Azja: rywalizacja czy biznes
Chiny, Japonię i Koreę Płd. może połączyć gospodarka
Nowy rok może być nowym otwarciem w stosunkach między trzema wielkimi potęgami Azji Wschodniej - Chinami, Japonią i Koreą Południową. Pod warunkiem że ich przywódcy skupią się na gospodarce, która jest dla tych państw bardziej palącą kwestią, niż na wzajemnej rywalizacji.
W ciągu niespełna półtora miesiąca we wszystkich tych trzech krajach doszło do zmiany władz. Najpierw, w listopadzie, na nowego przywódcę Chin namaszczony został Xi Jinping (na razie jest szefem partii komunistycznej, funkcję prezydenta obejmie w marcu). W połowie grudnia wybory w Japonii wygrała opozycyjna Partia Liberalno-Demokratyczna, której lider Shinzo Abe powrócił na fotel premiera. Wreszcie trzy dni później w wyborach prezydenckich w Korei zwyciężyła Park Geun-hye.
Dla stosunków w regionie, które są pełne historycznych zaszłości i nieufności trudno o bardziej wybuchową kombinację. Nie dość, że Abe i Park startowali w wyborach z bardziej nacjonalistycznym programem niż ich konkurenci, to jeszcze każdy z trójki nowych przywódców ma własne, rodzinne obciążenia historyczne. Xi Jinping jest synem jednego z czołowych towarzyszy Mao Zedonga, który wraz nim wyzwalał Chiny spod japońskiej okupacji. Abe jest wnukiem jednego z wojennych ministrów, który zarządzał okupowaną Mandżurią, zaś Park jest córką byłego - autorytarnego - przywódcy kraju, za czasów którego zaczęła się rozwijać południowokoreańska gospodarka.
W ciągu ostatniego roku do nierozwiązanych problemów historycznych doszła cała seria nowych, z których najważniejszą sprawą była eskalacja japońsko-chińskiego sporu o archipelag bezludnych wysepek Senkaku/Diaoyu i będąca jej efektem fala antyjapońskich protestów w Chinach. Dodatkowo sytuację w regionie komplikuje tradycyjnie Korea Północna, która niemal w przededniu południowokoreańskich wyborów przeprowadziła próbę z rakietą balistyczną dalekiego zasięgu.
Mimo wszystko nowi przywódcy mogą dokonać nowego otwarcia. Łączy ich to, że priorytetem jest dla nich - a przynajmniej powinna być - gospodarka. Abe już zapowiedział jej rozruszanie przy pomocy pakietu stymulacyjnego oraz poluzowanie polityki monetarnej. Celem chińskich władz na przyszły rok jest utrzymanie wzrostu gospodarczego na poziomie co najmniej 7,5 proc., a w szerszej perspektywie także przeorientowanie gospodarki, tak aby podstawą rozwoju nie były już tania siła robocza i eksport, lecz konsumpcja wewnętrzna. Korea Południowa z kolei też zmaga się ze słabnącym tempem wzrostu i zmniejszającym się eksportem.
Pomimo uprzedzeń wszystkie kraje potrzebują siebie nawzajem - Chiny są największym partnerem handlowym Japonii i bojkot japońskich towarów w związku ze sporem o Senkaku/Diaoyu był jednym z powodów, przez które wpadła ona w recesję. W minionym roku Pekin i Tokio zawarły umowę o rozliczaniu wzajemnych transakcji w juanach, a nie jak dotychczas w dolarach. Na dodatek wszystkie trzy kraje prowadzą rozmowy o utworzeniu strefy wolnego handlu. Paradoksalnie nawet nowy układ personalny może w tym pomóc - dla Chińczyków Abe może być wrogiem, ale jest wrogiem, którego znają, bo LDP rządziła Japonią przez prawie cały okres powojenny, a ostatni trzyletni okres władzy Partii Demokratycznej był czymś zupełnie nowym i nieznanym.
Celem Chin na 2013 rok jest wzrostu na poziomie 7,5 proc.
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu