Steinbrueck. Warto o nim pamiętać
Przyzwyczailiśmy się traktować Angelę Merkel jako konstans w europejskiej polityce antykryzysowej. Proponuje, blokuje, rozdaje karty. A co, jeśli "Angie" zabraknie? W którą stronę pójdzie nowy unijny hegemon? Od kilku dni wiemy na ten temat trochę więcej.
Peer Steinbrueck. Tak brzmi nazwisko głównego rywala Merkel w wyścigu o fotel kanclerza po przyszłorocznych (jesień 2013 r.) wyborach do Bundestagu. Czego się spodziewać po oficjalnym kandydacie opozycyjnego SPD na szefa rządu? Uchodzi za polityka centrolewicowego. Żaden z niego niemiecki Francois Hollande. W swojej partii był zawsze na konserwatywnym probiznesowym skrzydle. Blisko współpracował z kanclerzami Schmidtem i Schroederem znanymi z niechęci do zbytnio lewicowych rozwiązań. Gdy za czasów wielkiej koalicji (2005 - 2009) Steinbrueck był niemieckim ministrem finansów, świetnie rozumiał się z... Angelą Merkel, swoją szefową.
Tyle na pierwszy rzut oka. Bliższa analiza rozkłada już akcenty jednak zupełnie inaczej. "Steinbrueck to centrysta, który będzie musiał pójść w lewo, czyli tam, dokąd po czterech latach kryzysu idzie cała Europa" - wyrokuje Berthold Kohler, wydawca konserwatywnego "Frankfurter Allgemeine Zeitung". To zresztą już się dzieje. Dziennik gospodarczy "Handelsblatt" (można porównać go do niemieckiego odpowiednika DGP) bez wikłania się w łatki "lewica, prawica" podsumował pierwsze zarysy gospodarczych zamierzeń Steinbruecka. I wyłania się z nich obraz... niezbyt konserwatywny. Kandydat SPD chce np. jeszcze silniej regulować rynki finansowe (ograniczenia w handlu derywatami, surowcami żywnościowymi czy sterowanymi komputerowo transakcjami wysokich częstotliwości). Według jego zamierzeń podatek od obrotów finansowych powinien dotyczyć wszystkich graczy działających na europejskim rynku oraz spółek córek unijnych instytucji finansowych.
O Europie Steinbrueck też mówi innym głosem niż Merkel. Jego zdaniem trzeba przygotować ludzi na to, że zawirowania wokół Grecji potrwają jeszcze... dwie dekady, a Atenom (i całemu Południu) trzeba poluzować pętlę na szyi i pozwolić na złapanie oddechu. Steinbrueck proponuje też powołanie osobnego unijnego parasola ratunkowego dla banków. Oznacza to dodatkowe koszty (powiedzmy 200 mld euro), ale przynajmniej będzie wiadomo, do jakiej kwoty Unia jest gotowa za bankowe kłopoty odpowiadać, a kiedy powie: Dosyć, wiedzieliście, gdzie są nasze granice.
Wybór Steinbruecka na kandydata to również sprytne taktycznie posunięcie SPD. "Steinbrueck jest wybieralny dla klasy średniej bardziej niż jakiś lewicowy watażka. A jednocześnie pragmatyczny na tyle, by wiedzieć, że skręt w lewo jest w Europie faktem" - to znów Berthold Kohler z "FAZ". "To facet, który lubi pokazywać, że jest kanciasty. Na pewno nikt nie zarzuci mu tego, co Merkel, czyli że nie wiadomo, o co właściwie jej chodzi" - pisze "Handelsblatt".
A według sondaży obóz chadecko-liberalny (Merkel) wychodzi dziś na remis z koalicją SPD - Zieloni (Steinbrueck). Kto więc nie znał jeszcze tego drugiego nazwiska, powinien jak najszybciej je sobie zanotować.
@RY1@i02/2012/191/i02.2012.191.00000070b.802.jpg@RY2@
Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Rafał Woś
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu