Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Strategiczny partner - Polska, czyli po co Pekinowi sojusz z Warszawą

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Chiny chcą wziąć udział w prywatyzacji. Oczekują też, że ich firmy wystartują stąd na podbój rynków europejskich

Rozpoczynająca się dziś wizyta premiera Wen Jiabao przypięczętuje uznanie Polski za strategicznego partnera Pekinu. Ale chińska dyplomacja ma kilka definicji strategicznego partnerstwa. Są nim objęci USA i ważni gracze w Unii, ale też Ukraina czy Pakistan.

- Do tego pojęcia Chiny przywiązują odmienne znaczenie zależnie od kraju, z którym chcą współpracować - mówi Justyna Szczudlik-Tatar z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Kategoria partnerów, do których zalicza się Polska, ale też m.in. Ukraina, pojawiła się po wybuchu kryzysu. Z powodu kłopotów gospodarczych Ameryki i Europy Pekin szuka nowych miejsc lokowania nadwyżek kapitału. A jest on ogromny: same rezerwy walutowe to 3 bln dol.

- Porozumienie o strategicznym partnerstwie będzie o tyle istotne, o ile wypełnimy je treścią - mówił w 2011 r. podczas wizyty w Pekinie prezydent Bronisław Komorowski.

11-punktowa deklaracja o strategicznym partnerstwie jest ogólnikowa poza punktem 4., w którym Chiny jasno określają, czego oczekują od Polski: udziału w prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw, zdobycia kontraktów na rozwój infrastruktury i podbicie przez chińskie firmy działające w Polsce rynków europejskich.

Mimo usilnych starań Viktora Orbana Chiny nie uznały za strategicznego partnera żadnego innego kraju Europy Środkowej poza Polską.

Kolejną kategorią partnerów są biedne kraje, które mają strategiczne dla Chin surowce. Jednym z nich jest Turkmenistan, który ma zaspokoić połowę chińskiego importu gazu. Lub Mongolia, jej atut to złoża żelaza, węgla i miedzi.

Są też partnerzy, którzy mają dla Chin znaczenie głównie wojskowe, np. Pakistan, dla którego Chiny są największym dostawcą broni i który dla Pekinu jest cennym sojusznikiem w konfrontacji z Indiami.

Osobną kategorię stanowią USA. Umowę o strategicznym partnerstwie z Chinami zawarł prezydent George W. Bush. Od tej pory przedstawiciele obu krajów spotykają się przynajmniej raz do roku, a sygnałem, jak to ważne dla USA, jest mianowanie sekretarz stanu Hillary Clinton specjalnym przedstawicielem prezydenta USA ds. kontaktu z Chinami. Powód: gospodarki obu krajów są od siebie zależne. Chiny mają 26 proc. gigantycznego długu USA (14 bln dol.), ale bez dostępu do amerykańskiego rynku nie są w stanie utrzymać szybkiego rozwoju (w 2011 r. sprzedały do Ameryki towary za 400 mld dol.).

Niższą kategorią partnerów jest 7 najważniejszych krajów starej Unii. - Tu celem obu stron jest rozwinięcie współpracy do poziomu "amerykańskiego", czego uzupełnieniem jest układ o strategicznym partnerstwie między całą UE a Chinami - mówi Francois Godiment, dyrektor paryskiego instytutu Asia Center.

Najbardziej ambitne plany mają Niemcy. W grudniu Berlin po raz pierwszy sprzedał do Chin więcej niż do USA (za 5,3 mld euro). A do 2020 r. aż 15 proc. eksportu ma trafiać do Chin. Pekin akceptuje te plany, w zamian liczy na niemieckie inwestycje i technologie. - Na tych samych zasadach Chiny oczekują współpracy z francuskimi koncernami państwowymi, jak Areva (reaktory jądrowe) czy Airbus - mówi Godiment. Ale handel pozostaje tu bardzo niezrównoważony: aż 1/3 francuskiego deficytu w 2011 r. (75 mld euro) była spowodowana przez wymianę z Chinami.

Osobna grupa partnerów to kraje wschodzące, tzw. BRICS. Pekin liczy na efekt synergii: współpraca szybko rozwijających się gospodarek jeszcze przyspieszy ich wzrost.

W ubiegłym roku obroty handlowe między Chinami i RPA skoczyły o 56 proc. (do 25 mld dol.). Z kolei dla Brazylii Chiny już są największym partnerem handlowym (i inwestorem zagranicznym). W 2011 r. wymiana między oboma krajami osiągnęła 57 mld dol. Jeszcze bardziej ambitne plany ogłosił w ub.r. prezydent Chin Hu Jintao wobec Rosji. Jego zdaniem do 2015 roku obroty handlowe między oboma krajami przekroczą 100 mld dol., a w 2020 - 200 mld dol.

@RY1@i02/2012/081/i02.2012.081.00000080f.802.jpg@RY2@

Newscom/Be&W

Premier Wen Jiabao zaczął dziś dwudniową wizytę w Polsce

Mają apetyt na naszą energetykę

Chiny nie doceniły znaczenia, jakie dla krajów Europy Środkowej ma przystąpienie do UE. Teraz jednak szybko nadrabiają te zaległości - uważają eksperci instytutu CEED. Między rokiem 2000 a 2010 obroty handlowe ChRL z naszym regionem skoczyły z 3 mld do 41 mld euro, co oznacza średni wzrost o 32 proc. rocznie. Podobnie jest z inwestycjami zagranicznymi w naszym regionie: o ile w 2004 r. wynosiły one tylko 43 mln dol., to już w 2010 r. - 821 mln dol.

Do tej pory większość tej kwoty przejmowały Węgry. Tu trafiało więcej chińskich inwestycji niż we wszystkich innych krajach Europy Środkowej razem wziętych. Teraz, zdaniem CEED, tę rolę powinna przejąć Polska.

Chiny będą dążyły do zbudowania własnych stref wpływów poprzez wyznaczenie chińskich stref przemysłowych, inwestycje w logistykę (transport morski, powietrzny, operatorzy telekomunikacyjni), aż do dystrybucji (centra dystrybucji, sieci handlowe).

Przejęta w lutym za 280 mln zł Huta Stalowa Wola (HSW) to pierwsza poważna chińska inwestycja w Polsce. Na jej przykładzie widać, jaką strategię przyjęli Chińczycy. Koncern LiuGong, światowy potentat, jeśli chodzi o maszyny budowlane, zapowiedział już podwojenie produkcji spycharek i ładowarek oraz uruchomienie wielkich magazynów w Holandii, które umożliwią ekspansję polskich maszyn w całej Europie. Teraz Chińczycy szykują się do udziału w przetargach na prywatyzację polskich koncernów energetycznych, których łączna wartość może osiągnąć 30 mld zł. Chińczycy otworzyli w Polsce dwa oddziały swoich czołowych banków: Bank of China oraz Industrial and Commercial Bank of China. Aktywa tego ostatniego sięgają 1,2 bln dol. Obie instytucje chcą inwestować zarówno w prywatyzowane polskie przedsiębiorstwa, jak i na giełdzie.

Eksperci CEED zwracają jednak uwagę, że wielkie chińskie koncerny i banki są ściśle powiązane z władzami politycznymi. Stąd ich przyciągnięcie wymaga także inicjatyw ze strony polskiej dyplomacji.

- Dziś bez zrozumienia tego, co się dzieje w Chinach, nie można zrozumieć zmian zachodzących na świecie. Tak samo bez zrozumienia Europy Środkowo-Wschodniej nie można prognozować przyszłości Unii Europejskiej - komentuje raport CEED Jan Kulczyk, jeden ze sponsorów instytutu.

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.