Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Węgry nie chcą się poddać kolejnym naciskom Unii

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

BUDAPESZT JEST KRYTYKOWANY za protekcjonizm przez państwa, które same nie są od niego wolne, i za ustawę medialną przez osoby, które jej nawet nie czytały

Przewodzące obecnie Unii Węgry nie zamierzają ustępować w sporze z Komisją Europejską i zmieniać nowo wprowadzonych ustaw, które przez kilka zachodnich stolic uważane są za kontrowersyjne.

- Nie ma potrzeby zmieniania węgierskiego prawa tylko dlatego, że jest ono przedmiotem krytyki za granicą. Zanim zaczniemy krytykować, poczekajmy i zobaczmy, jak przepisy będą działać. Jesteśmy przekonani, że spełnią swoje zadanie - powiedział wczoraj w publicznym radiu Zoltan Kovacs, sekretarz stanu w ministerstwie administracji i sprawiedliwości.

Słowa Kovacsa dotyczyły ustawy medialnej wprowadzającej nadzór nad publikacjami elektronicznymi i kary za niewyważone publikacje.

- Nowe prawo jest niedopuszczalne. Węgry muszą je wyjaśnić, a komisja musi działać - oburzał się Guy Verhofstadt, były premier Belgii, dziś szef frakcji liberałów w Parlamencie Europejskim. Sprawa będzie wprawdzie dyskutowana podczas piątkowego spotkania rządu węgierskiego z przedstawicielami komisji, jednak gabinet Viktora Orbana nie zamierza ustępować. Węgrzy zwracają przy tym uwagę, że osoby, które krytykują ustawę, najczęściej nawet nie znają jej treści, bo nie została jeszcze przetłumaczona na angielski. - To bardzo niefortunne, że wszyscy zaczęli drążyć ten temat, zanim przeczytali, co jest w ustawie - mówiła wczoraj Enikoe Gyoeri, sekretarz stanu ds. europejskich.

Nieco podobnie wyglądają pozostałe kwestie, które budzą kontrowersje w Brukseli: podatek nałożony na kilka sektorów, co głównie uderzyło w zagraniczne koncerny, oraz niezależność banku centralnego. Na wniosek 13 firm z Francji, Niemiec, Austrii, Holandii i Czech (m.in. Axa, RWE, E.ON, Deutsche Telekom, OMV, ING, Aegon i CEZ) komisja rozpoczęła w poniedziałek wyjaśnianie nadzwyczajnego podatku, który rząd Orbana nałożył na sektory energetyczny, telekomunikacyjny i handlowy, co ma pomóc w zmniejszeniu deficytu budżetowego.

Wprowadzony na trzy lata podatek, który będzie pobierany od rocznych dochodów, ma przynieść fiskusowi 582 mln euro rocznie.

- Podatki, które głównie dotykają zagraniczne firmy, są problemem dla unijnego rynku wewnętrznego - mówił w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung" niemiecki minister gospodarki Rainer Bruederle. Orban wyjaśnia, iż polityka oszczędnościowa poprzedniego rządu tak mocno uderzyła w zwykłych ludzi, że nie można ich jeszcze bardziej obciążać kosztami wychodzenia z kryzysu.

Wzrost gospodarczy Orban chce przywrócić przez obniżenie podatków od osób fizycznych i małych firm.

- Nie oczekuję od nich (koncernów), aby były z tego zadowolone. Pytanie brzmi - jak wiele wolności gospodarczej można mieć w UE. My uważamy, że każdy kraj ma w pewnych ramach prawo do wolności gospodarczej i własnych metod - mówi Enikoe Gyoeri.

Zresztą te same państwa, które zarzucają Węgrom protekcjonizm, same nie są od niego wolne. Niedawno głośna była sprawa kontraktu na wagony dla Eurostara. Niemcy broniły zasad wolnej konkurencji, gdy okazało się, że przetarg wygrał Siemens, a nie francuski Alstom, a w tym samym czasie blokowały przejęcie koncernu budowlanego Hochtief przez Hiszpanów, uzasadniając to strategicznym znaczeniem firmy.

@RY1@i02/2011/003/i02.2011.003.000.009a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Orban: Nie można jeszcze bardziej obciążać zwykłych ludzi

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.