tej chwili raczej przyjęto metodę międzyrządową. Budżet zaś będzie zbiorem narzędzi typu kij i marchewka, dyscyplinujących finanse państw członkowskich. To dobra i zła wiadomość. Bałem się nadmiernego zaangażowania budżetu jako gwaranta, ale to też znak czasu, że Europa staje się niestety coraz bardziej międzyrządowa.
@RY1@i02/2011/031/i02.2011.031.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Grzędzinski
Janusz Lewandowski, komisarz UE do spraw budżetu
rozmawiał Michał Potocki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu